czwartek, 28 maja 2020 r.

Z wizytą w Smogulcu

Są miejsca, w których historia pozostawiła swoje skarby najwyraźniej "na osłodę". Zabytkowe dwory, ruiny zamczysk lub inne osobliwości ratują od zapomnienia "zacienione" zakamarki naszego kraju - na przykład maleńkie wioski, w których życie toczy się osowiale. I właśnie na przekór zgrzebnemu otoczeniu, kościół w Smogulcu był, jest i pozostanie piękny.

Okazałość świątyni wzięła się głównie z ofiarności fundatorów. A zaczynano od zera, dokładniej od pogorzeliska pierwotnego kościoła Grzymalitów z XIII wieku, który spłonął podczas pożaru miasta w 1608 roku. Piszę "miasta" nie przez pomyłkę - trzeba bowiem wiedzieć, że dzisiejsza "wiejskość" Smogulca jest jedynie wynikiem "niekorzystnej koniunktury dziejów", podczas której miejscowość administracyjnie zdegradowano. Dawna świetność nie została jednak całkowicie zapomniana.

Pamięta się również Jana Wierzbiętego Smoguleckiego - pana na lokalnych dobrach - który idąc w ślady króla Kazimierza, zastawszy kościół drewnianym (zwęglonym!) pozostawił go murowanym. Murowanym w stylu baroku. Uroczystej konsekracji z udziałem biskupa gnieźnieńskiego dokonano w 1642 roku. Tamto wydarzenie przywołuje dziś specjalna tablica naścienna.

Po Smoguleckich nadeszła kolej na Czapskich. Architektoniczny smak, płomienny zapał i iście hrabiowski gest, okazał zwłaszcza Bogdan Hutten Czapski, który wyasygnował pieniądze na budowę bocznej kaplicy grobowej (1876 - 1879). Połączono wtedy udanie barok z neorenesansem. Całość zharmonizowała gruntowna przeróbka kościelnej wieży. Zmieniono dach, wieńcząc go szczodrze wyzłoconym krzyżem. Tak osiągnięto ideał zewnętrzny - nad wystrojem przestrzeni kościoła pracowano zaś aż do lat dwudziestych minionego wieku.

Kaplica grobowa pomyślana była jako miejsce wiecznego spoczynku dla donatora i jego rodziców.

Parafia tutejsza opływa w "dostatki" szczególnego rodzaju: ma aż dwie patronki - Św. Katarzynę oraz bł. Marię Karłowską, dwie zakrystie (fantazja budowniczych zrealizowała się aż na 2 kondygnacjach) i łącznie 3 świątynie (Smogulec, Mieczkowo, Chwaliszewo). Pod opieką katechetyczną znajduje się 5 szkół. Za to ksiądz… jest tylko jeden - proboszcz Stanisław Karabasz. Każdej niedzieli odprawia 4 Msze św. nie pomijając żadnego ze swoich Domów Bożych. A w Wigilię celebruje 3 następujące po sobie Pasterki. Zaczyna o godzinie 21.00 - kończy po 1.00 w nocy. Proboszcz działa też charytatywnie - m.in. organizuje coroczny obóz dla dzieci z ubogich rodzin.

Jeden z pomysłów ks. Karabasza zasługuje na uwagę szczególną. Otóż w trosce o mieszkańców Chwaliszewa, którzy na każde nabożeństwo musieli docierać do Smogulca, zaadaptował na kaplicę …nieczynny bar. Teraz przychodzi się tam wyłącznie po pokarm duchowy.

Jednak nie batalia o chwaliszewską "filię" napełnia serce proboszcza dumą, ale fakt, iż przed wieloma laty w tutejszej parafii swoją apostolską drogę rozpoczęła błogosławiona Maria Karłowska. Była ona pionierką aktywnej ewangelizacji osób z marginesu społecznego. W roku 1892 samorzutnie rozpoczęła posługę wśród poznańskich mętów i prostytutek. Nawracała, pomagała. Szóstym zmysłem detektywa odkrywała zakonspirowane domy schadzek, by tam "argumentum ad iudicium" ratować dusze upadłych dziewcząt. Po 2 latach działalności tworzy Zgromadzenie Sióstr Pasterek od Opatrzności Bożej. Z biegiem czasu jej zakonnice zorganizowały w sumie 9 placówek wychowawczych i szpitali kobiecych. Maria Karłowska zmarła na 4 lata przed wybuchem II wojny światowej, otoczona opinią świętości. Podczas swej VI pielgrzymki do ojczyzny, papież Jan Paweł II dokonał beatyfikacji gorliwej apostołki więzień i lupanarów.

Chlubi się Smogulec "własną" błogosławioną. W ślady Matki Marii poszły 2 tutejsze parafianki - zostały Pasterkami. W gnieźnieńskim Seminarium jest też kleryk parafii w Smogulcu, który przygotowuje się do kapłaństwa. Czy i jemu w wyborze drogi życiowej pomogło specjalne wstawiennictwo patronki parafii? Jeśli tak, to zapewne ma okazje za nie podziękować - jako kleryk ostatniego roku seminarium, od czasu do czasu przyjeżdża do Smogulca wspomagać zapracowanego ks. Karabasza w duszpasterskich obowiązkach.

