czwartek, 19 września 2019 r.

Ks. Bp Wojciech Polak - wywiad

Księże Biskupie Nominacie!

Spotykamy się w dniu nominacji Księdza na biskupa pomocniczego naszej Archidiecezji. Co oznacza dla Księdza ta nominacja? Jak ją Ksiądz przyjął?
Można powiedzieć, że dzień nominacji to punkt kulminacyjny - uroczyste ogłoszenie, że jest się biskupem. Pośród gratulacji, życzeń i zapewnień o modlitwie nie ma czasu na głębszą refleksję. Spoglądając jednak na dzisiejsze wydarzenie, niejako na gorąco, za najważniejszą rzecz uznaję to, by być biskupem świętym, pokornym, dostrzegającym sytuacje ludzi i modlącym się za nich.

Jakie nadzieje wiąże Ksiądz ze swoim wyborem?
Mam przede wszystkim nadzieję na to, że Chrystus będzie mógł działać przeze mnie, przez głoszone Słowo i posługę sakramentalną. Pragnę być po prostu dobrym narzędziem w ręku Boga. Ponieważ biskupem zostaję już po 14 latach od święceń, to nie mam jakiś specjalnych oczekiwań. Posługa biskupia jawi mi się jako przedłużenie posługi kapłańskiej. Najważniejsza rzeczą w tym wszystkim jest to, by być autentycznym świadkiem.

Jak będzie wyglądał herb Księdza biskupa? Jakie zawołanie będzie mu towarzyszyło?
Nad herbem jeszcze nie myślałem. Być może będzie to stylizowany znak Jezusa - litera P z krzyżem. Jeśli zaś chodzi o hasło mojej posługi, to wybrałem słowa "Dominum Iesum" (Jezus jest Panem). Pochodzą one z Listu do Rzymian (Rz 10, 9), w którym św. Paweł stwierdza: "Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg go wskrzesił z martwych - osiągniesz zbawienie". Tu nie tylko jest głoszenie ustami, ale przede wszystkim wyznanie wiary w sercu w Jezusa Zmartwychwstałego. Dziś najważniejsze jest właśnie głoszenie współczesnemu światu orędzia zmartwychwstania. Za papieżem mógłbym tu powtórzyć, że chodzi o to, byśmy wszyscy pozwolili innym zobaczyć Jezusa.

Powołanie rodzi się i rozwija najpierw we wspólnocie domu rodzinnego. Czy mógłby Ksiądz opowiedzieć jaki był ten dom, z którego wyszło aż dwóch księży?
Dom rodzinny wspominam bardzo ciepło. Zawsze odczuwam przy sobie obecność miłości i modlitwy moich żyjących aż do dnia dzisiejszego rodziców. Od dzieciństwa patrzyłem na nich, na ich przeżywanie wiary. Gdy jechaliśmy w niedziele do oddalonego o 6 km pobliskiego kościoła, cały czas się modlili "Jezu dobry pasterzu, przyczyń się za nimi". Z drugiej strony jest to normalny dom. Mam też brata, który wstąpił w związek małżeński i siostrę, która uczy w szkole. Tak więc relacje rodzinne są bardzo dobre.

Jak w tym domu kształtowało się Księdza powołanie?
Ono kształtowało się przede wszystkim w dużej wolności. Pamiętam rozmowę z rodzicami przed wstąpieniem do Seminarium. Powiedzieli mi, że szanują mój wybór, ale że zawsze mnie przyjmą pod dach, nawet gdybym podjął decyzję o przerwaniu formacji. Moje powołanie wzrastało także dzięki katechezie, służbie ministranckiej i lektorskiej. Na swojej drodze, jak już wspomniałem wielokrotnie, spotkałem także wielu dobrych księży, którzy pomogli mi w odczytaniu mojego powołania.

Odpowiedź na to pytanie okazała się pozytywna i rozpoczął Ksiądz studia w Seminarium. Potem były święcenia kapłańskie...
Po święceniach zostałem wikariuszem w Bydgoszczy i jednocześnie sekretarzem nieżyjącego już ks. bpa J. Nowaka. Musze przyznać, że wiele zawdzięczam jego osobie - był dla mnie wzorem i nauczycielem wtedy, gdy stawiałem pierwsze kroki w kapłaństwie. W tamtych czasach dużą radość dawała mi katecheza prowadzona przy parafii. Uczyłem wtedy najmłodszych, czyli tzw. "zerówkę". Po 2 latach pobytu w Bydgoszczy Ks. prymas skierował mnie na studia do Rzymu. Tam otrzymałem tytuł licencjata, a potem doktora teologii.

