środa, 21 sierpnia 2019 r.

Misterium Karola Wojtyły "Promieniowanie ojcostwa"

1 marca w bydgoskim Pałacu Młodzieży grupa uczniów I LO pod opieką ks. Karola Glesmera wystawiła misterium Karola Wojtyły "Promieniowanie ojcostwa". 3-częściowa sztuka, napisana w 1964 r., to doskonały przykład "dramaturgii wnętrza", realizacja teatru poetyckiego, rozgrywającego się jednocześnie w jaźni człowieka i w kosmosie. Z tej perspektywy życie ludzkie ukazuje się wszechstronnie i całościowo, nie jest jedynie momentem oderwanym w czasie.

"Sceną zaraziłem się, kiedy współpracowałem z "Teatrem Prób" Jana Kaspra w Wągrowcu, teatrem, który ma ponad 20-letnią tradycję. Traktuję tę pasję jako formę ewangelizowania. Z bydgoską młodzieżą wystawiłem "Betlejem" i "Wieczernik" Ernesta Brylla. W ubiegłym roku zajrzeliśmy głębiej do tekstów Karola Wojtyły, pokazaliśmy "Przed sklepem jubilera" Teraz przygotowaliśmy "Promieniowanie ojcostwa", misterium o wiele mniej znane. Mam przed sobą program, do którego słowo wstępne napisał Janek Kasper. Sięgnęli do tekstów Karola Wojtyły, trudnych, bo zdominowanych przez żywioł retoryki, mało atrakcyjnych w sensie scenicznym. Czy to wybór trafny? Misterium to tajemnica, która zaprasza do uczestnictwa. Aby to mogło nastąpić, musi między artystami i widzami zaistnieć więź twórczej wzajemności. Skoro nasze przedstawienia mają swoją widownię - to pewnie jest to wybór trafny" - przyznaje opiekun "Sceny I LO" ks. Karol Glesmer.

Scenografia do spektaklu jest uboga. Klęcznik, bujany fotel, drzewo muszą zabudować wyobraźnię widza, który staje się bardziej słuchaczem. To rozwinięcie założeń Teatru Rapsodycznego, stworzonego przez Mieczysława Kotlarczyka, z którym współpracował Karol Wojtyła. W czasach okupacji, bez sceny, aktorzy musieli doprowadzić do perfekcji sugestywność słowa i gestu. Wojtyła-poeta opanował sztukę budowania nastroju obrazami i metaforami, umiał znakomicie stosować zarówno ekspresyjne porównania, jak i norwidowskie przemilczenia. W Jego utworach nie ma dialogów, które nie wywołują rezonansu u odbiorców. Autor traktuje widzów z powagą, którą można przyrównać do powagi spowiednika i ojca.

Od tylu już lat żyję jak człowiek wygnany z głębszej mojej osobowości, a równocześnie skazany na to, by ją zgłębiać - to słowa, które otwierają misterium. Wypowiada je Adam, czyli Marcin Cisowski - "weteran" sceny. "Uczestnictwo w zespole dało mi bardzo dużo. Teksty, nad którymi pracujemy, rozwijają niesamowicie naszą wrażliwość. Dowiadujemy się, że człowiek może więcej, że może zerwać krępujące go łańcuchy i zrobić coś niezwykłego. To takie wychodzenie z siebie - przez tę chwilę, kiedy jesteśmy na scenie, musimy być innymi osobami. Ja muszę być Adamem, biblijnym ojcem, który nosi sprawy wszystkich ludzi na sobie. Doświadczenie spektaklu rozmywa się po pewnym czasie, ale uczy dojrzałości". W teatrze ks. Glesmera swoje pierwsze kroki stawia także Małgorzata Goncerzewicz. "W klasycznej sztuce aktorzy grają, potem schodzą ze sceny i często nie zastanawiają się nad tym, kim byli. W tym misterium każdy oddał cząstkę samego siebie. Im głębiej wchodziłam w tekst, tym bardziej go rozumiałam. Sprawiało mi wielką radość odkrywanie tego, czego wcześniej w ogóle nie dostrzegałam".

Jak wspomina ks. Karol Glesmer, rektor jednej z Akademii Medycznych podczas ślubowania lekarzy posłużył się w swoim wystąpieniu fragmentem z "Promieniowania ojcostwa": Ze zbioru słów, jakich używam, postanowiłem wyrzucić słowo moje. Jakżeż mogę posługiwać się tym słowem, gdy wiem, że wszystko jest twoje. Te słowa są drogowskazem do budowania i uzdrawiania wzajemnych więzi międzyludzkich. Lekarz, obok nauczyciela i kapłana, powinien przodować w bezwarunkowym oddawaniu się człowiekowi, aż do zatracenia samego siebie.

Autor: Katarzyna Mamys/Marcin Jarzembowski - Radio Plus Bydgoszcz

Polecamy