niedziela, 31 maja 2020 r.

Zrozumieć starość...

Rozmowa z ks. prof. dr hab. Antonim Siemianowskim, filozofem, wykładowcą w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie.

- Czy zgadza się Ksiądz Profesor z powiedzeniem, iż Panu Bogu nie udała się starość?
Trudno mi się z nim zgodzić, bo mam wrażenie, że starość nie tyle nie udała się Panu Bogu, co nie udaje się ludziom. Wielu z nas nie potrafi jej zaakceptować, usuwa ją z horyzontu swego myślenia, a przecież to właściwie od nas zależy, jaka ona będzie. To my decydujemy o tym jak ją będziemy przeżywać.

- Dlaczego więc tak bardzo boimy się starości?
Bo z reguły kojarzy się nam z samotnością, niedołęstwem i śmiercią. A tego się boimy. I słusznie się boimy własnej niesprawności, chorób i zależności od innych. Tego, że staniemy się dla tych innych ciężarem, i że w przestrzeni naszego życia duchowego zdominowanego przez lansowany przez cywilizację kult młodości, nie będzie już dla nas miejsca, że możemy zostać zepchnięci na margines. Strach ten potęgują dodatkowo problemy finansowe oraz trudna sytuacja materialna i mieszkaniowa wielu ludzi starych. Oczywiście wszystkie te obawy są zrozumiałe, nie powinniśmy jednak zakładać, iż staną się faktem, bo wówczas rzeczywiście trudno nam będzie pogodzić się ze starością.

- Faktem jest jednak, że rola ludzi starych w społeczeństwie bardzo się zmieniła...
Owszem, bo zmienił się i zmienia stosunek społeczeństwa do ludzi starych. Dawniej zapotrzebowanie na ich wiedzę i doświadczenie było w pewnym sensie większe. To oni uczyli młodych, oni wprowadzali ich w życie i przez to czuli się potrzebni i szanowani. Dziś jest nieco inaczej. To młodzi bardzo często uczą starszych i młodzi niejednokrotnie decydują o ich losie. Oczywiście nie wyklucza to braku poszanowania i nie ma negatywnych następstw dopóty, dopóki istnieje dialog między pokoleniami, dopóki obie strony umieją z sobą rozmawiać i rozumieją, iż mają sobie bardzo wiele do zaofiarowania.

- Z tym zrozumieniem jednak bywa różnie...
Zgadza się. Odpowiada za to w dużym stopniu odwieczny konflikt pokoleń, do którego redukowania winny się poczuwać obie strony. Odpowiada za to dzisiejszy styl życia, w którym dominuje konsumpcja i użycie. Odpowiada za to wreszcie wspomniany już kult młodości, który sprawia, iż starość, by zostać zaakceptowaną, musi często naśladować młodość. Nie bez znaczenia jest także nasz indywidualny stosunek do procesu starzenia się. Postawa, jaką reprezentują zarówno ci, którzy go przeżywają, jak i ci, którzy się z nim stykają. Proszę zauważyć, że wielu starzejących się ludzi nie potrafi zaakceptować własnej starości i związanych z nią zmian. Złoszczą się, buntują lub zamykają w sobie, co budzi w ludziach młodych zniechęcenie i wiele innych negatywnych uczuć. Z drugiej strony ludzie młodzi bardzo często nie rozumieją potrzeb ludzi starych. Ignorują je lub zbywają, zapominając o tym, iż prędzej czy później będą mieli podobne. I tu konieczne jest to, o czym już mówiłem, czyli wzajemne poszanowanie i zrozumienie, które choć trudne, nie jest niemożliwe.

- Dlaczego, zdaniem Księdza Profesora, tak często winą za starość i cierpienie obarczamy Boga?<
BR> Nie wiem. Być może dlatego, że tak jest najłatwiej. W moim odczuciu takie myślenie jednak do niczego nie prowadzi. Nie daje ani ukojenia, ani nie przywraca młodości. Rodzimy się, dorastamy, starzejemy, a potem umieramy; taka jest po prostu naturalna kolej rzeczy i trzeba się z tym pogodzić.

- Czy możemy jakoś przygotować się do starości?
Myślę, że przygotowujemy się do niej przez cały czas, nie zawsze jednak zdajemy sobie z tego sprawę. Musimy pamiętać, iż jest ona częścią życia, kolejnym jego etapem, który powinniśmy przeżyć najlepiej jak potrafimy. Przecież Bóg dał nam wolną wolę i to my decydujemy, jaki ten ostatni etap życia będzie - czy zgorzkniały pełen żalu i poczucia straty, czy pogodny, pełen życzliwości i zadowoleniem, iż dobrze się przeżyło dany przez Boga czas.

Dziękuję za rozmowę

Rozmawiała: BERNADETA GOZDOWSKA - Przewodnik Katolicki

Polecamy