sobota, 14 grudnia 2019 r.

XVII Europejskie Spotkanie Młodych w Lizbonie

OBRIGADO! – TO BYŁY PIĘKNE DNI!
Lizbonę dzieli od Gniezna 3500 kilometrów. To duża odle-głość. By ją pokonać musiałem spędzić 2,5 doby w podróży. Jednak warto było wyruszyć w drogę, by uczestniczyć w XXVII Europejskim Spotkaniu Młodych. Wzięło w nim udział około 40.000 młodych Europejczyków.

Portugalczycy ze słowiańską duszą
Znaczna odległość – która najwyraźniej wielu przeraziła – sprawiła, że na spotkanie w Lizbonie stawiło się tylko 6.000 Polaków. Z naszej archidiecezji, po raz pierwszy od kilkunastu lat, nie wyruszyła żadna grupa. Dołączyłem do pielgrzymów z Torunia. Na szlak kolejnego etapu „Pielgrzymki Zaufania Przez Ziemię” wyruszyliśmy w pierwszy dzień świąt. Dwie „nocki” spę-dziliśmy w autokarze, jedną w gościnnej szkole katolickiej w Tours. Nad ranem, 28 grudnia dotarliśmy do Lizbony. Stolica Portugalii powitała nas miłym ciepłem i... palmami rosnącymi na ulicach. Nigdy dotąd Europejskie Spotkanie Młodych nie od-bywało się w mieście tak bardzo wysuniętym na zachód i połu-dnie.
Wszyscy pielgrzymi przyjęci zostali bardzo gościnnie przez portugalskie rodziny. Nikt nie nocował w szkołach. Z taką go-ścinnością pielgrzymi spotkali się dotąd jedynie we Wrocławiu i Warszawie. Skąd ta przysłowiowo „staropolska”, niezwykła go-ścinność w portugalskim wydaniu? Portugalczycy wieloma cechami charakteru przypominają Polaków. Mają niemal słowiańską duszę – otwartą, szczerą i skłonną do sentymentalizmu... Stworzyli dla nas wspaniałą atmosferę, cieplejszą jeszcze od portugal-skiego klimatu.

Pomarańcza i gorące serca
Z chwilą gdy rozpoczęło się Europejskie Spotkanie Młodych czas jakby przyspieszył. Modlitwy poranne, południowe i wie-czorne wyznaczały rytm dnia. Przed południem poznawaliśmy ży-cie goszczących nas parafii – gospodarze opowiadali o prowa-dzonych dziełach i pracy duszpasterskiej. Gościłem w parafii pw. św. Pawła w Malveirze, około 30 kilometrów od Lizbony. Najpiękniejszym doświadczeniem, jakie mnie tam spotkało, była wizyta w domu pogodnej starosci. Tyle serdeczności! Tyle gorą-cych serc witających nas niemal jak własne wnuki! Wraz z przy-jaciółmi z Polski, Chorwacji i Portugalii opowiadaliśmy im o sobie, Taizé i dlaczego pielgrzymujemy. Pewna na wpół głucha staruszka opowiadała mi o sobie nie wiedząc, że nie znam por-tugalskiego. Na szczęście obok siedział przyjaciel – współ-pielgrzym, który mi wszystko tłumaczył. Każdy z nas otrzymał na pamiątkę piękne rękawiczki i kafelek z naklejoną kalkoma-nią. Tuż obok domu, w którym doświadczyliśmy tyle ciepła, ro-sło drzewko pomarańczowe. Nie mogłem odmówić sobie zerwania i zjedzenia owocu. Pomarańcza była kwaśna, dopiero dojrzewająca, ale przecież to nieważne – po raz pierwszy jadłem taką, którą sam zerwałem z drzewa!
Każdego popołudnia odbywały się liczne spotkania i warszta-ty tematyczne. Było ich kilkadziesiąt i – nie po raz pierwszy zresztą – bardzo żałowałem, że nie mam daru bilokacji, jak o. Pio. Chciałoby się pójść do dzielnic biedoty, do muzeum „azu-lejos” – pięknych, ręcznie malowanych kafli, wysłuchać wszyst-kich koncertów, pomówić o sprawach duchowych i problemach tego świata... Ale i tak mam świadomość, że wybrałem to, co najlep-sze – wysłuchałem wspaniałego koncertu fado – tradycyjnych pieśni portugalskich.

Obrigado!
Program Europejskiego Spotkania Młodych wypełniał nam niemal cały czas, a tu jeszcze trzeba było choć trochę poznać Lizbonę. Pięć dni szybko minęło. Aż dziwne, jak szybko nadszedł czas rozstania. „Obrigado!” – „dziękuję!” – to słowo było na ustach wszystkich. Z Lizbony udaliśmy się do sanktuarium NMP Różańcowej w Fatimie, by je zwiedzić i uczestniczyć w Mszy św., której w miejscu, gdzie objawiła się „Pani jaśniejsza niż słońce” przewodniczył bp Serafim de Sousa Ferreira e Silva, ordynariusz diecezji Leiria – Fatima. Z jego błogosławieństwem wyruszyliśmy w drogę powrotną do Polski, by dalej nieść prze-słanie dane nam w Lizbonie. „Obrigado” Boże! Serdeczne „obri-gado” za wszystko, czego doświadczyliśmy! To były naprawdę piękne dni.
MRARCIN WOŹNIAK

Polecamy