niedziela, 31 maja 2020 r.

Idą za mną kwiaty i krzyże...

Niewielka pracownia przy ulicy Siemiradzkiego w Bydgoszczy. W powietrzu unosi się zapach świeżego drewna, w kącie rosochaty korzeń - czeka na swoją kolej. Drewno mówi do każdego z nas - tylko mało kto potrafi zrozumieć słowa, zapisane w przyroście kolejnych słoi. Rzeźbiarz idzie za jego głosem - w kształtach, które mu nadaje, opowiada całą historię.

Stanisław Kapłoński urodził się w Żninie. W szkolnictwie średnim zawodowym przepracował 32 lata. W 1984 roku przeszedł na emeryturę, ale do 1995 roku prowadził jeszcze zajęcia wychowawcze w Szkole Podstawowej nr 10 w Bydgoszczy. Obok pasji pedagogicznej znalazł w swoim życiu także miejsce na dębinę, olchę, buk i brzozę. W niewielkim warsztacie powstały już setki drewnianych kwiatów i krzyży.

Lata 60. to okres poszukiwań. Najpierw było kowalstwo artystyczne. Wiele dzieł z tego okresu trafiło do Francji i Włoch. Wśród nich znajdowały się kinkiety, świeczniki i broszki. - Wiele rzeczy, które zrobiłem, znajduje się do dziś w bydgoskich szkołach. Brakowało mi jednak przestrzeni, żeby móc wyrazić ducha - ciągle coś mi się wymykało... Pomyślałem, że zajmę się rzeźbą sakralną. No i uprawiam ją już 30 lat - wspomina Stanisław Kapłoński. Pierwszą rzeźbą był krzyż, taki "pospolity". - Wykonałem ich dwieście, może trzysta... Potem przyszedł czas na rozwinięcie tego bolesnego motywu w Drodze Krzyżowej. - Towarzyszyły mi te znane słowa "w krzyżu cierpienie, w krzyżu zbawienie". Ja również przechodziłem swoją drogę przez mękę. Miałem dwie operacje kręgosłupa, uczyłem się od nowa chodzić, trzymać dłuto i młotek. Droga Krzyżowa jest esencją cierpienia...

"Via crucis" autorstwa Stanisława Kapłońskiego znajduje się w 9 kościołach na terenie kraju, m.in. w Bydgoszczy, Wrześni, Lubostroniu, Zakopanem, Pawłowie i Cielu. Pierwszą Drogę Krzyżową Stanisław Kapłoński pokazał na wystawie w Żninie w 1995 roku. Wymyślił ją oglądając jeden z filmów. - Poczułem się tak, jakby ogarnęło mnie jakieś szczególne natchnienie "Zrób Drogę Krzyżową, ale zupełnie prostą". Wziąłem więc ołówek i naszkicowałem krzyż równoramienny, na jego tle smugi słońca, pośrodku umieściłem głowę Chrystusa - za każdym razem w innym położeniu, a poniżej numer stacji. Po wystawie zgłosił się do mnie dyrektor Instytutu Kształcenia Ustawicznego Ociemniałych z pytaniem, czy nie mógłbym zrobić dla nich takiej Drogi Krzyżowej. Pracujący tam ksiądz także był niedowidzący - wspomina artysta. Podopieczni Instytutu poprzez dotyk razem z Chrystusem pokonywali kolejne etapy Jego męczeńskiej wędrówki. Ukrzyżowany spogląda z każdej strony - zwiesza głowę. Drewniana korona zatacza koło - niekończące się cierpienie.

W przebogatej kolekcji Stanisława Kapłońskiego znajduje się także Pieta. Postać bolejącej Matki odbiega jednak od setek przedstawień tego typu. Zazwyczaj Maryja, opłakując Syna, patrzy w przód - jakby chciała podzielić się swoim bólem. - Ja widzę to inaczej - tłumaczy Stanisław Kapłoński. - Jestem obserwatorem życia codziennego. A najczęściej jest tak, że ból po starcie bliskich każe nam zwiesić głowę. Uznałem, że lepiej wyrażę Pietę wtedy, kiedy Matka będzie wtulona... niejako wtopiona w ciało Chrystusa. Jezus Frasobliwy jest zazwyczaj obnażony - bydgoski artysta przyodział Go. Te rzeźby pokazują, że nawet w "utartych" symbolach można doszukać się czegoś nowego.

Mimo tylu zrealizowanych projektów, pozostają jeszcze marzenia - jak u prawdziwego artysty. - Po głowie chodzi mi krzyż. Widziałbym go w jakimś kościele na tle ściany głównej - tak, żeby zakrył całą płaszczyznę - cztery metry w skrzydle i pięć w pionie. Chciałbym także wykonać płaskorzeźbę - Jezusa Dobrego Pasterza oraz Jezusa modlącego się na Górze Oliwnej... Idę do pracy, do swojego kąta...

Autor: Katarzyna Mamys - Radio Plus Bydgoszcz

Polecamy