wtorek, 25 czerwca 2019 r.

Jak w doskonałym mechanizmie

Jeszcze na początku ubiegłego wieku Szamocin zamieszkiwali głównie Niemcy. Polaków było tam wówczas niewielu. Chociaż mieli swój kościół, należeli do oddalonej o ok. 7 km parafii w Margoninie. W kilka lat po zakończeniu I wojny światowej sytuacja znacząco się odmieniła. Powstała parafia, a ksiądz rezydował już na miejscu. Po II wojnie światowej nowe czasy przyniosły ze sobą nowy porządek ustrojowy, a wraz z nim trudności i szykany ze strony władzy ludowej. Dzisiaj czasy są jeszcze inne. I tak jak wszędzie, tak i tutaj odczuwalne są problemy natury społecznej, gospodarczej i ekonomicznej. Ale i z tymi trzeba umieć sobie radzić – mówią mieszkańcy Szamocina.

Parafia pw. NMP Wspomożycielki Wiernych w Szamocinie nie należy do wiekowych. W tym roku obchodzi 83. rocznicę powstania, a kościół parafialny jest tylko trochę starszy. Za kilka miesięcy mija bowiem 100 lat od zakończenia jego budowy i 55 lat od konsekracji. W Szamocinie jest jeszcze jedna świątynia, nieco większa od parafialnej, której patronują św. św. Piotr i Paweł. Zanim została przekazana Kościołowi katolickiemu w 1945 roku, służyła miejscowej wspólnocie ewangelickiej.
Spoglądając na nieodległą przeszłość miasta i parafii, trzeba w tym miejscu wspomnieć o śp. ks. Wacławie Kuszczelaku (proboszczu szamocińskiej parafii w latach 1965-1988), o którym pamięć wśród wiernych jest ciągle bardzo żywa. Mimo trudnych czasów, w których przyszło mu duszpasterzować, potrafił niezwykle skutecznie gromadzić w kościele i wokół spraw Kościoła wielu ludzi. Widział parafię, jako wspólnotę, w której każdy powinien czuć się jak we własnym domu i o ten dom odpowiednio się troszczyć. Dlatego też wspólnie z wiernymi zrealizował szereg znaczących na ten czas przedsięwzięć. Wśród nich warto wspomnieć o budowie dwóch kaplic, z których jedna znajduje się w nieodległym Heliodorowie.

Było trudniej, ale za to jaki duch w ludziach!
Te „dawne dzieje”, dzisiaj już z lekkim uśmiechem na ustach wspominają mieszkańcy parafii. Ryszard Maciejewski, opiekujący się obecnie kaplicą w Heliodorowie, dokładnie pamięta 10 trudnych lat jej budowy. Tej historii – mimo, że prawdziwej – słucha się niczym opowieści, która nie mogła wydarzyć się w rzeczywistości. – Żeby zdobyć cement na budowę kaplicy, rozpisywano go na potrzeby okolicznych gospodarzy – wspomina starszy dziś już pan. – Nie było wówczas możliwości, żeby Kościół mógł swobodnie uzyskać jakiekolwiek materiały budowlane. Ten przydziałowy cement zwożono na plac budowy kaplicy, a ta wznosiła się dosłownie centymetr po centymetrze i rosła z uporem z roku na rok mimo niechęci i zakazów władz komunistycznych.
Drugą kaplicę wybudowano na cmentarzu w Szamocinie. W latach osiemdziesiątych była to najnowocześniejsza kaplica w regionie – z chłodnią, windą hydruliczną i elektryczną dzwonnicą. Kolejni tutejsi duszpasterze: ks. Wojciech Ławniczak (1988-92), śp. ks. Edward Przybylak (1992-98) oraz ks. Zbigniew Sas (1998-2003) nie mniejszą troską otaczali parafialne świątynie, ich otoczenie i wyposażenie. Efekty tych starań są widoczne po dziś dzień.

Każdy jest potrzebny
Parafia w Szamocinie – jak mówi jej obecny proboszcz ks. Leszek Marciniak – to prawdziwy „duszpasterski mechanizm”, który pracuje na najwyższych obrotach. Tutejsze grupy duszpasterskie – niczym pojedyncze trybiki – perfekcyjnie współpracują ze sobą i doskonale się uzupełniają. W parafii działa Akcja Katolicka, parafialny oddział Caritas, duszpasterstwo osób starszych, róże różańcowe, dziecięce kółko św. Franciszka i schola dziecięca i aż pięć grup młodzieżowych. Aktualnie rozpoczyna swoją działalność schola młodzieżowa, a w nieodległej przyszłości w parafii powstanie także Stowarzyszenie Rodzin Katolickich. Nieocenioną pomocą w pracy duszpasterskiej są siostry serafitki, które zajmują się katechizacją oraz posługą wśród chorych. Pomagają również jako zakrystianki.
Swoistego rodzaju ciekawostką w Szamocinie jest działający od kilku lat parafialny zakład pogrzebowy, który jak mówią miejscowi – po “ludzkich” cenach oferuje wszystko to, co jest potrzebne do godnego pochówku.

Pomagają, bo chcą...
Najbardziej boleśnie odczuwalnymi dzisiaj problemami mieszkańców Szamocina są bezrobocie oraz związane z nim zubożenie. Brak większych zakładów pracy sprawia, że mieszkańcy Szamocina w poszukiwaniu zarobku udają się nierzadko do dużych aglomeracji miejskich, a czasami wyjeżdżają nawet za granicę. Bardzo dobrze układa się współpraca z lokalnym samorządem. Miejscowe władze bardzo przychylnie patrzą na wszelkie parafialne inicjatywy. Dzięki ich wsparciu realizowane są wciąż nowe przedsięwzięcia.
Trochę remontowaliśmy w ostatnim czasie... – mówi ks. Leszek Marciniak, który proboszczem parafii jest od 2003 roku. – Odnowiliśmy całe probostwo, a obecnie trwają kolejne etapy remontu wikariatu. Ponadto “uporządkowaliśmy” oświetlenie w dwóch kościołach, a w najbliższym czasie przymierzamy się do budowy kaplicy w pobliskim Laskowie. Planujemy również remont salek parafialnych, wymianę poszycia dachowego i pewną modernizację prezbiterium, związaną z lepszym dostosowaniem do potrzeb liturgii.
Ks. Marciniak nie narzeka na brak zajęć. Obowiązki proboszcza plus zajęcia w szkole wypełniają większość kapłańskiego dnia. Cenna jest więc pomoc wikariusza, księdza Piotra Szymkowiaka. – W parafii mamy dużo chorych, około 60 osób, które regularnie odwiedzamy w pierwszą sobotę miesiąca – mówi ks. proboszcz. – Moim wielkim pragnieniem jest więc, aby w parafii powołany został nadzwyczajny szafarz Komunii św., który również odwiedzałby chorych. Będzie to dla nas ogromna pomoc. Jestem też przekonany, że posługę nadzwyczajnego szafarza wierni przyjmą ze zrozumieniem i radością.

MARCIN MAKOHOŃSKI

Polecamy