We Włoszech przebywał Ksiądz Biskup przez 4 lata. Jakie bogactwo wyniósł Ks. Biskup z doświadczenia tamtejszego Kościoła?
Moje doświadczenie Kościoła rzymskiego jest ograniczone. Po 2 pierwszych latach zostałem zaproszony do prowadzenia grupy neokatechumenalnej w Rzymie. Był to dla mnie czas szczególnej wspólnej drogi wiary wraz z wieloma osobami świeckimi. Ponadto mój obraz tamtejszego Kościoła kształtowała posługa świąteczna i wakacyjna w jednej z górskich miejscowości w Toskanii. Gdy przyjechałem tam po raz pierwszy miejscowy proboszcz był ciężko chory i wkrótce zmarł. Po jego śmierci biskup diecezjalny, który nie miał zbyt wielu kapłanów, wyznaczył następcy zadanie kierowania 3 parafiami. Dlatego też chętnie korzystał on z mojej pomocy. Mogę powiedzieć, że wówczas czułem się prawdziwym duszpasterzem. Ustalałem godziny nabożeństw, spowiedzi. Przywróciłem także świąteczną posługę w domach chorych. Z tamtego okresu wyniosłem przekonanie, że kapłan musi być do dyspozycji wiernych. Dodatkowo mogłem podziwiać dużą troskę i zaangażowanie ludzi świeckich. Parafianie potrafili jechać nawet 50 km aby przywieźć księdza na Msze św. w niedzielę.

Po powrocie ze studiów podjął ks. Biskup pracę w seminarium - najpierw jako prefekt, potem rektor. Jak Ksiądz ocenia ten czas?
Był to przede wszystkim czas szczególnej wdzięczności Bogu za dar powołań i za tych , którzy ten dar podejmowali. Uczyłem się tego, jak być u boku tych młodych ludzi na różnych etapach ich formacji. Podstawową troską było to, aby zrozumieć kandydatów, pochodzących z tak różnych środowisk. Nie chodziło mi nigdy o "przymykanie oczu" na problemy, ale o zainteresowanie i o pomoc. Czasem trzeba było podejmować trudne decyzje, starałem się jednak aby to wszystko służyło zawsze zbliżeniu człowieka do Boga.

Ostatnio obserwujemy spadek liczby powołań, zwłaszcza w naszej Archidiecezji. Czy jest to zdaniem Ks. Biskupa zapowiedź głębokiego kryzysu, czy jednak widzi ksiądz jakieś "światła nadziei"?
Dużymi światłami nadziei są rekolekcje powołaniowe, niedziele powołaniowe, czy coroczne akcje powołaniowe w wybranych dekanatach. To wszystko ma na celu przybliżenie młodym tej szczególnej wspólnoty, jaką jest seminarium. Jeśli zaś chodzi o sprawę kryzysu - jak mówi Pismo: "jeden sieje, drugi zbiera". Uważam, że jesteśmy w fazie zasiewu. Ufam, że Bóg da nam pasterzy, a dzisiejsza sytuacja jest tylko przejściowa.

Tak więc stawiamy nie na ilość, ale na jakość...
Tak ostro bym tego nie ujął. Obecne czasy wymagają szczególnego świadectwa. Powołania muszą być dobre, czyli przemienione mocą Chrystusa. Oczywiście zawsze trzeba się pytać o to, jakie jest doświadczenie wiary i Jezusa u powołanego. Odpowiedź na to pytanie może i powinna być kryterium weryfikującym ową "ilość" i podkreślającym "jakość".

Ksiądz Biskup wyraził przekonanie, że posługa biskupa - oprócz świetości - wymaga przede wszystkim ludzkich odniesień do tych, którym posługuje. Przede wszystkim będzie się Ksiądz stykał z kapłanami. Obecnie mamy kilka modeli sprawowania władzy przez biskupa - są opcje bardziej instytucjonalne, są też i te dialogiczne i komunijne. Jak więc widzi Ksiądz Biskup swoją posługę?
Myślę, ze nie przypadkiem w dniu ogłoszenia mojej nominacji na gazetce w seminarium pojawiła się informacja o sympozjum organizowanym przez "Pastores". Jego tytuł brzmi: "Biskup: ojciec, pasterz, przyjaciel". Właśnie te trzy słowa mnie uderzyły. Od strony ludzkiej znaczą one wiele. Już w PWSD uczyłem się tego ojcostwa, niejako nosiłem je w sercu i dorastałem do niego. Jestem świadomy zadań stojących przede mną. Nie chcę być tym, o którym powiedzą, ze po sakrze "zbiskupiał". Z drugiej strony jednak trzeba też mieć pewien "kręgosłup" i umieć stawiać wymagania. W posłudze biskupa ważne jest to, by zawsze mówić prawdę w miłości.

