niedziela, 9 sierpnia 2020 r.

Drzemiący olbrzym

Wierni świeccy są ogromnym bogactwem Kościoła, które ciągle jeszcze wydaje się być nie odkryte i pogrążone w letargu. Trzeba, by się wreszcie obudzili.
Konkluzja ta może stanowić podsumowanie kolejnego spotkania rejonowego II Kongresu Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Archidiecezji Gnieźnieńskiej, które odbyło się 8 października w parafii pw. św. Radzyma Gaudentego w Gnieźnie. W obradach uczestniczyło ponad 270 osób, głównie reprezentantów wspólnot i organizacji kościelnych działających na terenie dekanatów: Gniezno I, Gniezno II, Kiszkowo, Kłecko, Mogilno, Pobiedziska, Rogowo, Trzemeszno, Września i Żnin.

Jesteśmy powołani

Spotkanie rozpoczęła Msza św. koncelebrowana, sprawowana przez około 30 kapłanów pod przewodnictwem bp Bogdana Wojtusia, po której zebrani wysłuchali referatów wprowadzających: ks. Krzysztofa Redlaka nt. blasków i cieni współpracy osób duchownych i świeckich oraz ks. Mieczysława Polaka, który zachęcał do odkrywania swojego powołania we wspólnocie. – Każdy, kto należy do Kościoła jest współodpowiedzialny za realizację jego misji apostolskiej – tłumaczył. – Współodpowiedzialność jednak to coś więcej niż współpraca. Nie chodzi o to, by się angażować, bo ksiądz proboszcz kazał, ale by mieć świadomość, że tego właśnie oczekuje ode mnie Chrystus. Dlatego musimy bardzo uważnie wsłuchiwać się w Jego słowa i odkrywać zamierzenie, jakie ma względem nas.
Zdaniem ks. dr. Mieczysława Polaka człowiek, który odkrywa w sobie powołanie, patrzy z innej perspektywy na zadania, jakie ma do wypełnienia w Kościele. Czuje się zobowiązany do uczestnictwa w jego misji i jednocześnie odpowiedzialny za jej wypełnianie. Dla takiego człowieka, angażowanie się w działalność stowarzyszeń katolickich nie jest więc przymusem, czy chwilową zachcianką, ale odpowiedzią na wezwanie Pana Boga. Czy katolicy w Polsce mają tego świadomość? Chyba nie do końca.

Liczą się drobiazgi

Kwestię tą poruszono także podczas dyskusji warsztatowych, które odbyły się w drugiej części spotkania. Jak stwierdzili uczestnicy jednej z nich, wielkim problemem jest dziś bierność i apatia wiernych świeckich. – Ludzie są zniechęceni, obojętni lub zbyt zapracowani, by się angażować – zauważył jeden z uczestników. – Swoją religijność ograniczają do uczestniczenia w niedzielnej Mszy świętej, a i to nie zawsze. Wydaje się, że wychodząc z kościoła przestają być katolikami. Jak takich ludzi zachęcić i przekonać? Odpowiedź była zgodna – świadectwem własnego życia, które jest najlepszą rekomendacją i przykładem dla innych. – Nie możemy myśleć ,,i tak nic nie mogę zrobić” – przekonywał ks. prałat Stanisław Pohl, emerytowany proboszcz parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła w Kruszwicy. – Nie możemy czekać na innych. Musimy zacząć od siebie i skupiać się nie tylko na rzeczach wielkich, ale i na małych, bo przecież robiąc czasami tak niewiele, zdziałamy najwięcej.
Uczestnicy warsztatów zwrócili także uwagę na zatrważająco małe zaangażowanie młodych w życie Kościoła. Niemniej – jak stwierdzili – nie można powiedzieć, że nie szukają oni Boga. Wręcz przeciwnie. Szukają i świadczą o tym choćby spotkania z Ojcem Świętym Janem Pawłem II, bratem Rogerem i ojcem Janem Górą na Lednicy. Gdzie zatem leży problem? Być może w sposobie komunikowania się duchownych z młodymi. – Młodzi ludzie mówią o księżach ,,ekologiczni” i ,,nie ekologiczni” – zauważył pół żartem jeden z uczestników dyskusji. – Pierwsi to ci, którzy nie trują, drudzy to ci, którzy trują. Oczywiście powiedzenie to należy potraktować z przymrużeniem oka, niemniej rzuca ono nieco światła na to, jak młodzież postrzega księży i czego od nich oczekuje.

Mniej moralizatorstwa

Temat relacji księża – świeccy pojawiał się w czasie obrad wielokrotnie. Poruszył go w swoim wykładzie ks. Krzysztof Redlak, a dyskusje w grupach potwierdziły częściowo wysunięte przez niego tezy. Największym problemem wydaje się brak dialogu i wzajemnego zaufania. – Trzeba nam większej otwartości i chyba także odwagi – stwierdzili uczestnicy debaty – Wierni świeccy powinni bez obaw zwracać się do swoich duszpasterzy, duszpasterze zaś powinni znaleźć czas i odrobinę cierpliwości, by ich wysłuchać. Zdaniem ks. prałata Pohla w wielu sytuacjach duchowni powinni także zrezygnować z moralizatorstwa na rzecz wskazywania i wspierania. – Duszpasterstwo powinno być pełne delikatności i pokory – dodał. – W końcu rybak, który chce złapać rybę, nie krzyczy.
Podczas warsztatów zastanawiano się także, czy współpraca między organizacjami kościelnymi działającymi na terenie danej parafii jest możliwa, a jeśli tak, to jak ją inicjować i prowadzić? Konkretnych pomysłów zabrakło, jednak sugestie, które padły świadczą o tym, że członkowie wspólnot o tym myślą i co więcej są takiemu współdziałaniu przychylni. Zdaniem członkini Akcji Katolickiej zacząć należy przede wszystkim od porzucenia błędnego rozumowania w kategoriach ,,my” i ,,oni”. – Bywa, że jedni nie wiedzą, co robią drudzy – mówiła. – Nie interesują się, bo, po co? A przecież trzeba się zjednoczyć, by zdziałać coś więcej.

Wstańcie, chodźmy!

Wnioski do jakich doszli uczestnicy sobotniego spotkania były klarowne. Po pierwsze świadectwo życia, po drugie odpowiedzialność, po trzecie większe zaangażowanie i obecność w życiu publicznym. Katolicyzm nie może zostać zamknięty w zakrystii. Musi być otwarty, odważny i aktywny. Ten wielki olbrzym, jakim są świeccy musi się wreszcie obudzić. – W Polsce wybiła godzina laikatu – przypomniał w podsumowaniu słowa Ojca Świętego Jana Pawła II bp Bogdan Wojtuś. – Z mandatu Chrystusa macie swoje miejsce oraz zadania w Kościele i jesteście odpowiedzialni za jego przyszłość, a także losy narodu i państwa. Miejcie odwagę! Nie bójcie się! Wstańcie i chodźmy! Nawet gdyby miało być trudno.
Bernadeta Gozdowska

Polecamy