środa, 23 października 2019 r.

Przed promocją książki Arno Giese ,,Kurier Kardynała” Historii ciąg dalszy

W poprzednim numerze ,,Przewodnika Katolickiego AG” przybliżyliśmy czytelnikom postać byłego podoficera Wehrmachtu – Urbana Tchelena, który w czasie II wojny światowej wywiózł z okupowanego Gniezna relikwie św. Wojciecha. Dziś historii ciąg dalszy... Publikujemy kilka wątków z jego wojennego życiorysu...

W 1939 roku Urban Thelen miał 24 lata. Na rozkaz dowódców wyjechał do Inowrocławia, gdzie objął stanowisko szefa biura nadzoru i uzupełnienia wojskowego w Wojskowym Urzędzie Meldunkowym przy Poststrasse 1 (ul. Pocztowej 1). Z racji pełnionych obowiązków miał bliski kontakt z wieloma urzędnikami administracji państwowej, a także ogromną (jak na warunki wojenne) swobodę poruszania się po okupowanym terenie. Wykorzystał to... Wykorzystał dla ratowania tych, z którymi kazano mu walczyć...

Rodzina Michalski
Urban Thelen nie pamięta dnia ani godziny. Pamięta tylko strach w oczach młodego Polaka, którego spotkał kiedyś u swego przyjaciela ks. Pawła Matausza – wówczas proboszcza parafii pw. św. Mikołaja w Inowrocławiu. Nazywał się Jan Michalski. Był kapłanem i podobnie jak wielu pozostałych przy życiu polskich duchownych, ukrywał przed hitlerowcami. Po krótkiej rozmowie ks. Matausz zapytał, czy nie dałoby się wyrobić dla ks. Michalskiego dokumentów, które umożliwiłyby mu wyjazd do Generalnej Guberni. Urban Thelen obiecał, że zrobi, co w jego mocy. Po dwóch tygodniach ks. Jan Michalski (przyszły biskup pomocniczy archidiecezji gnieźnieńskiej) otrzymał z inowrocławskiego Urzędu Pracy zaświadczenie, wedle którego był z zawodu młynarzem i jako pomocnik młynarza miał pracować w Generalnej Guberni. Nigdy się już więcej nie spotkali. Urban Thelen spotkał natomiast jego siostrę – Marię Magdalenę, dla której w czasie wojny załatwił ,,Kenkartę” poświadczającą, iż pracuje jako Haushelterin (gosposia) na plebanii ks. Matausza. Wspominając to przed kilku laty powiedziała: ,,Dopiero po wielu latach dowiedziałam się, że ten dokument zawdzięczałam Urbanowi Thelenowi (...) Jestem mu wdzięczna do dziś dnia, bo nawet nie wiem, czy przeżyłabym te przymusowe roboty.”

Ksiądz! Ksiądz! Ksiądz!

Prócz przewożenia tajnych dokumentów oraz udzielania pomocy Polakom, Urban Thelen zajmował się także ratowaniem przed profanacją Najświętszego Sakramentu z kościołów znajdujących się na okupowanych terenach. Dla realizacji tej misji otrzymał specjalne pełnomocnictwo ks. kard. Adolfa Bertrama – arcybiskupa wrocławskiego. Jedna z takich ,,akcji” była szczególnie wzruszająca. Arno Giese w swej książce ,,Kurier Kardynała” opisuje ją tak: ,,Będąc służbowo w terenie (Urban Thelen – przyp. autorki) zobaczył mały kościół. Zatrzymał samochód, aby wejść i się pomodlić. Kościół był jednak zamknięty. Udał się na plebanię, gdzie była tylko gosposia nie mówiąca po niemiecku. Thelen, który nie znał języka polskiego, dał jej do zrozumienia, że chce wejść do kościoła, aby się pomodlić. Ona tymczasem bez przerwy zadawała pytanie: ksiądz? ksiądz? ksiądz? Pan Thelen stanowczym gestem wskazał na kościół. Kobieta rozpłakała się, wzięła klucze i poszła otworzyć. Już w środku zobaczył zamknięte tabernakulum i dał do zrozumienia, aby dała mu klucz. Kobieta padła na kolana u stóp ołtarza i zanosząc się płaczem pytała dalej: ksiądz? ksiądz? ksiądz? W końcu wyjęła z kieszeni fartucha klucz i podała panu Urbanowi. Podszedł do ołtarza, przyklęknął, wyjął korporał i położył przed tabernakulum. W tym momencie usłyszał, że klęcząca za nim kobieta przestała łkać. Otworzył tabernakulum i podał jej hostię. Następnie sam spożył Najświętszy Sakrament, a wszystkie pozostałe konsekrowane hostie wsypał do korporału, który chował za pazuchą. Kobieta pożegnała pana Urbana z uśmiechniętą twarzą i głaszcząc go po rękach z radością powtarzała: ksiądz! ksiądz! ksiądz!

Post scriptum
Po wojnie Urban Thelen wrócił do rodzinnego Winden koło Düren i rozpoczął studia na Wydziale Muzyki Kościelnej w Wyższej Szkole Muzycznej w Aachen. Spełnił swoje marzenie z dzieciństwa. Przez długie lata był organistą, dyrygentem chóru kościelnego i kościelnym. Dziś jest już na zasłużonej emeryturze, nie odmawia jednak, gdy proszą, by zagrał na ukochanych organach. O Gnieźnie nie zapomniał. Przyjeżdżał jako pielgrzym. Bez rozgłosu. Do grobu św. Wojciecha...
BERNADETA GOZDOWSKA

Polecamy