wtorek, 25 czerwca 2019 r.

Adwent – czas oczekiwania, czy kupowania? Pan jest blisko!

W Kościele katolickim Adwent ma podwójny wymiar: jest czasem przygotowania do przeżycia tajemnicy narodzenia Jezusa Chrystusa i jednocześnie wskazuje na potrzebę świadomego oczekiwania na Jego powtórne przyjście przy końcu świata. Wydaje się, że współcześnie okres ten zyskał także trzeci, świecki wymiar. Stał się czasem gorączkowego nabywania, pospiesznego konsumowania i bezrefleksyjnego nawiedzania supermarketów... Zamiast zwolnić, przyspieszamy...

Kiedyś tak nie było – powie wielu starszych ludzi. Kto to widział, by tuż po uroczystości Wszystkich Świętych przystrajać sklepowe witryny gwiazdorkami, bombkami, girlandami i innymi bożonarodzeniowymi ozdobami. Cóż... W handlu Adwent, to czas żniw – im dłuższy, tym obfitszy. Bombardowani ,,przesłodzonymi” reklamami, kuszeni kolorowymi wystawami, już w listopadzie czujemy świąteczny klimat i... podenerwowanie. Biegamy od sklepu do sklepu, oglądamy, przebieramy i w końcu kupujemy... albo odchodzimy zrezygnowani, bo zawartość portfela nie wytrzymuje cenowej poprzeczki. Po miesiącu jesteśmy zbyt zmęczeni, by prawdziwie i z radością przeżyć to, na co tak długo ,,czekaliśmy” i do czego tak gorączkowo się ,,przygotowywaliśmy”. Trudno się dziwić... Zamiast się zatrzymać i wyciszyć, świętowaliśmy... Pytanie tylko – co?

Mamy być gotowi

Dla chrześcijanina Adwent winien być czasem skupienia, wyciszenia, oczekiwania i ,,prostowania ścieżek” we własnym sercu. Okres ten rozpoczyna się w pierwszą niedzielę po uroczystości Chrystusa Króla i kończy w wigilię Bożego Narodzenia. Do 16 grudnia w liturgii dominuje wymiar eschatologiczny. Przywoływana jest zapowiedź powtórnego przyjścia Mesjasza, która ma nam przypominać, iż żyjemy w perspektywie Paruzji, w perspektywie Sądu Ostatecznego, który położy kres naszej dotychczasowej egzystencji i da początek nowej, nie mającej końca. W drugiej połowie Adwentu, trwającej od 17 do 24 grudnia, liturgia przygotowuje nas do właściwego i radosnego przeżywania tajemnicy narodzenia Boga-Człowieka. Do czuwania i przyjęcia Go na wzór Maryi, z miłością i wdzięcznością. Adwent zatem to czas głębszego spojrzenia w siebie, a nie na sklepowe półki. To czas duchowego przebudzenia, dobrych uczynków, pracy nad sobą i jednania się z Bogiem w sakramencie pokuty. To także czas pięknych tradycji, o kultywowaniu których – niestety – coraz częściej zapominamy.

,,Szara godzina” i roraty

Czy pamięta ktoś jeszcze, czym jest tzw. ,,szara godzina”? To moment, gdy zaczyna zmierzchać... Dawniej, na wsiach, wyznaczał on koniec prac gospodarskich. Cała rodzina wracała do izby i siadała blisko pieca, by się ogrzać i porozmawiać. Nie zapalano lampy... Rozprawiano o dawnych czasach, obyczajach i życiu codziennym. W Adwencie odmawiano różaniec, śpiewano pieśni i czytano nabożne książki. Wczesnym rankiem natomiast udawano się do kościoła na Mszę św. roratnią ku czci Matki Bożej, którą zwyczajowo odprawiano jeszcze przed wschodem słońca. Panujące ciemności symbolizowały człowieka pogrążonego w mrokach grzechu, a wczesna obecność w świątyni jego czujne oczekiwanie na przyjście Zbawiciela.
Pierwsze wzmianki na temat polskich rorat pochodzą z XIII stulecia, a najstarsze formularze mszalne odnaleźć można w księgach liturgicznych cystersów śląskich. Osiemnastowieczny polski poeta, Władysław Syrokomla w swych ,,Staropolskich roratach” wspomina o obyczaju podkreślającym eschatologiczny wydźwięk Adwentu. Otóż w czasie Mszy św. roratniej, król umieszczając na ołtarzu zapaloną świecę, oświadczał: ,,Gotów jestem na sąd Boży”. Po nim czynił to samo Prymas, mówiąc: sum paratus ad adventum Domini, a w jego ślad kolejno – powtarzając słowa króla: senator, ziemianin, rycerz, mieszczanin i chłop. Dziś Msza św. roratnia odprawiana jest najczęściej w godzinach popołudniowych lub wieczornych. Niezmiennie rozpoczyna się ona od słów proroka Izajasza: ,,Niebiosa spuście Sprawiedliwego jak rosę” i niezmiennie pali się w czasie jej trwania świeca przybrana białą lub niebieską wstążką, symbolizująca Matkę Bożą, która niczym Jutrzenka wyprzedzająca wschód słońca, poprzedziła przyjście na świat prawdziwej światłości – Jezusa Chrystusa.


Wieniec i dobre uczynki

Dużo młodszą tradycją adwentową jest sporządzanie i ustawianie w domu wieńca adwentowego. Obyczaj ten przybył do naszego kraju najprawdopodobniej z Niemiec i liczy sobie niewiele ponad sto siedemdziesiąt lat. Jego inicjatorem był niemiecki protestant, teolog i działacz społeczny Jan Henryk Wichern z Hamburga. Wieniec upleciony jest z zielonych gałązek i przyozdobiony czterema świecami symbolizującymi cztery niedziele Adwentu. Zapalane kolejno przez gromadzących się wokół niego ludzi są znakiem ich oczekiwania oraz gotowości przyjęcia Jezusa w radości i pokoju. Jednak adwentowy wieniec i roratni lampion to za mało, by owocnie przeżyć czas oczekiwania na przyjście Pana. Trzeba czegoś więcej... Trzeba modlitwy, refleksji, pojednania z Bogiem i okazania odrobiny serca bliźnim. Skoro stać nas na kupowanie coraz wymyślniejszych ozdób choinkowych, to winno nas być także stać na ofiarowanie paru groszy tym, którzy często nie mają na chleb i dla których zwykła czekolada bywa towarem luksusowym. Warto również uważniej rozejrzeć się dookoła. Często brak pieniędzy nie jest najdotkliwszy. Być może tuż obok nas mieszka ktoś, kto jest samotny, chory, niedołężny... Ktoś, dla kogo zbliżające się święta będą kolejnymi, spędzonymi w przygnębiającej ciszy czterech ścian, bez białego obrusa na stole, opłatka i cienia nadziei. Zabiegani, pochłonięci zakupami i innymi błahymi sprawami, często nie zauważamy tego, co najistotniejsze. Może warto się w końcu zatrzymać, szerzej otworzyć oczy i przypomnieć sobie stare porzekadło: ,,Skorzystaj, może to Twój ostatni Adwent na ziemi".

BERNADETA GOZDOWSKA

Polecamy