niedziela, 16 czerwca 2019 r.

70. rocznica urodzin Księdza Arcybiskupa (I)

Duszpasterz, teolog, biblista, wysoki hierarcha kościelny, ale też człowiek lubiący podróżować pociągami, a w czasie jazdy samochodem zabierający autostopowiczów. Tytan pracy, nie oszczędzający siebie, ale też ogromnie wymagający od podwładnych - tak pokrótce można scharakteryzować Księdza Arcybiskupa Henryka Muszyńskiego, który dzisiaj kończy 70 lat.

Henryk Józef Muszyński urodził się 20 marca 1933 roku w Kościerzynie. Otoczony miłością, szybko musiał doróść do tragicznej rzeczywistości. 1 września 1939 roku zamiast książek do szkoły, Mama zapakowała mu ciepłą odzież potrzebną w ucieczce przed zbliżającym się frontem niemieckim. Okres wojenny przerwał jego krótkie, szczęśliwe dzieciństwo. W czasie okupacji musiał chodzić do niemieckiej szkoły. Nie znał ani słowa po niemiecku, ale szybko się uczył. Po wojnie nadrabiał zaległości w edukacji. Szkołę podstawową i liceum ukończył w Kościerzynie. Następnie wstąpił do Wyższego Seminarium Duchownego w Pelplinie. Tam też otrzymał święcenia kapłańskie, a po nich skierowanie do parafii w Gdyni Leszczynkach. Zawsze marzył, żeby być duszpasterzem w małej wiejskiej parafii z ładnym ogródkiem, w którym mógłby odmawiać brewiarz. Stało się inaczej.

Wikariusz, który zna grekę (sam się jej nauczył), to było tak nadzwyczajne, że wkrótce biskup zaproponował młodemu kapłanowi studia specjalistyczne z zakresu biblistyki. Odbył je kolejno w Lublinie, Rzymie, Jerozolimie i Heidelbergu. W tym czasie brakowało mu pracy duszpasterskiej. Później musiał się już przyzwyczaić do pracy naukowo - pedagogicznej (przez kilkanaście lat wykładał w seminarium w Pelplinie i Akademii Teologii Katolickiej w Warszawie). Po doktoracie zrobił habilitację, a później otrzymał tytu profesora zwyczajnego. Polubił pracę akademicką i kontakt z młodymi ludźmi.

W 1985 roku Ojciec Święty Jan Paweł II mianował go biskupem pomocniczym w diecezji chełmińskiej. W 1987r., już jako ordynariusz, został posłany do Włocławka. Tam uczył się administrowania diecezją i poczuł ciężar odpowiedzialności za społeczność lokalnego Kościoła. W roku 1992 Papież powołał go na arcybiskupa metropolitę gnieźnieńskiego.

Henryk Józef Muszyński został pierwszym po 173 latach arcybiskupem rezydującym na stałe w Gnieźnie. Wkrótce dał się poznać jako znakomity gospodarz. Doprowadził do uporządkowania Katedry i jej otoczenia. Zatroszczył się o bezcenne zbiory Archiwum i Biblioteki Archikatedralnej przenosząc te instytucje z poddasza bazyliki do odpowiednio przygotowanej kolegiaty. Wrażliwy na piękno sztuki potrafił pozyskać pieniądze na renowacje zabytków sakralnych. Przede wszystkim jednak rozpowszechnił kult świętego Wojciecha. Do Gniezna zaczęły przyjeżdżać tłumy pielgrzymów. O tym niewielkim mieście zaczęło być głośno w całej Europie i na innych kontynentach. Dzieje się tak za sprawą ogromnego autorytetu i szacunku, jakim cieszy się Ksiądz Arcybiskup Henryk Muszyński. Biegła znajomość języków prawie wszystkich, najważniejszych języków europejskich pozwala Księdzu Arcybiskupowi na bardzo szerokie kontakty międzynarodowe. Piastuje wiele odpowiedzialnych funkcji na szczeblu ogólnopolskim i ogólnokościelnym.

