sobota, 7 grudnia 2019 r.

Homilia wygłoszona przez Ks. Abp. Henryka J. Muszyńskiego na Jasnej Górze



Najdostojniejszy Księże Kardynale Prymasie,
Drodzy Współbracia w Biskupstwie i Kapłaństwie – z Księdzem Kardynałem Stanisławem Dziwiszem, Metropolitą Krakowskim, który przewodniczy tej uroczystej Eucharystii, z Księdzem Arcybiskupem Nuncjuszem Apostolskim i Przewodniczącym Episkopatu,
Czcigodni Ojcowie Paulini, stróżowie naszego narodowego Sanktuarium z O. Generałem i O. Przeorem,
Szanowni Przedstawiciele Władz, Instytucji oraz Organizacji świeckich i cywilnych wszystkich szczebli i stopni,
Drogie Siostry i Osoby Życia Konsekrowanego,
Kochani Pielgrzymi przybyli z daleka i bliska,
Drodzy Czciciele Matki Bożej zgromadzeni u stóp Jasnej Góry oraz złączeni z nami za pośrednictwem radia i telewizji!

 

Po raz kolejny stajemy dziś na Jasnej Górze jako dzieci jednej Matki, Matki Jezusa i Matki naszej, Matki każdego z nas.

 

1. Nasza obecność tutaj, u stóp Jasnogórskiej Pani i Matki, jest szczególnym darem – by nie powiedzieć – wyjątkową łaską.
Wielkim darem i łaską jest najpierw jedna wiara, a także sakrament chrztu świętego, który nas łączy. Łaska chrztu świętego przeżywana w duchu żywej wiary sprawia, że stajemy tutaj nie tylko jako Polacy, Europejczycy i dzieci innych narodów, ale jako jedna wielka rodzina dzieci samego Boga, która woła do Boga: Abba, Ojcze, a Maryję sławi jako Matkę nas wszystkich.
Tekst liturgiczny dzisiejszej uroczystości, zaczerpnięty z Księgi Proroka Izajasza, przywołał Świętą Górę Syjon – ziemską Jerozolimę – ze świątynią jedynego i prawdziwego Boga.
Chodźmy, wstąpmy na Górę Pana, do świątyni Boga Jakuba! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami – woła prorok. We wspaniałej wizji ogląda on koniec czasów, czyli czasy mesjańskie, w których my żyjemy. W pewnym sensie ogląda więc nas samych i mówi do nas: Świątynia Pana stanie mocno na szczycie gór i wystrzeli ponad (inne) pagórki i popłyną do niej liczne ludy. Z tego właśnie Syjonu – zapewnia prorok – wyjdzie (nowe) Prawo i słowo Pana z Jeruzalem.
 Obok świątyni Boga Jakuba staje zatem Syjon Nowego Przymierza, gdzie Chrystus ustanawia nową Ofiarę. Znajduje ona swoje dopełnienie w dawnym, a jednocześnie całkowicie nowym, Prawie miłości. Owocem tego Prawa jest nowy ład i porządek świata wyrażony w słowach: Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny.
Wymownym symbolem tej nowości są miecze przekute na lemiesze, a włócznie na sierpy (I czytanie).
 Wsłuchując się w ten opis naszych, mesjańskich czasów, odczuwamy pewien zgrzyt, a nawet rozdarcie: z jednej strony towarzyszy nam radość, że Bóg uczynił nas uczestnikami nowego przymierza pokoju, że za cenę własnej Krwi pojednał nas z Ojcem i braćmi i uczynił nas swoim ludem; z drugiej jednak strony, gdy ten obraz zestawiamy z bolesną rzeczywistością dnia dzisiejszego, odczuwamy ogromny ból. Nasza rzeczywistość stanowi bowiem nierzadko bezpośrednie zaprzeczenie wizji i słów proroka: zamiast przekucia broni na lemiesze i sierpy dominuje w naszym świecie przemoc, siła, terror i coraz bardziej przemyślne środki zniszczenia i wojny.
 Tak drogo świat za to płaci, że nie chce słuchać głosu Pana, nie chce respektować Jego Prawa i nie chce kroczyć w Bożej światłości i Jego drogami.

