piątek, 6 grudnia 2019 r.

Rocznica nawiedzenia Cudownego Obrazu

Mija ćwierć wieku. W naszej Gnieźnieńskiej Archidiecezji pamięcią sięgamy czasu nawiedzenia Maryi w Jasnogórskim Obrazie. Wielki program duszpasterski Kardynała Wyszyńskiego podrywał serca Rodaków. Chyba odtąd nikt nie potrafił tak bardzo wyczuć ducha Narodu. Maryja pomagała odczuć dom i rodzinę. Tego roku - 1978 - miała objawić światu tego, który był "Totus Tuus" - cały Jej. Jeszcze w sierpniu nikt nie przeczuwał nadmiaru szczęścia. A przecież samo Nawiedzenie wyciskało tak wiele serdecznych łez wzruszenia.

Zostały stare fotografie. Z trudem rozpoznaje się dzieci, które teraz są już rodzicami. Wielu z rodziców jest srebrnowłosymi dziadkami. A dziadkowie - najczęściej już odeszli. Nie ma już biskupów Janów, nie ma kapłanów, proboszczów z tamtych lat. A gdy o Nawiedzeniu Maryi mówimy do dzieci i młodzieży - to jest to historia, która chyba nie do końca przemawia do wyobraźni. Temu pokoleniu jesteśmy winni dług.

Nawiedzenie Maryi to łaska, którą trzeba rozliczyć. - Czy plon jest zwielokrotniony? Maryja daje nam miarę chrześcijańskiego życia - Ona - Pierwsza Chrześcijanka. Prawdziwym nabożeństwem do Maryi jest Jej naśladowanie. Codzienna modlitwa? Modlitwa serca? Oddanie się Bogu na dzisiaj i na wieczność? - Tak, jak Maryja. - Maryjo - jestem przy Tobie! - Czy dziś, tak jak wtedy?

W minionym ćwierćwieczu przeżyliśmy i zniewolenie, i smak wolności, i nadzieję, i rozczarowania, i wiarę, i deptanie po Bożych przykazaniach. W jakiej mierze jesteśmy czytelni - my, którzy spotkaliśmy Maryję - dla młodego pokolenia? W Mogilnie ludzie pamiętają, że padał deszcz. Przypominają o tym fotografie z parasolami. Pamiętają drogi i ulice udekorowane kolorowymi wstążkami. Pamiętają iluminacje i gdzie był ołtarz polowy, i kto przemawiał. - Maryjo - pamiętam! - Czy o taką pamięć chodzi?

Nocne czuwania. Nikt się nie śpieszył do domu. Dom był tam, gdzie była Matka. Czuwali ludzie przed Obrazem - wierzyli, że Ona jest naprawdę i też czuwa. Prosili, by zawsze czuwała, by była nieustającą pomocą. A Ona na tym fundamencie czuwania, kładła słuchanie, a na słuchaniu gotowość serca karmionego słowem, a na gotowości ciche ale konkretne uczynki, a na uczynkach radość i wdzięczność, a na wdzięczności chwałę Bożą... Ona - trzykroć przedziwna! - zasłuchana w Boże Słowo Córka Ojca, zakochana w Duchu - Oblubienica, Matka Syna - Bogurodzica, pyta nas - jubilatów - co zostało z tamtego czuwania sprzed dwudziestu pięciu lat? - Czy pokolenie dzieci i młodzieży zdążyło przejąć testament i tajemnicę?

Wspominam kleryckie przeżycia z maja 1978. Ojciec duchowny dobrze nas przygotował do spotkania z Maryją, do oddania się Jej. Maryja jest przecież wciąż - nie przychodzi i nie odchodzi. Ale posiada Ją ten, kto do Niej należy. A oddać się Jej w niewolę, to walczyć ze sobą samym, mówić "nie" swojemu "ja" - by Ona mogła królować. Ileż razy odtąd odnawiałem oddanie? Ileż razy gubiło się ono w hałasie i zabieganiu. Ile razy stawało się tylko pobożnym rytuałem, bez głębi, bez ducha?...

Mam żywo w pamięci znak, który Ona dała nam, gdy odprowadzaliśmy Ją z Seminarium na skrzyżowanie dróg. A był to Dzień Matki. Po drodze było więzienie. Chyba nie wszyscy spojrzeli w tamtą stronę. A tam, za kratami, trwali na modlitwie ludzie. Modlili się patrzeniem. Ich serca wybiegały za kraty. I dostrzegł to biskup Jan Czerniak. I zatrzymał procesję. I kazał obraz zwrócić w tamtą stronę. I wtedy prysły mury i kraty. Ci zza krat patrzyli na Matkę, a ci z ulicy patrzyli na Braci. Wszyscy byli wzruszeni. Taki mały cud, po drodze.

Minęło dwadzieścia pięć lat. "Po drodze" doszedłem do Mogilna. Więc tu będzie mój jubileusz. Przybyło Parafii. Fara jest już "babcią" a Klasztor czcigodnym "pradziadkiem". A ja czuję się dłużnikiem względem młodego pokolenia. Oni mają prawo do naszej historii. Ich trzeba włączyć w długi łańcuch ludzkich istnień, połączonych myślą prostą - aby Polska była Polską. Dlatego jubileuszowe Apele, i procesja, i uobecnianie serc - by znowu się odnalazły przy Maryi. Nie będziemy tylko wspominać. Raczej będziemy pisać dalsze karty historii serdecznym atramentem. Ona jest zawsze, a my Ją chcemy prawdziwie spotkać. Na miarę długu wdzięczności, na miarę "Totus Tuus". A ponieważ jest to wysoka miara zwyczajnego życia jestem zakłopotany tym srebrnym weselem. I bardzo szczęśliwy!

Autor: Ks. Andrzej Panasiuk

Polecamy