Przekroczmy próg kościoła. Stąpając po posadzce z bawarskiego granitu stajemy w głównej nawie. Oto mamy piękno rzadko spotykane w prowincjonalnych świątyniach: barokowe ołtarze, polichromia, witraże, popiersia i płaskorzeźby. Wszystko ufundowane przez ordynata Czapskiego. Nawet konfesjonały. A że hrabia był estetą - robotę zlecał zwykle artystom wysokiej klasy. Pracował tu Zygmunt Hendel - uczeń Matejki. Bywali mistrzowie włoscy i sztukatorzy z Dortmundu. Z Italii sprowadzono też lwią część świątynnego wyposażenia.

Nic dziwnego, że hojny dobrodziej doczekał się specjalnej formy uhonorowania. Malarz, który w 1921 roku kładł nową polichromię, umieścił postać hrabiego na ogromnym malowidle fundacyjnym. Bogdan Hutten Czapski klęczy na nim owinięty w biały płaszcz z charakterystycznym krzyżem - był on bowiem nie tylko szeregowym Maltańczykiem, ale nawet samym prezydentem Polskiego Związku Kawalerów Maltańskich. Do pełniejszej biografii można dodać również dwa doktoraty honoris causa (stołeczny uniwersytet i politechnika) oraz Wielką Wstęgę Orderu Polonia Restituta.

Ciekawostka, że także inne postaci z malowidła miały swoje realne pierwowzory. Chociażby ówczesny proboszcz. Zaś mała dziewczynka z kwiatkiem (dolny róg fresku) to późniejsza smogulecka nauczycielka.

Jeden z bocznych ołtarzy kościoła poświęcono bł. Marii Karłowskiej. Jest na nim jej portret oraz relikwie. Parafianom ks. Karabasza do niedzielnej Mszy św. przygrywają stare, stylowe organy. Organista - p. Jan Obara - swoją posługę przy klawiaturze pełni już... 55 lat!

Aby zobaczyć grób benefaktora i jego rodziców, trzeba zejść po marmurowych schodach do podziemi. Ale warto! Koniecznie! Zobaczymy bowiem jedną z najpiękniejszych krypt grobowych w Polsce. Wyrafinowane zestawienie funeralnej surowości sarkofagów z bizantyjskim przepychem naściennych mozaik, robi wrażenie oszałamiające. Ołtarz połyskuje białym marmurem.

Podłoga, sufit, mury - to efekt iście benedyktyńskiej cierpliwości i jubilerskiej precyzji wykonawców. Wszystko dopasowane i dopracowane w najdrobniejszych detalach.

Czas jednak płynie nieubłaganie… Misterna robota może niedługo wymagać (a raczej już wymaga!) pilnego remontu. W kilku miejscach na ścianie wystąpiły ubytki - "szczerozłote" cegiełki odpadają m.in. za sprawą tysiącznych dotknięć odwiedzających kryptę turystów. Każdy pod paznokciem wynosi mikroskopijny ułamek podziemnego skarbu. Przezornie uczyniono, że krzyż, który rzeczywiście jest pozłacany, powędrował aż na kościelny dach!

Poniżej krypty Czapskich są jeszcze katakumby. Zamknięte dla postronnych osób. Złożono w nich szczątki pracujących tu w przeszłości kapłanów. Według legendy, gdzieś w katakumbach zaczynało się tajemnicze przejście podziemne, łączące kościół z pałacem ordynata, które potem zasypano.

Trzeba mieć świadomość, że kościół-zabytek nie dostarcza proboszczowi wyłącznie przyjemności, chociażby w postaci pięknego widoku przy każdym wyjściu z plebani. Nie, jest akurat odwrotnie - ks. Karabasz musi pielęgnować nie tylko ducha parafian, ale i pamiętać o regularnej konserwacji świątyni. A to obowiązek tyleż zaszczytny, co nielekki. Przez ostatnią dekadę udało się jednako odnowić portal, umocnić wieżę, wyremontować piętro zakrystii, odmalować część wnętrza… Sfatygowane stalle - boczne siedziska dla służby liturgicznej i Rady Parafialnej - którym wróżono już miejsce na śmietniku, odzyskały dawny blask. Teraz proboszczowi marzy się rozruch nieczynnego zegara wieżowego. Samo smarowanie zastałych mechanizmów, fachowcy wyceniają na ok. 5 tysięcy złotych! Do tego dojdzie zapewne renowacja tarcz oraz wskazówek. Bez państwowych dotacji ani rusz... Powiedzenie, że czasem warto jednak "chleb odjąć od ust", by ratować spuściznę poprzednich pokoleń, nabiera w Smogulcu literalnej dosłowności - konserwatorzy orzekli niedawno, iż cenne sztukaterie będzie się tu czyścić właśnie chlebem.

Autor: Adam Gajewski

Polecamy