czwartek, 27 lutego 2020 r.

Po 25 latach - nie zapomnieliśmy i nie zapomnimy

Było słoneczne przedpołudnie 3 czerwca 1979 roku. Na poligonie w okolicach Gębarzewa wylądował długo oczekiwany, wojskowy helikopter. W falującym tłumie zawrzało. – Jest...! Przyleciał...! Witaj Ojcze Święty...! Rozpoczynał się drugi dzień I Pielgrzymki Papieża Jana Pawła II do Ojczyzny. Pielgrzymki, o której mówi się, iż wstrząsnęła Polską i Polakami.

Władze komunistyczne obawiały się tej wizyty. Papież – Polak znany był ze swego nieprzejednanego stosunku do ideologii marksistowskiej, a zwłaszcza jej praktycznego wydania obowiązującego w Związku Radzieckim i państwach satelickich. Przewidywano, że nowy Biskup Rzymu rozbudzi uśpionego ducha narodu, że będzie piętnował zniewolenie i wojujący za żelazną kurtyną ateizm. Leonid Breżniew postulował, by go do Polski w ogóle nie wpuścić. Ponoć ostrzegał I sekretarza PZPR – Edwarda Gierka: ,,Róbcie jak uważacie, byle byście wy i wasza partia później tego nie żałowali”. Do rozmów między Gierkiem, a Prymasem Polski – ks. kard. Stefanem Wyszyńskim jednak doszło. Ustalono kiedy i jakie miasta Papież odwiedzi...

Musicie być mocni...

Wiadomość o tym, że Ojciec Święty przyjedzie do Gniezna była dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Według pierwotnego planu miał odwiedzić jedynie Warszawę, Kraków i Częstochowę. Decyzja o wizycie w mieście św. Wojciecha zapadła dosłownie w ostatniej chwili. – Dowiedzieliśmy się o niej bodajże w marcu – mówi ks. kan. Marian Aleksandrowicz, dyrektor Archiwum Archidiecezjalnego w Gnieźnie. – Oczywiście natychmiast rozpoczęły się gorączkowe przygotowania. Mimo pośpiechu i pewnej nerwowości przebiegały one sprawnie, choć nie brakowało czarnych scenariuszy.
Owe czarne scenariusze snuli przede wszystkim, niechętni wizycie Papieża, ówcześni decydenci. Mówiono o tratującym się tłumie, zamieszkach, a nawet ofiarach śmiertelnych. Na kilka dni przed przybyciem Ojca Świętego przez miasto przejechał korowód ciężarówek wyładowanych trumnami. Chodziło o zniechęcenie i zastraszenie wiernych. Nie podziałało. W południe 3 czerwca, Jana Pawła II u stóp gnieźnieńskiej katedry witały tłumy. Ludzie wiwatowali, płakali, a później w milczeniu słuchali homilii, w której wołał: ,,Czyż Chrystus tego nie chce, czy Duch Święty tego nie zrządza, ażeby ten Papież – Polak, Papież – Słowianin właśnie teraz odsłonił duchową jedność chrześcijańskiej Europy, na którą składają się dwie wielkie tradycje – Zachodu i Wschodu (...) Przychodzi więc wasz rodak, Papież, aby wobec Kościoła, Europy i świata mówić o tych jakże często zapomnianych narodach i ludach Europy”. Były to znamienne słowa. Zwierzchnik Kościoła Katolickiego, z wysokości swego urzędu i autorytetu, zakwestionował porządek jałtański. Głosem słyszalnym dla całego świata upomniał się o społeczeństwa zza żelaznej kurtyny.

... i wierni

Słów tych wysłuchało kilkaset tysięcy ludzi. Dane oficjalne, podawane przez ówczesne polskie media były jednak znacznie zaniżone. Uwaga kamer skupiała się głównie na miejscach pustych, bądź zajętych przez duchownych i ludzi starszych. Nie sfilmowano zebranej późnym popołudniem pod katedrą i skandującej: ,,Kochamy Cię Ojcze Święty” młodzieży. To wówczas – zdaniem wielu – narodziła się idea dorocznych spotkań papieża z młodymi. Wtedy jednak nie pokazano ani ich spontaniczności, ani radości, ani entuzjazmu. Było statycznie i zgodnie z wytycznymi. Mimo tej starannej reżyserii i cenzury kraj chłonął naukę papieską. – Ojciec Święty budził nadzieję – tłumaczy ks. bp Bogdan Wojtuś. – Mówił o sile płynącej z wiary, o naszych korzeniach, naszej historii i naszej tradycji. Potrzeba nam było tych słów. Potrzeba nam było jego optymizmu, radości i siły.
Ojciec Święty – Jan Paweł II opuścił Gniezno rankiem - 4 czerwca. Na pożegnanie powiedział: ,,Kawał serca tutaj zostawiłem”. Tego pamiętnego lata 1979 roku zaczął się nowy rozdział w historii Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Rozdział wielkich przemian społeczno-politycznych i drogi ku wolności.

BERNADETA GOZDOWSKA

Polecamy