niedziela, 18 sierpnia 2019 r.

Radość na starość

O sile nadziei, dobrych uczynkach i o tym, że dla chorego nawet miód jest gorzki, z ojcem Kazimierzem Kozłowskim, franciszkaninem, poetą, rekolekcjonistą oraz kapelanem w gnieźnieńskich szpitalach rozmawia Bernadeta Gozdowska

Radosna starość... Czy to w ogóle możliwe?

Wielki poeta, Leopold Staff powiedział: ,,Jeśli komu potrzeba radości, znajdzie ją nawet w pomroce i śmierci”. Więc chyba możliwe. Wszyscy boimy się chorób, słabości, zniedołężnienia i wiążącej się z tym zależności od innych. Nie wszyscy jednak musimy ich doświadczyć. Wiele zależy od naszego nastawienia, od wiary i nadziei, jaką w sobie mamy. Od pozytywnego i optymistycznego podejścia do życia. Bo prawdziwe jest niewątpliwie przekonanie, że radość i uśmiech to najtańsze i najskuteczniejsze lekarstwo.

Mówi to Ojciec chorym?

Oczywiście. Przemierzając codziennie szpitalne korytarze, podążając od łóżka do łóżka, przynoszę chorym nie tylko Chrystusa Eucharystycznego, ale także nadzieję, światło i słowa otuchy. Czasami uścisnę dłoń, pogłaszczę po policzku, poprawię poduszkę, podam szklankę wody, bo nie było komu tego zrobić. I wtedy widzę, jak otwiera się nad nimi niebo. Jak stają się weselsi, rozmowniejsi, bardziej rozmodleni. Seneka powiadał: ,,dla chorego i miód jest gorzki”. To prawda, ale dobrym słowem, gestem, a nawet samą obecnością przy chorym, można ten miód na powrót osłodzić.

A skarg Ojciec nie słyszy? Pytań, na które nie ma odpowiedzi?

Słyszę, słyszę... Pamiętam starszą kobietę, która powtarzała: ,,Gdzie oni są... przecież tak dobrze ich wychowałam? Gdzie oni są... To był cichy, ale jakże rozdzierający krzyk samotnej matki, o której zapomniały dzieci. Takich sytuacji jest wiele. Samotność ludzi starych, pozostawienie ich bez opieki, wsparcia, traktowanie, jak bezużyteczne przedmioty, to bolesne znamię naszych czasów. A człowiek, zwłaszcza chory i starszy, potrzebuje naszej miłości, dobroci i uwagi. On czeka, aż się nad nim pochylimy, dostrzeżemy jego cierpienie, obetrzemy łzy. Przecież my też będziemy kiedyś starzy. My też będziemy, albo byliśmy chorzy. Czy nie oczekiwaliśmy wówczas od bliźnich odrobiny życzliwości? Czy nie pragnęliśmy ich zainteresowania i opieki? Naprawdę bezmyślni są ci, którzy sądzą, że będą wiecznie młodzi. I to jest najsmutniejsze... Współczesny człowiek nie ma czasu na zastanowienie się nad własnym życiem, jego sensem istotą i wartością. A przecież są to sprawy dla nas fundamentalne. Sprawy, o których myślimy zwykle wtedy, gdy umiera ktoś bliski, albo gdy sami doświadczamy boleści i choroby.

Jak zachować spokój w godzinie próby? Jak być pogodnym w obliczu cierpienia i śmierci?

Myślę, że warto pamiętać o szczególnych słowach papieża Jana XXIII, który w swoim dzienniku zanotował: ,,każdy dzień jest dobry na to, by się narodzić i każdy dzień jest dobry na to, by umrzeć”. Człowiek prawdziwie wierzący nie widzi w śmierci końca, ale początek nowego życia. Siłę i otuchę czerpie z modlitwy. W przedmowie do mojego tomiku wierszy ,,Szpitalne szepty” napisałem, że najsmutniejszy człowiek w szpitalu, to ten, który nie chce Chrystusa dopuścić do swego cierpienia. Takiemu człowiekowi najbardziej współczuję i za takiego człowieka modlę się w sposób szczególny. By pojednał się z Bogiem. Bo człowiek, który pojedna się z Bogiem piękniej i spokojniej przeżywa swoje cierpienie.




Prośba o dobroć

długa jest noc szpitalna
noc jak czyściec
o smaku samotności

ten ból
złowrogie ciernie

czekam na dobroć
a wokół tyle bylejakości

Wiekuisty Panie
jeszcze raz sypnij obficie dobrocią
jak siewnym ziarnem
niech puste miejsca
zarumienieją pszenicą

z tomiku ,,Szepty szpitalne” o. Kazimierz Kozłowski OFM

Polecamy