piątek, 13 grudnia 2019 r.

Życzmy szczerze i świadomie

O świątecznych życzeniach z Księdzem Krzysztofem Redlakiem, rzecznikiem prasowym Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie rozmawia Lucyna Muniak


Wśród wielu życzeń, które otrzymałam w ubiegłym roku z okazji świąt Bożego Narodzenia znalazły się i takie: "śniegu po pachy i prezentów po szyję". Ktoś inny napisał: "do nieba choinki, smacznej kiełbachy i wędzonej szynki", a jeszcze inny: "karnawału szalonego, zimnego szampana i sylwka do rana". Czy Ksiądz również otrzymuje takie życzenia?

- Owszem, czasami otrzymuję. I zastanawiam się wówczas, czego ten ktoś chciał mi tak naprawdę życzyć? Jeszcze nie tak źle, gdy życzenia mówiące o kwestiach kulinarnych czy pogodowych mają jakieś odniesienie do świąt Bożego Narodzenia. Gorzej, gdy ich treść nie koresponduje w żaden sposób z przeżywanymi świętami i równie dobrze może się odnosić do innych wydarzeń. Nie bez znaczenia jest też strona graficzna życzeń, gdzie niepostrzeżenie i całkiem "bezboleśnie" gubi się właściwa symbolika świąt Bożego Narodzenia. Nie zauważamy nawet, że w życzeniach zaczynają dominować zupełnie nowe motywy, które niekoniecznie kojarzą się ze świętami. Obok obrazków i elektronicznych animacji, które byłyby bardziej odpowiednie dla – powiedzmy – obchodów światowego dnia bałwanka czy też pucharu świata w skokach narciarskich gwiazdorów, pojawiają się ciągle nowe i coraz bardziej obce kulturowo elementy, które usiłuje się łączyć ze świętami Bożego Narodzenia.

Co ksiądz myśli o takich życzeniach?

- Powie ktoś, że takie życzenia to nic groźnego, to tylko kwestia nieco bardziej wyszukanej, wymyślnej formy. Nawet, jeśli jest w tym jakaś prawda, to nie sposób zaprzeczyć, że te "nowe" formy życzeń wyraźnie wskazują na zagubienie istoty świąt Bożego Narodzenia. Jest to niepokojące, ponieważ w sposobie, w jaki przeżywamy święta, widać styl przeżywania codzienności. Mamy wówczas dni wolne, a nie mamy święta, bo jego źródło gdzieś znikło. Tymczasem sensem bożonarodzeniowych życzeń jest zaczerpnięcie z tego źródła, z tajemnicy narodzin Boga i przekazanie tej prawdy drugiemu człowiekowi. Dobro, które chcemy przesłać w życzeniach, bierzemy wtedy z czegoś, co jest większe od nas, co nas przekracza.

Jak zatem powinny wyglądać nasze życzenia?

- Powinny mieć przede wszystkim osobisty charakter. To, co „zabija” sens życzeń, to właśnie masowe powielanie pewnych myśli, bezwiedne kopiowanie znalezionych gdzieś formuł i rymowanek. Co gorsza, czasami można odnieść wrażenie, że piszący nie uświadamia sobie ich sensu, albo nawet ich nie rozumie. Kartki z gotowym tekstem oraz e-maile i sms-y, które się tylko podpisuje, są jakimś znakiem pamięci, ale takie same trafiają do tysięcy ludzi. Wprawdzie te znaki pamięci i życzliwości w wydaniu seryjnym też cieszą, ale jednak każdy z nas woli otrzymywać bardziej osobiste życzenia. Powinno się w nich uwidaczniać, że znamy ich adresata, a to oznacza, że wiemy, czym on żyje i co jest dla niego naprawdę ważne.


Pisanie takich życzeń wymaga czasu. A czas to dobro deficytowe, szczególnie przed świętami...

- Tak, nierzadko nie jest to łatwe. Ale może właśnie dlatego, że jesteśmy dzisiaj tacy zabiegani, zagonieni, warto zauważyć ten problem. Wystarczy kilka prostych słów, prawdziwie od siebie, choćby dopisanych do gotowych już tekstów. To bardzo zmienia nasze życzenia...

Przyzwyczailiśmy się już do formuły "wesołych świąt", która jest niemal powszechna. Czy rzeczywiście chodzi o to, by nadchodzące święta były wesołe? Jak to rozumieć?

- Święta Bożego Narodzenia są radosne. Radość płynie z faktu narodzin Boga, nadziei, światła, które rozbłyska w ciemności. Prawda ta jest niewątpliwie zawarta w życzeniach "wesołych świąt", ale o wiele częściej rozumie się to sformułowanie bardzo dosłownie i powierzchownie. Tymczasem prawdziwa bożonarodzeniowa radość nie jest wcale łatwa. Żeby ją odkryć, trzeba przejść drogę Mędrców. W nich był wysiłek przedzierania się do tej radości wiary, do Chrystusa, którego odkryli w zwykłej szopie, wśród prostych ludzi. Trzeba więc życzyć sobie odwagi do podjęcia takiego wysiłku. Ale też i czasu, żeby ta radość mogła wybrzmieć. Nie da się jej bowiem złapać w biegu. Żeby jej doświadczyć, trzeba się zatrzymać. I tego sobie życzmy. Odwagi i czasu, by spotkać Chrystusa, ale też wielkiej nadziei, którą On nam przynosi.

Dziękuję za rozmowę

Polecamy