czwartek, 28 maja 2020 r.

Gruzja - oczami misjonarza

Z księdzem Andrzejem Graczykiem - kapłanem archidiecezji gnieźnieńskiej, który od dziesięciu pracuje w Gruzji, o jego posłudze duszpasterskiej wśród mieszkańców tego kraju ich życiu codziennym, zwyczajach, kulturze i religijności rozmawia Lucyna Muniak

- Gruzja nie jest uznana za kraj misyjny. Państwo to przecież przyjęło chrześcijaństwo już w czwartym wieku po Chrystusie...
- Rzeczywiście, Gruzja nie jest uznana przez Stolicę Apostolską za kraj misyjny. Tak jak pani zauważyła, chrześcijaństwo jest tam obecne od czwartego wieku po narodzeniu Chrystusa. Nie możemy jednak zapominać o tym, że lata komunizmu poczyniły pewne spustoszenia w religijności mieszkańców Kaukazu. Panuje pogląd, że Gruzin to prawosławny. I ta przynależność do Kościoła prawosławnego jest uważana za manifestację własnej tożsamości narodowej. To kraj paradoksów - z jednej strony chrześcijaństwo i mnóstwo zabytkowych, kamiennych kościołów i klasztorów z pierwszych wieków chrześcijaństwa, z drugiej strony akceptowane jeszcze przez Kościół prawosławny praktyki z pogranicza pogaństwa. Do nich należy np. zabijanie i składanie w ofierze zwierząt ( owiec, kóz lub drobiu) w pobliżu kościołów. Ma to miejsce najczęściej z okazji różnych świąt rodzinnych. Powszechne jest też wróżenie z fusów od kawy - bez tego nie może obejść się żadne spotkanie towarzyskie. Przynależność do gruzińskiego Kościoła prawosławnego nie wynika z jakiegoś głębokiego doświadczenia religijnego i silnej pobożności, ale jest pewną zewnętrzną formą manifestacji przynależności narodowej.

- Czyli Gruzja, to kraj prawosławnych. Czy jest tam miejsce dla katolików, czy też z katolicyzmem utożsamiają się wyłącznie potomkowie Polaków?
-
W Gruzji nie ma "czystych" Polaków. Żyjący tam potomkowie Polaków mają zawsze domieszkę krwi rdzennych Gruzinów, czy Ormian. Organizacje polonijne zrzeszają sporą grupę osób, które uważają siebie za potomków Polaków, jednak często szukanie polskich korzeni wiąże się z nadziejami na otrzymanie pomocy materialnej. Imponująca, zwłaszcza w pierwszych latach wolności, liczba osób przechodzących na katolicyzm wiązała się też ,niestety, z tymi nadziejami. Teraz do Kościoła przychodzą ludzie, którzy są zainspirowani czyjąś postawą moralną, świadectwem życia, przykładem kogoś ze swojego otoczenia, kto uczestniczy w życiu Kościoła i kieruje się na co dzień zasadami Ewangelii.

- Prowadzi ksiądz ewangelizację dla dorosłych?
-Tak, już w Seminarium jako diakon rozpocząłem Drogę Neokatechumenalną. Z tego doświadczenia korzystam w mojej pracy w Gruzji. Ta praca, aby wydała owoce, wymaga sporo czasu i cierpliwości. Jest tak zresztą tak samo jak ze zmianą mentalności człowieka, która trwa dosyć długo. Wspólnoty spotykają się dwa, trzy razy w tygodniu i ich członkowie naprawdę mówią o znaczeniu przyjęcia do swojego życia Pana Boga. Komunizm w tych ludziach dużo zniszczył i wiele zasad moralnych trzeba na nowo budować. Optymizmem napawa fakt, że często prawosławni dostrzegając życie sąsiadów katolików, ich sposób przezwyciężania problemów i kryzysów zaczynają się zastanawiać "co im pomaga, skąd czerpią siły?". I wówczas, pojedyncze osoby, czasami rodziny, przychodzą do Kościoła katolickiego, zaczynają się interesować naszą wiarą i ją przyjmują za swoją. Tak więc zderzenie z realnym życiem pozwala na dawanie świadectwa wiary katolickiej, która innowierców lub niewiernych jest dosyć przekonujące i wyraźnie do nich przemawia.

- W Gruzji to codzienne życie nie jest proste. Bezrobocie, przestępczość, brak perspektyw na lepsze jutro...
- To prawda. W Gruzji nie istnieje praktycznie w ogóle przemysł, wszyscy, którzy nie są zatrudnieni w urzędach (za taką pracę trzeba dać sporą łapówkę) utrzymują się z handlu na bazarach lub w małych sklepach. Korupcja jest wszechobecna i to do tego stopnia, że aby zdobyć np. pracę w policji trzeba najpierw sporo zapłacić. Nie istnieje taka gałąź gospodarki jak turystyka, bo nie ma po prostu dla niej zaplecza. Nie funkcjonuje tam system powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, każda porada lekarska to właściwie wizyta prywatna. Wszyscy żyją nadzieją, że wyemigrują. Pierwszy przystanek to dla nich Moskwa, gdzie można zdobyć pracę i stamtąd dalej ruszyć na Zachód. Jednak kiedy wyjeżdża tylko mąż, rodzina właściwie zawsze się rozpada. Coraz więcej jest rodzin rozbitych. Więzy rodzinne, które kiedyś były bardzo silne ulegają rozkładowi. W tych realiach katolicy muszą naprawdę swoim przykładem dawać świadectwo wiary, aby prawosławni Gruzini zrozumieli, że ta duchowość jest prawdziwa i głęboka.

Polecamy