 

2. W obecnym roku obchodzimy nie tylko 70-lecie wybuchu II wojny światowej, ale także 20-lecie ponownego odzyskania wolności i niepodległości. Potrzeba było jeszcze dalszych 50. lat, by dzięki zrywowi „Solidarności” cieszyć się znowu pełną wolnością i suwerennością, tak drogo okupioną ofiarą i cierpieniem, a nawet śmiercią naszych dziadów, ojców i braci.
Stając dzisiaj u tronu naszej Jasnogórskiej Pani i Matki, która była dla tak wielu Jej synów źródłem inspiracji i mocy w czasach ucisku i walki, robimy rachunku sumienia i pytamy: Jaki użytek czynimy z tak drogo okupionej wolności?

 

W czasie wojny Zofia Kossak-Szczucka napisała narodowy Dekalog, który głosi:
 Jam jest Polska Ojczyzna twoja,
ziemia ojców, z której wyrosłeś.
Wszystko, czymś jest, po Bogu mnie zawdzięczasz…
 Nie pozwól, by ubliżano Polsce poniżając Jej wielkość i Jej zasługi,
Jej dorobek i Jej majestat.  
Będziesz miłował Polskę pierwszą po Bogu miłością
Będziesz Ją miłował więcej niż samego siebie.
 
Czyż nie doświadczamy dzisiaj, że wraz z porzuceniem Boga, lekceważy się a nawet porzuca inne świętości, w tym także Matkę – Ojczyznę? Czyż nie doświadczamy tego, że wraz z osłabieniem miłości do Boga słabnie także miłość do Ojczyzny i do tego wszystkiego, co wielkie, Boże i święte?
 Św. Augustyn przypomina: Gdzie Bóg jest na pierwszym miejscu, także wszystko inne jest na właściwym miejscu. 
Rodzi się niespokojne pytanie: Na ile nowe, wyrosłe po wojnie pokolenia, są gotowe identyfikować się z tym Dekalogiem zrodzonym w ogniu walki i męki?
Wydaje się, że ten wojenny Dekalog trzeba dziś uzupełnić ostrzeżeniem: Nie będziesz nadużywał, a nawet znieważał, tak drogo okupionej wolności i świętości życia.
Współczesne eksperymenty w zakresie bioetyki otwierają przed nauką nowe i dotychczas nieznane możliwości, które zdają się wkraczać w sferę samego Boga. Jako takie nie mogą one pomijać praw moralnych, ustanowionych przez Boga-Stwórcę, a należnych każdemu życiu od pierwszych chwil istnienia. Niepokojem napawa fakt, że początek ludzkiego życia pozbawiony zostaje swojego osobowego kontekstu miłości, właściwego aktowi małżeńskiemu. W to miejsce zostaje on powierzony woli – a niestety także i samowoli – człowieka. Skutki takiego działania bez uwzględnienia norm etycznych mogą okazać się katastrofalne dla całej ludzkości.
 Jesteśmy dzisiaj świadkami tego, jak w miejsce Bożego Prawa stanowi się nowe, własne, ludzkie prawa, które nierzadko są zaprzeczeniem Prawa Bożego. Dotyczy to przede wszystkim  najbardziej podstawowego i niezbywalnego prawa do życia każdej istoty ludzkiej. W imię fałszywie pojętej wolności jednych, kwestionuje się lub wręcz odmawia się prawa do życia drugim – z reguły tym najbardziej bezbronnym, potrzebującym, słabym, którzy sami bronić się nie mogą. To jest nowa forma dyskryminacji!
Wszyscy otrzymaliśmy życie jako niezasłużony dar i to bez żadnego udziału z naszej strony. Elementarna sprawiedliwość, by nie powiedzieć przyzwoitość, każe respektować wobec drugiego człowieka prawo, które jest naszym udziałem.