Jest też laureatem wielu prestiżowych nagród i wyróżnień, przyznanych mu w Polsce i za granicą. Szczególne zasługi posiada w pracy na rzecz pojednania narodów polskiego, niemieckiego i żydowskiego. Przez wiernych z Archidiecezji Gnieźnieńskiej Ksiądz Arcybiskup jest postrzegany jako osoba wręcz majestatyczna. - Prawdziwy Książę Kościoła - ocenia Bogumił Bielecki, gnieźnianin, który od ponad 30 lat filmuje prywatna kamerą najważniejsze wydarzenia z życia Gniezna. - Z racji pełnionej funkcji musi się dostojnie zachowywać, ale to nie oznacza, że nie jest "ludzki". Przy każdej okazji życzliwie uśmiecha się do wiernych.

Otwartość widać po tym, jak chętnie Ksiądz Arcybiskup rozmawia z przygodnie spotykanymi ludźmi. Lubi podróżować pociągami. Ma wówczas czas na kontakt z ludźmi i lekturę. Nie dba o wygody. Mieszka w gustownie, ale skromnie urządzonym mieszkaniu. Zajmuje niewielką część Rezydencji Arcybiskupów Gnieźnieńskich. Nie ma też wymagań kulinarnych. Mogła się o tym przekonać studentka, którą zabrał gdy jechała autostopem z Bydgoszczy do Wrocławia. Kiedy dziewczyna dowiedziała się z kim jedzie, powiedziała, że nikt jej nie uwierzy. - Jeśli tak, to nie uwierzą, że jadła pani obiad z arcybiskupem - powiedział Ksiądz Arcybiskup i zaprosił ja na posiłek. W książce "Sługa słowa" Ksiądz Arcybiskup nie ukrywa, że po śmierci Ojca (był wówczas alumnem w seminarium) nie miał pieniędzy na czesne. Rektor pozwolił mu studiować, a zapłatę odłożył aż skończy studia. Ambitny kleryk najmował się wtedy do prac na wsi, żeby zarobić. - Bardzo mi to pomogło, bo umiem docenić ludzi, którzy są w sytuacji bardzo trudnej. Wychowałem się w bardzo skromnych warunkach i to mi zostanie do śmierci - mówi o sobie Pasterz Kościoła Gnieźnieńskiego.

Być może dlatego Ksiądz Arcybiskup preferuje prostą kuchnię: białe sery, dżemy, maślankę, smażone ziemniaki, kaszankę, wątrobiankę, a z zup - grochówkę z wkładką. Siostry zakonne, które mu usługują, nie mają wielkiego kłopotu. Ksiądz Arcybiskup nie ma szuka też luksusów gdy wyjeżdża na odpoczynek. Zadowala się pobytem w Kołobrzegu, lub nad jeziorem. Zapracowany, nie ma jednak czasu na częste eskapady. Nierzadko musi wystarczyć spacer po ogrodzie przy pałacu. Jest tytanem pracy. Rzadko i mało wypoczywa. Słucha wtedy muzyki klasycznej, ale także bardzo lubi piosenki Mireille Mathieu i Ireny Santor. W telewizji szuka wyłącznie programów przyrodniczych (głównie na temat życia zwierząt) i publicystycznych. Interesuje się życiem politycznym i gospodarczym w Polsce i na świecie.

W czasach szkolnych Ksiądz Arcybiskup występował w chórze i grał na skrzypcach w orkiestrze. Uczył się też gry na fortepianie i innych instrumentach. Jak mówi, z tego powodu nie nauczył się grać perfekcyjnie na żadnym. Występował też w kaszubskim zespole tanecznym. Z Kaszubami, swoją małą ojczyzną, jest silnie związany uczuciowo. Chętnie jedzie tam na różne uroczystości. W wieku młodzieńczym Ksiądz Arcybiskup chętnie grał w tenisa stołowego i ziemnego. Dziś uprawia tylko gimnastykę korekcyjną, żeby zadbać o kręgosłup. A jednak siedemdziesięcioletni Jubilat nie wygląda na swój wiek. Wysoki, wyprostowany, o otwartym umyśle, ciekawy nowinek technicznych. Sam pisze na komputerze. Korzysta z telefonu komórkowego, umie zaprogramować w radiu te stacje, których chce słuchać.

O Jubilacie ukaże się niebawem książka zatytułowana "Minister verbi". Jest to zbiór 56 artykułów, których autorami są wybitne osoby z kraju i zagranicy. Prezentacja jubileuszowej księgi, liczącej około 1100 stron odbędzie się 5 maja.

Autor: Grażyna Koczorowska

Polecamy