sobota, 14 grudnia 2019 r.

Kolejowa kaplica

Już nie gwiżdżą odjeżdżające pociągi, a na dworcu kolejowym nie gromadzą się, jak dawniej liczni podróżni. Dawniejszy dworzec PKP wydaje się być zupełnie uśpiony. ale to tylko pierwsze wrażenie. Poczekalnia i kasy biletowe to teraz... kaplica pw. Matki Bożej Częstochowskiej. Były zawiadowca stacji jest jej opiekunem i kościelnym w jednej osobie, a wszystko to dzieje się w Rąbczynie.
Każde miasto i miasteczko, do którego można dotrzeć pociągiem, ma swoją ulicę Dworcową lub Kolejową, przy której znajduje się dworzec kolejowy. Nie inaczej jest w Rąbczynie, małej wiosce położonej nieopodal Wągrowca. Wśród wielu budynków, wyraźnie odróżnia się ten charakterystyczny z czerwonej cegły, z wielką tablicą na froncie, na której umieszczono nazwę stacji.
Wiele jest dzisiaj takich małomiasteczkowych i wiejskich dworców kolejowych, wpisanych na stałe w krajobraz okolicy, choć nieczynnych od lat.
W kolejarskich domach z czerwonej cegły, mieszkają jeszcze byli kolejarze, ich rodziny, pamiętający czasy, kiedy niemal wszędzie podróżowało się koleją. Dziś patrzą na zarastające chwastami tory, opustoszałe, często zdewastowane budynki stacji kolejowych.
Nie ma dużych zegarów przed wejściem, według których wszyscy podróżni i mieszkańcy regulowali zegarki. Wiejskie dworce PKP jakby umarły śmiercią naturalną. – Takie czasy, pani, nastały... – mówią zasmuceni kolejarze.
Nie wszyscy jednak poddali się duchowi „nowych” czasów, a dobrym tego przykładem jest wspomniany już Rąbczyn. Kiedy tutejszy dworzec kolejowy został zamknięty, a pociąg relacji Inowrocław – Krzyż po raz ostatni odjechał zimą 1994 roku, przedsiębiorczy mieszkańcy nie załamali rąk. Wieś licząca 460 mieszkańców miała kiedyś 10 kolejarzy. Zawiadowcą tej małej stacji był Wincenty Chudzik, który jak większość kolejarzy, też mieszka w budynku z czerwonej cegły, tuż obok dworca. - Od kiedy nie jeżdżą tu pociągi, jestem na emeryturze – wyjaśnia z nutką żalu pan Wincenty.
Sześćdziesięciosiedmioletni dziś „Dziadek Wincenty”, jak mówią o nim nie tylko najbliżsi, postanowił: Dworzec służył ludziom i dla nich pozostanie! I wkrótce znalazł konkretne rozwiązanie. Mieszkańcom Rąbczyna bardzo spodobał się pomysł utworzenia z dworca PKP wiejskiej kaplicy, która wczesniej mieściła się w prywatnym mieszkaniu. Poparli ich w tym przedsięwzięciu mieszkańcy Redgoszczy.
Wszystkie sprawy organizacyjne wziął na swoje barki pan Wincenty i uzyskał odpowiednie poparcie władz kościelnych. Otrzymał zgodę od DOKP Poznań na wydzierżawienie od kolei obiektu (4 pomieszczenia o ponad 50 m kw. powierzchni). Zdobył fundusze, zaskarbił sobie przychylność ludzi, którzy finansowo i własną pracą wsparli jego pomysł.

Trzeba było przerobić dworzec
na jedno pomieszczenie, wyburzyć ścianki, zamurować niektóre drzwi, w innym miejscu wybić i osadzić okna i pomalować ściany. Odnowiona i pomalowana została również elewacja zewnętrzna, a przed kaplicą stanął duży krzyż. - Ludzie pracowali tu bardzo ofiarnie. Każdą wolną chwilę poświęcali remontowi dworca, przychodzili tu po pracy. W cztery miesiące kaplica była już gotowa – opowiada ze wzruszeniem, pani Anna, żona pana Chudzika. Przychodzili mieszkańcy Rąbczyna, pomagali im mieszkańcy Redgoszczy. Każdy chciał dołożyć przysłowiową cegiełkę do powstającej kaplicy. Nawet bezrobotni już kolejarze z Wągrowca, koledzy „Dziadka Wincentego”, wykonali ławki dla rąbczyńskiej kaplicy.
Poświecenia kaplicy dokonał ks. bp Bogdan Wojtuś. Nadano jej wezwanie Matki Bożej Częstochowskiej, a wizerunek Czarnej Madonny umieszczono w głównym ołtarzu kaplicy. Wszystkimi obowiązkami związanymi z funkcjonowaniem kaplicy podzielili się mieszkańcy Rąbczyna. To oni zbierają się na środki czystości, opał, kwiaty. O czystość w kaplicy dba pani Stefania Kluj. W każdy niedzielny poranek kaplica wypełnia się wiernymi. Msze św. sprawuje tutaj ks. Ryszard Pater, proboszcz miejscowej parafii. Latem ławeczki ustawiane są również przed kaplicą, bo wierni przychodzą tłumnie na Mszę św. Dlatego pan Wincenty postarał się też o zewnętrzne nagłośnienie kaplicy. Mieszkańcy Rąbczyna i Redgoszczy z radością patrzą na swoje dzieło.W maju kaplica tonie w kwiatach, a wierni bardzo licznie uczestniczą w nabożeństwach majowych. W październiku odmawiają wspólnie różaniec, a w czasie Wielkiego Postu razem przeżywają nabożeństwa Drogi Krzyżowej, które prowadzi pani Barbara Kołsut.
- Jesteśmy szczęśliwi, że mamy naszą kaplicę, taką trochę inną niż wszystkie w okolicy – wyznaje zawiadowca – kościelny pan Wincenty Chudzik.
Anna Borczykowska


Polecamy