niedziela, 23 lutego 2020 r.

Nie zabija się z miłości …

Z ks. dr. Andrzejem Bohdanowiczem, wykładowcą teologii moralnej w Prymasowskim Wyższym Seminarium Duchownym w Gnieźnie rozmawia Lucyna Muniak

- Proszę księdza śmierć jest oczywista i powszechna, dotyczy wszystkich, każdy z nas jest wobec niej bezsilny Jednak współczesny człowiek nie chce uznać swej bezsilności i niechętnie myśli o śmierci. Coraz częściej uznaje, że również ten właśnie moment swojego życia powinien mieć prawo wybrać... Co ksiądz sądzi na ten temat?
Żyjemy w kulturze, która promuje model człowieka zabawy, żyjącego chwilą, wrażeniem, niechętnie myślącego o śmierci. Śmierć przeniesiono do szpitala, pogrzeby powierzono wyspecjalizowanym przedsiębiorstwom, samo zaś umieranie i opłakiwanie zmarłego zaczęto postrzegać jako coś niesmacznego, co należy wyeliminować z codziennego życia. Jednak pamiętajmy również, że śmierć jest rzeczywistością, do której każdy człowiek podchodzi bardzo osobiście. Nawet jeśli o niej zbyt często nie myśli, na jej temat nie rozmawia, to jednak nie potrafi jej zupełnie od siebie oddalić. Przecież media codziennie informują nas o śmierci. Z jednej strony oswajamy się z nią, z drugiej – odsuwamy od siebie myśl o jej nieuchronnym nadejściu. Inaczej patrzymy na śmierć, gdy jesteśmy młodzi, a inaczej w wieku sędziwym. Wówczas zaczynamy oswajać się z tym, że jest nie do uniknięcia. Generalnie jednak większość z nas nie zaprząta sobie nią głowy, wolimy myśleć o czymś przyjemniejszym. Dla mnie osobiście niezwykłą katechezą o umieraniu i śmierci było odejście Jana Pawła II do Domu Ojca. Tego wieczoru, gdy umierał papież, spisałem swój testament. Dziwne to uczucie, nieco przejmujące, gdy człowiek robi rachunek sumienia, próbuje określić sprawy dla niego w życiu najistotniejsze i ma świadomość, że słowa zapisane w testamencie, przeczytają inni - już po jego śmierci.
Jeśli ktoś sam pragnie zdecydować o momencie swojej śmierci, to wynika to chyba z lęku przed cierpieniem, przed nieuleczalną chorobą. Człowiek nie chce być ciężarem dla innych, boi się całkowitej zależności od innych, zdania się na ich opiekę i życzliwość.

- Eutanazja nie jest pojęciem nowym, bowiem już w starożytności była akceptowana i stosowana, jednak myślę, że warto byłoby wytłumaczyć naszym czytelnikom, co kryje się pod tym określeniem?
- Eutanazja jest terminem wywodzącym się z języka greckiego (eu – dobra, łagodna; thanatos – śmierć) i oznaczała pierwotnie dobrą i zaszczytną śmierć. Ze strony lekarza oznaczała pełną miłości pomoc umierającemu pacjentowi w celu złagodzenia cierpienia i zmniejszenia lęku. Współczesność przyniosła jednak dewaluację tak rozumianego pojęcia. W XX wieku słowem eutanazja zaczęto określać daleko posuniętą pomoc w umieraniu, rozumianą jako bezpośrednie zabijanie na życzenie chorego. Dokonuje się to bądź na osobistą prośbę pacjenta, bądź też bez jego zgody, w oparciu o decyzje innych ludzi. Eutanazja może zatem oznaczać także program niszczenia życia „obciążającego” społeczeństwo i państwo (np. uśmiercanie przewlekle bądź nieuleczalnie chorych, starych, niepełnosprawnych fizycznie czy umysłowo). W hitlerowskich Niemczech eliminowano osoby, według ówczesnej ideologii, niepożądane społecznie lub ekonomicznie. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż teoretyczne podstawy tak rozumianej eutanazji, stworzyli profesor prawa karnego z Lipska Karl Binding i profesor psychologii z Freiburga Alfred Hoche.
Biorąc pod uwagę rozmaite kryteria, eutanazję można podzielić na: czynną (pozytywną) i bierną (negatywną) oraz dobrowolną i niedobrowolną. Eutanazja może zatem oznaczać zarówno przyspieszanie śmierci w celu skrócenia cierpienia (czynna), jak również zezwolenie na śmierć, czyli wstrzymanie się od jakiegokolwiek działania przedłużającego życie (bierna). Może być także stosowana na wyraźne życzenie jakiejś osoby lub wbrew jej woli.

