czwartek, 27 czerwca 2019 r.

Rodzinne pytania

Obrazek pierwszy. Praca
Pobudka. Jest już szósta rano.
- Wstań, bo się spóźnisz. Tylko coś zjedz, żebyś cały dzień nie chodził głodny, zrobiłam ci parę kanapek, nie zapomnij zabrać. Mam nadzieję, że zdążysz wrócić przed siedemnastą?
Myślę, że dam radę… Do zobaczenia.
Pracownicy czekają od ósmej, aby zabrać ich na budowę. Ustalamy szybko obowiązki dnia dla każdego z osobna i jadę do Muzeum. Bardzo się spieszę, bo od dziewiątej otwieram biuro i wszystko musi być gotowe. Zaraz będę dzwonił do serwisanta od zabezpieczeń, trzeba naprawić czujkę przy oknie na piętrze. W biurze zupełnie inne obowiązki, tutaj robimy swoje, ale często myślami wracam do zatrudnionych na placu budowy pracowników.
Godzina szesnasta, można już jechać na budowę, sprawdzić robotę i odwieźć ludzi do centrum miasta. Po drodze skarżą się, że nie było wody, prąd wyłączyli, brakuje jakiegoś narzędzia. Trzeba to załatwić jak najszybciej, aby usprawnić pracę. Teraz wracam do rodziny.

Obrazek drugi. Rodzina
Żona od siedemnastej zaczyna zajęcia z lektoratu języka angielskiego - dorabia w prywatnej szkole. Cały dzień była sama z sześciomiesięcznym synkiem. Jakie to szczęście, że jest babcia, która chętnie przyjdzie i pomoże! Szczepienia małego były umówione na jedenastą, babcia użyczyła swojego samochodu i pojechała tam z małym i żoną. Nasz samochód jest używany głównie przeze mnie, bez niego nie załatwiłbym nawet jednej trzeciej z tego, co mam do załatwienia każdego dnia.
Od siedemnastej zostaję z synem sam: trochę się z nim pobawię, przewinę go i o osiemnastej nakarmię. Jeszcze krótki SMS do żony, żeby w drodze powrotnej kupiła suchą karmę dla psów, bo właśnie się skończyła. Dobrze, że jest ta chwila z małym, człowiek w tym momencie nie myśli o kłopotach, tylko o tym Cudzie.
- Dobrze, że wróciłaś, kochanie, jak było na zajęciach?
Teraz zrobimy kolację, a później wykapiemy małego, żeby o dwudziestej drugiej mógł wypić swoje mleko. Wtedy położymy go spać. Gdzieś przed dwudziestą trzecią zostanie chwila na wypicie wspólnej herbaty. Ten dzień nie był wcale taki zły. Było całkiem spokojnie. Co będzie, jak skończy się urlop zdrowotny? Na pewno damy radę. Trzeba będzie usiąść, pomyśleć i poukładać te klocki raz jeszcze.

Obrazek trzeci. Układanka.
Ktoś powie: szarość. A ja mówię: wielobarwność! Nie, żeby od razu było kolorowo. Takie jest po prostu życia, to przykładowy schemat dnia wielu rodzin. Nie ma kłopotów tylko ten, kto stoi i nic nie robi. Pracując trzeba myśleć, działać i ryzykować. Ale czy ryzykować za wszelką cenę? I czy warto na szali ryzyka stawiać rodzinę? Ale przecież w gruncie rzeczy to wszystko dla rodziny: prąd, woda, opał, za to wszystko trzeba zapłacić.
Telewizora nie mamy już od ponad dwóch lat. „Zjadacz czasu”, którego i tak za wiele nie mamy dla siebie, nie jest nam potrzebny. To była świadoma, celowa i bardzo dobra decyzja. Siedem lat małżeństwa to już jakieś doświadczenie: wiemy, że musimy się starać, by nie stracić kontaktu między sobą i by trwał dialog między nami. W takim natłoku obowiązków każda decyzja musi być podjęta z rozwagą i w odpowiednim czasie, co najważniejsze: wspólnie i zgodnie. Telewizora mieć nie będziemy. Potrzebujemy czasu na wiele innych, ważniejszych spraw.
Praca to tylko jeden z elementów składających się na obraz życia rodziny, choć zajmuje najwięcej miejsca w grafiku dnia. Kto nas zmusza do takiej jej ilości? Nie ma dziś nakazu pracy – starając się o zarobek pilnujemy się dziś sami i nikt nam nie musi przypominać o naszych obowiązkach. Nie mamy przecież wyolbrzymionych wymagań. Godnie żyć, może trochę odłożyć, ot tak, żeby na wszystko wystarczało. A jednak, żeby to osiągnąć, trzeba podjąć ponadprzeciętny wysiłek. Często dzieje się to kosztem rodziny. Dlaczego?
Dbamy o naszą rodzinę. Robimy to razem, a „razem” oznacza „łatwiej”. Staramy się, by nie być rodziną wirtualną, tylko na papierze. Chcemy rozmawiać, wspólnie pracować, żyć i odpoczywać. To trudne zadanie, ale kiedy czerpie się siłę z samego Źródła, z niedzielnej Eucharystii – możliwe do zrealizowania. I wtedy nie ma pytań za trudnych, i na wszystkie można próbować wspólnie odpowiedzieć.

Bartosz Przybyła

Polecamy