czwartek, 27 czerwca 2019 r.

5 lat Centrum Dziennego w Bydgoszczy

2 kwietnia 1998 r. został zrealizowany pomysł ks. prałata Romualda Biniaka, aby rozszerzyć działalność Hospicjum im. ks. Jerzego Popiełuszki o tzw. Centrum Dzienne. Dzięki temu uruchomiono formę pomocy łączącą opiekę domową i oddział stacjonarny.

Głównym celem Centrum, konsekwentnie realizowanym przez 5 lat, jest psychologiczne i rehabilitacyjne oddziaływanie na chorych. Centrum pomaga w podnoszeniu jakości życia, aktywizowaniu i włączaniu do udziału w życiu pozadomowym, zarówno chorych, jak ich rodzin. Umożliwia spotkania w grupie osób tak samo cierpiących i tak samo czujących, pozwala na pełną integrację chorych ze zdrową częścią społeczności hospicyjnej. - 5 lat istnienia centrum to 242 spotkania, które naznaczyła miłość, oddanie, wiara w dobroć i miłosierdzie. Grupa wspaniałych, profesjonalnych, pełnych poświęcenia wolontariuszy przez 8472 godziny ofiarowywała swoje serce i doświadczenie tym, którzy być może nigdy nie zaznali ciepła. Staraliśmy się o urozmaicenie pobytu poprzez organizowanie wycieczek, m.in. do Biskupina czy Lubostronia, oraz spotkań z ważnymi i cenionymi postaciami - wspomina Lidia Kaczmarek, członek zarządu Hospicjum.

Głębszy sens takich miejsc, naznaczonych cierpieniem, zamyka się w słowach Cicely Saunders, według której hospicjum to miejsce Zmartwychwstania, a nie wyłącznie Kalwaria. Dlatego nic nie jest ważniejsze od czwartkowej Mszy św., najczęściej koncelebrowanej, podczas której nie trzeba się wstydzić łez i tego, że coraz trudniej podnieść się z kolan. Tu, w znaku pokoju, wyraża się cała miłość, oddanie i gwarancja "bycia do końca" z przyjaciółmi. - Centrum dzienne jest oazą miłości - tłumaczy jeden z wolontariuszy, ks. Ryszard Pruczkowski, na co dzień proboszcz parafii pw. Bożego Ciała. - Jego istota polega na tym, że wszyscy, którzy tutaj pracują, potrafią się cieszyć z cieszącymi i płakać z płaczącymi. Wydaje się, że hospicjum to jest droga krzyżowa, a my tu mamy Boże Narodzenie, bo co dzień rodzi się miłość do drugiego człowieka. Tutaj stapiają się wszystkie tajemnice różańcowe i wszystkie etapy życia Chrystusa i jego Matki. Mimo że wolonatriusze obcują na co dzień ze śmiercią, przyznają, że nie można do niej przywyknąć, nie można zobojętnieć - każdą tragedię przeżywają tak, jakby odchodził ich brat lub ojciec.

Jan Paweł II powiedział, że nie wolno przechodzić obok ludzi dotkniętych chorobą, że trzeba się zatrzymać i ofiarnie wziąć na siebie część jej brzemienia. Jedną z takich osób, które często pochylają się nad cierpiącymi, jest kapelan hospicjum ks. Jan Brończyk, dla którego posługa w centrum to oddanie człowiekowi, który doświadczony jest krzyżem choroby, ale także człowiekowi, w którym jest jeszcze wiele radości. Najstarszym pacjentem Centrum dziennego - nie wiekiem, ale czasem korzystania z opieki - jest Andrzej Melin. - Kiedy zachorowałem, leżałem 9 miesięcy w łóżku. Byłem spragniony kontaktu z ludźmi i znalazłem go właśnie w centrum. Teraz, jak zbliża się czwartek, nie można nawet spać. Tutaj otrzymuję pomoc medyczną, uczęszczam na Mszę św. - spotyka mnie sama dobroć - dodaje. Hospicjum jest także miejscem niezwykłych radości. "Po raz pierwszy przyjechałam tutaj 3 lata temu z chorym mężem i znalazłam to, co już straciłam - nadzieję. I wydarzyło się coś wspaniałego - po 20 latach życia w związku cywilnym zawarłam związek małżeński. Teraz przychodzę jako gość, bo byłoby podłością zapomnieć o tym, co tutaj przeżyłam" - opowiada jedna z uczestniczek czwartkowych spotkań. Od 5 lat do drzwi Centrum Dziennego puka nie tylko cierpienie, ale także nadzieja - nadzieja na lepszego człowieka...

Autor: Katarzyna Mamys/Marcin Jarzembowski - Radio Plus Bydgoszcz

Polecamy