Obecnie wielu ludzi przezywa trudności i kryzysy, także wiary. Nie omijają one również kapłanów. Jak Ksiądz Biskup widzi pomoc, której trzeba wówczas udzielić?
Uważam, ze tego typu sytuacje wymagają od biskupa pokory, aby nie bał się problemu, by wierzył, że Boża moc uzdrawia. Jest jednak i druga strona medalu - można pomóc tylko temu, kto chce. Tu też potrzeba pokory, by właśnie zwrócić się o te pomoc.

Biskup jest zawsze ustanowiony dla wspólnoty. Jak Ksiądz Biskup widzi współpracę z wiernymi świeckimi? Jak zmienić istniejące podziały? Jak przejść od struktury piramidalnej w Kościele do struktury wspólnotowej?
Świeccy są obecni w świecie i dla świata. Nie można ich przeciwstawiać duchownym. Duchowni i świeccy to ta sama rzeczywistość, różni się tylko punktem wyjścia. Uważam, że szansą współpracy są małe grupy, parafie rozumiane jako wspólnoty wspólnot. Z mojego doświadczenia pracy ze studentami świeckimi, z Towarzystwem św. Wojciecha i Kościołem Domowym wiem, że ich doświadczenie wiary prawdziwie buduje i ubogaca Kościół. Przed nami stoi na pewno zadanie większej aktywizacji Rady Duszpasterskiej, by stała się forum działania programowego. Duże nadzieje wiążę także z rozwojem Akcji Katolickiej. Zmiany te wymagają oczywiście czasu i dużej odpowiedzialności.

W związku z tym czy popiera Ksiądz Biskup zwiększenie udziału świeckich w pracy tak zwanych Instytucji Centralnych Archidiecezji, np. w Kurii?
Nie znam jeszcze tak dobrze spraw wewnętrznych Kurii. Na pewno można myśleć o ich większej obecności w sprawach związanych z katechizacją, w dziale gospodarczym oraz w szeroko rozumianym świecie mediów.

Jeśli już Ksiądz Biskup wspomniał media, to zatrzymajmy się przy nich na chwilę. Wpływają one w sposób oczywisty na życie wielu ludzi. Papież nazywa je współczesnymi areopagami, na których winno głosić się orędzie Ewangelii. Jaka jest opinia Księdza na ten temat? Media to rzeczywiście współczesny "kairos", który domaga się z naszej strony odpowiedzi. Jak każdy środek wymagają roztropności i pewnej duchowej ascezy. Wydaje mi się jednak, że obecnie wciąż brakuje nam odwagi, by zaufać, że to dobry środek do głoszenia Dobrej Nowiny. Wystarczy choćby spojrzeć na popularność internetowych "rekolekcji". Dzięki nim wielu może Jezusowi odpowiedzieć pozytywnie. Wtedy, powtórzmy to za Papieżem, z sieci wyłoni się prawdziwe oblicze Chrystusa. Dlatego też w seminarium popierałem rozwój stron internetowych i zamierzam to czynić nadal.

Niedawno nasza Archidiecezja podjęła po latach współpracę z Przewodnikiem Katolickim. Jak ksiądz Biskup ocenia tę gazetę?
"Przewodnik" szanuję, gdyż był obecny w moim domu na długo przed "Niedzielą". Miałem go w ręku już jako dziecko. Obecny kształt pisma odbieram bardzo pozytywnie. Jest to przecież współczesna, ciekawa i zróżnicowana gazeta religijna, dla szerokiego kręgu czytelników.

Po ogłoszeniu nominacji wszyscy podkreślają, ze jest Ksiądz najmłodszym Biskupem na świecie. Jak się więc czuje ten "najmłodszy"?
Muszę powiedzieć, że początkowo nie chciałem w to wierzyć. Myślałem, że to tylko dziennikarski "news". Ten mój wiek nie powinien być przeszkodą. Oczywiście brak mi doświadczenia i dystansu. Z drugiej jednak strony, to co cechuje wszystkich młodych, to chęć do nauki i duża otwartość. Mam nadzieję, że podobnie będzie ze mną.

Jakimi obszarami duszpasterstwa chciałby zająć się Ksiądz Biskup szczególnie?
Nie rozmawiałem jeszcze o tym z Księdzem Arcybiskupem. Myślę, że będą to przede wszystkim sprawy katechetyczne i duszpasterstwo młodzieży.

Na zakończenie naszego spotkania - czy jest Ksiądz zaskoczony nominacją i kiedy odbędzie się konsekracja?
Szczerze powiedziawszy nie spodziewałem się, że ona nastąpi tak szybko. Jeśli zaś chodzi o termin sakry, to będzie miała miejsce 4 maja w Katedrze w Gnieźnie.

Dziękuję za rozmowę i życzę jeszcze raz wielu łask Bożych w tej nowej posłudze. Szczęść Boże!

Rozmawiał ks. Andrzej Kostencki

Polecamy