sobota, 7 grudnia 2019 r.

Księżom trzeba się naprzykrzać

Według badań Newsweeka tylko 20% osób określających się jako wierzący katolicy umie wymienić Dziesięć Przykazań, a ponad 30% - nie zna żadnego. Jedynie 18% potrafi podać imiona czterech ewangelistów. 43% procent głęboko wierzących uważa, że można wyspowiadać się z grzechu pierworodnego. Taki stan naszej wiedzy jest przyczyną, że bardzo łatwo ściągnąć nas na bezdroża wiary. O zagrożeniach z tego płynących z ks. Michałem Sołomieniukiem i ks. Piotrem Koczorowskim z parafii pw. bł. Radzyma Gaudentego w Gnieźnie rozmawia Marcin Makohoński

Człowiek, którego wiara nie ma silnego oparcia w osobistym doświadczeniu i w wiedzy, łatwo ulega tzw. „trudnym pytaniom”, stawianym przez nowe ruchy religijne, i daje posłuch udzielanym przez nie łatwym odpowiedziom. Dlaczego jednak tak często dają się zwieść ludzie zaangażowani w życie Kościoła?
To rzeczywiście może dziwić. Pamiętajmy jednak, że ludzie stojący blisko ołtarza często również mają ogromne problemy z własną wiarą. Nie jest tajemnicą, że zdarza nam się mieć nie do końca wierzących lektorów i ministrantów, zakrystianów i organistów. Bywa, że traktują oni swoją posługę jako dobrze wykonywane rzemiosło, i nie zgłębiają się w jej sens. Są jednak stale w pobliżu księdza – ksiądz może więc prowadzić wśród nich mozolną pracę formacyjną.
Z drugiej strony ludzie zaangażowani w życie Kościoła to ci, którzy nie wstydzą się wiary, chcą o niej rozmawiać, przeżywają ją głęboko emocjonalnie. Z tego też powodu, jeśli nie są odpowiednio przygotowani, stają się łatwym celem dla nowych ruchów religijnych. Nie jest przypadkiem, że najczęściej werbowników z sekt spotykamy na przykład na Jasnej Górze, kiedy wchodzą tam pielgrzymki.

Jak wygląda takie werbowanie?
Jego schemat jest zawsze taki sam. Podchodzi do nas ktoś, kto zadaje kilka pytań dotyczących wiary – pytań, na które trudno jednoznacznie odpowiedź. W ten sposób rozpoczyna się dyskusja, zmierzająca do jednego celu: zasiania w naszej wierze ziarna niepewności. Zwykle taka niezobowiązująca rozmowa kończy się zaproszeniem na spotkanie. Z tego, co wiem, Gniezno nie jest wolne od tego rodzaju działań i wielu młodych ludzi ulega werbownikom, zarówno sekt, jak i nowych ruchów religijnych mających swoje korzenie w Kościołach protestanckich.

Jak zatem zachować się w sytuacji, kiedy jesteśmy zaczepiani? Powinniśmy próbować podejmować dialog, czy bezpieczniej jest odwrócić się i odejść?
Trudno jest dyskutować komuś, kto sam nie jest stabilny duchowo, kto nie zna dobrze doktryny katolickiej. Dlatego podejmując taki dialog trzeba mieć świadomość swoich ograniczeń i swojej, wciąż niestety zbyt małej, wiedzy. Najlepiej w tym przypadku pozostawać w konsultacji z kimś lepiej przygotowanym, na przykład z doświadczonym księdzem. Musimy zdawać sobie sprawę, że wiara katolicka wyrasta z Objawienia zawartego w Piśmie Świętym, jest w nim głęboko zakorzeniona – ale w żadnym wypadku nie jest dosłowną jego interpretacją. Dlatego zadane autorytarnie pytanie, oparte na wybiórczej interpretacji słowa Bożego, może łatwo zasiać w nas niepewność.

Na czym w takim razie polega zadanie księży?
Myślę, że powinniśmy przede wszystkim dawać młodzieży mocne argumenty, które pomogą wybrać własną drogę życia, powinniśmy dawać świadectwo osobistej wiary i solidną wiedzę religijną. Powinniśmy im mówić, że kiedy brakuje im pewności, powinni się nam naprzykrzać: powinni naprzykrzać się księżom, katechetom – od tego przecież jesteśmy! I nikogo nie potępiamy: chcemy pomóc tym, którzy dali się wciągnąć w karykaturę chrześcijaństwa, tym, których braki w formacji ściągnęły na mielizny wiary.

Czy działające obecnie duszpasterstwa młodzieży dobrze spełniają swoje zadania?
Sądzę, że wciąż za mało jest ruchów, dających młodym właściwą formację chrześcijańską. Brakuje wspólnot, w których młody człowiek formowany jest do znajomości Pisma Świętego, liturgii, modlitwy. Zbyt często duszpasterstwa nastawione są na atrakcyjność i na okazyjne działania, mające pokazać ich prężność. Potrzeba nam konkretnych propozycji regularnej formacji, potrzeba nam charyzmatycznych księży: młodym trzeba dać duchowy konkret, nie tylko „fajną imprezę”. Paradoksalnie nie trzeba wymyślać nic nowego, ale świadomie podążać wytyczonymi ścieżkami, rozwijać i przekładać na język współczesny dawne charyzmaty, nieustannie się rozwijać – bo przecież ten, kto stoi w miejscu, ten się cofa.

Dziękuję za rozmowę

Polecamy