piątek, 6 grudnia 2019 r.

Wśród "driewnich" Polaków...

Z Teresą Lewandowską, która jako świecki misjonarz pracuje od roku w Kazachstanie w diecezji Astana rozmawia Lucyna Muniak

- Co powoduje, że młoda dziewczyna decyduje się na pracę tak daleko od rodzinnego kraju?
- Zawsze chciałam pracować jako misjonarz. Odkąd tylko pamiętam byłam zafascynowana pracą Matki Teresy z Kalkuty. Wszystko zaczęło się w Gnieźnie, pracowałam w różnych grupach jako wolontariusz, uczestniczyłam w spotkaniach Oazy i Odnowy w Duchu Świętym. Spotykałam ludzi, którzy poświęcali swoje życie pracując dla Kościoła i zawsze mnie to fascynowało. Spotykałam księży misjonarzy i siostry zakonne, którzy pracowali gdzieś daleko w świecie. Marzyłam o takiej pracy, choć wszyscy znajomi troszkę sobie ze mnie pokpiwali i twierdzili, że jako osoba świecka nie mogę wyjechać na misję.

- A jednak się udało?
- Tak, pewnego dnia odwiedził nas, na kolędzie ks. Adam Dyderski, który skontaktował mnie z ks. Franciszkiem Jabłońskim, diecezjalnym duszpasterzem misjonarzy. I tak pomagając ks. Franciszkowi w biurze poznawałam z daleka specyfikę pracy misjonarzy. W końcu wysłałam list do księdza biskupa Tomasza Pety, swój życiorys i dokumenty przedstawiające moją dotychczasową działalność i dostałam zaproszenie do pracy w diecezji Astana.

- Jak rozpoczęła Pani pracę misjonarza w Kazachstanie?
- Na początku swojego pobytu przebywałam we Wspólnocie Błogosławieństw, w której powoli "przyzwyczajałam się" do życia i pracy w Kazachstanie i uczyłam się języka.

- Na czym polega Pani praca?
- Pracuję głównie z dziećmi. Przed południem dzieci są w szkole, później jestem do ich dyspozycji. Spotykamy się jako swego rodzaju kółko czy też świetlica. Tam spędzamy wspólnie czas ( np. chodzimy na ryby), gramy w szachy, gry planszowe. Dzięki wymyślonej przeze mnie grze polegającej na odkrywaniu dwóch takich samych kart dzieci w ciągu dwóch tygodni nauczyły się wszystkich tajemnic różańcowych. Są też oczywiście lekcje religii. Osobno przygotowuję dzieci do Sakramentu Chrztu i Pierwszej Komunii Świętej.

- Co jest specyfiką pracy z najmłodszymi?
- W dzieciach można zapalić na nowo te "ogniki wiary", których nie praktycznie u rodziców a są one jeszcze pielęgnowane u dziadków. W kościele na Mszy św. najwięcej jest starych ludzi i dzieci. Rodzice nie zachęcają dzieci do uczestniczenia w życiu Kościoła, ale też im w tym nie przeszkadzają. Taka jest specyfika pracy w Kazachstanie i chyba we wszystkich krajach, które powstały z dawnych republik Związku Radzieckiego, każdy przejaw wiary był niszczony przez władzę a teraz Kościół tam na nowo się odradza

- Jak wygląda parafia Kamyszenka w diecezji Astana?
- Składa się na nią pięć wsi, są one oddalone od siebie około 50 km i ksiądz proboszcz jeździ tam co tydzień. Funkcje kaplic pełnią domy, w niektórych jest nawet Najświętszy Sakrament. W innych parafiach nie ma takiego komfortu, na księdza trzeba czekać czasami miesiąc i dłużej. W takich sytuacjach cenna jest współpraca z nami, osobami świeckimi.

- Co Panią najbardziej zaskoczyło na początku pracy tam, daleko na wschodzie?
- Największym zaskoczeniem była dla mnie otwartość ludzi. Praktycznie od samego początku przyjęto mnie tam bardzo przyjaźnie i przyjęto do tamtejszej wspólnoty. Wieś, w której pracuję jest polska, jednak mieszkańcy, którzy tam żyją i jeszcze nie wyjechali raczej rozmawiają po rosyjsku i niespodzianką dla mnie było to, że ci ludzie modlą się tylko po polsku. Inaczej nie potrafią. Nie "czują" modlitwy po rosyjsku, chociaż w tym języku odprawiana jest Msza św., ale np. modlitwa różańcowa jest polska. Oprócz tego warunki życia, nie ma wanny - jest miska; nie ma toalety - jest wygódka na zewnątrz. Latem jest gorąco, nie ma praktycznie cienia, bo to jest step, zimą jest porażająco zimno. Wiosną roztopy mogą wioskę odciąć od świata.

- Jak można określić mieszkańców wioski? Czy czują się Polakami?
- Mówią o sobie "Jesteśmy drewnymi Polakami", czyli starymi, przesiedlonymi Polakami, żyją nadzieją że kiedyś wrócą do Polski chociaż mają świadomość, że życie tutaj nie będzie łatwe. Wierzą w lepszą przyszłość dla swoich dzieci.

Dziękuję za rozmowę.

Polecamy