- Zwolennicy eutanazji twierdzą, że jest to akt miłosierdzia wobec osoby cierpiącej. Jej przeciwnicy twierdzą, że jest zabójstwem...
- W sytuacji, gdy ktoś prosi o przyspieszenie momentu swojej śmierci z powodu ogromnego cierpienia, którego nie ma już sił dalej znosić, trudno mówić o pogardzie dla ludzkiego życia. Jej zwolennicy traktują ją jako zadanie łagodnej śmierci osobie nieuleczalnie chorej, doznającej wielorakich cierpień (odczuwającej tzw. ból totalny), z miłości do niej. Eutanazja jest aktem, który jako taki stanowi ostatnie i paradoksalne odrzucenie cierpienia przez człowieka, który w bezskutecznej walce o życie popadł w zwątpienie. W takim przypadku trudno utożsamiać eutanazję z morderstwem. W krajach anglosaskich obok słowa „euthanasia” używa się terminu „mercy killing” - zabójstwo z litości. Przeciwnie do zbrodni, eutanazji dokonuje się nie z nienawiści, ale z litości dla osoby cierpiącej.
Powyższe opinie i poglądy należałoby jednak nieco uporządkować. Trudno w przypadku eutanazji mówić o motywie miłości. Miłość do bliźniego zakłada bowiem najpierw poszanowanie wewnętrznego porządku miłości, czyli jego podstawowego dobra jakim jest życie. Życie jest zasadniczym, pierwszym dobrem osoby ludzkiej. Nie jest dobrem absolutnym, można bowiem z miłości poświęcić je komuś, oddając życie za niego (Św. Maksymilian). Nie można zatem mówić, że kochamy drugiego człowieka i jednocześnie pozbawiać go życia. Jest w tym wewnętrzna sprzeczność - miłość nie jest przecież arbitralnym uczuciem, stanem emocjonalnym, lecz posiada swój obiektywny porządek. Życie ma wartość samo przez się i jest nienaruszalne. Oznacza to, że warunki zewnętrznej dyskredytacji (starość, nieużyteczność społeczna) nie pozbawiają, ani nie nadają życiu ludzkiemu wartości. Dar życia leży u podstaw wartości etycznych i praw społeczno-politycznych osoby. Życie ludzkie nie może być też zinstrumentalizowane przez sam podmiot tego życia, czyli człowieka, a wartość życia ludzkiego nie może być sprzeczna z wartościami społecznymi. Skoro jednak wiemy, że prośba osoby chorej o eutanazję wynika z jej lęku i niemożności dalszego radzenia sobie z cierpieniem, to miłość bliźniego domaga się przyjścia jej z konkretną pomocą. Nie chodzi oczywiście o pomoc w samobójstwie, lecz o takie działanie, które byłoby odpowiedzią na trzy podstawowe prośby chorego: „bądź przy mnie, nie opuszczaj mnie, pomóż mi”. Zajmują się tym ruch hospicyjny i opieka paliatywna.

- Proszę księdza porozmawiajmy jeszcze o jednej kwestii nurtującej wiele osób... Wyjaśnijmy, że czym innym jest eutanazja, a czym innym zaniechanie pewnych zabiegów medycznych, niewspółmiernych do rezultatów, a zbyt uciążliwych dla samego chorego. Ojciec Święty Jan Paweł II mówił w tym przypadku o rezygnacji z tzw. „uporczywej terapii” (EV 65).
- Szczególnie trudne kwestie etyczne rodzą się wówczas, kiedy istnieje konflikt pomiędzy wartością ludzkiego życia i innymi wartościami. Tak jest w przypadku eutanazji. Z jednej strony mamy tu wartość i prawo osoby ludzkiej do życia, z drugiej – prawo osoby do godnej śmierci. Człowiek ma prawo żyć, ale także ma prawo godnie umrzeć! Mówi o tym Jan Paweł II w zacytowanym powyżej fragmencie z encykliki „Evangelium vitae”.
Lekarz ma zatem moralne prawo podjąć decyzję o rezygnacji z dalszych zabiegów, które przyniosłyby tylko chwilowe i dokuczliwe przedłużanie życia, nie przerywając jednak normalnych zabiegów, należnych choremu. Prawo do godnej śmierci oznacza, że lekarz nie stara się za wszelką cenę, dzięki możliwościom dzisiejszej medycyny sztucznie opóźniać śmierci. Takie działanie nie jest eutanazją.

Dziękuję za rozmowę

Polecamy