 

 W swojej ostatniej encyklice Caritas in Veritate papież Benedykt XVI przypomina i ostrzega  zarazem: Otwarcie się na życie znajduje się w centrum prawdziwego rozwoju. Kiedy jakieś społeczeństwo zmierza do negowania i unicestwienia życia, nie znajduje więcej motywacji i energii potrzebnych do zaangażowania się w służbę prawdziwego dobra człowieka  (CiV 28).
 Nie można o tym nie mówić, bo jesteśmy tutaj – u naszej Matki, która jest symbolem matczynej miłości, troski i życia. Wydała przecież światu Tego, który jest Życiem Świata.

 

3. Nasza obecność na Jasnej Górze jest także i przede wszystkim zobowiązaniem do wypełnienia. Przychodzimy tutaj  przecież po to, by uczyć się od Maryi zawierzenia i służby w imię miłości. Uczymy się, jak żyć wiarą na co dzień, jak służyć w imię miłości, jak w świecie – w dużym stopniu obojętnym, a nawet wrogim i zwalczającym odwieczne Prawo Boże – żyć jako nowe stworzenie i żywy znak miłości Boga do ludzi.
Jakże ujmującą jest wrażliwość i gotowość Maryi do niesienia pomocy nowożeńcom w ich trudnej sytuacji. Zwracając się do Chrystusa: Wina nie mają, Maryja daje nam przykład uprzedzającej miłości. Jeżeli czekamy, aż ktoś wyciągnie do nas rękę, w jakimś stopniu już zawiedliśmy Boga, a może i ludzi.
Jeszcze większa jest ufność i zawierzenie Maryi. Nawet nie czekając na odpowiedź Jezusa, daje polecenie sługom: Uczyńcie wszystko, cokolwiek wam powie. Tego bezgranicznego posłuszeństwa i całkowitego zawierzenia uczyła się od pierwszej chwili w Nazarecie aż do ostatniego momentu pod krzyżem. Zewnętrznym znakiem całkowitego posłuszeństwa wobec tej woli było Jej FIAT – Niech mi się stanie według słowa Twego.
Chociaż jeszcze nie nadeszła godzina Jezusa, którą jest godzina zbawienia na krzyżu (por. J 19,25-27), Jezus czyni pierwszy, jakby sakramentalny, znak. Jest on zapowiedzią wszystkich przyszłych znaków, zwłaszcza chleba i wina jako znaku Ciała i Krwi Pańskiej – czyli Eucharystii. Mocą słów Chrystusa chleb i wino stają się Ciałem i Krwią uwielbionego Pana.
Jakże potężna jest skuteczność wstawiennictwa Maryi. Nie ogranicza się ono wyłącznie do Jej pośrednictwa w Kanie. Tego samego wstawiennictwa i pomocy w różnorakiej formie doświadczamy także tutaj – w naszej polskiej Kanie na Jasnej Górze. Wielkie cuda nie zawsze jednak rzucają się w oczy. Przemiana dokonuje się bowiem najczęściej we wnętrzu ludzkiego serca.
Ostatnie słowa dzisiejszej Ewangelii: Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i objawił swoją chwałę, stanowią pomost pomiędzy dawnymi biblijnymi czasami, a dzisiejszą Eucharystią tutaj sprawowaną.
Początek znaków przypomina, że znaki sakramentalne, a szczególnie znak przemiany wina i chleba w Ciało i Krew Chrystusa, jest kontynuowany i będzie sprawowany aż do końca dziejów. Ten znak sprawił, że Apostołowie nie tylko uwierzyli Jezusowi, ale uwierzyli w Niego, uwierzyli, że jest nie tylko Mesjaszem – spełnieniem oczekiwań Izraela, ale także prawdziwym Synem Bożym. Tylko On ma słowa życia wiecznego (por. J 6,68); tylko On dysponuje cudowną mocą, by zmienić wodę w wino, a wino w Ciało i Krew uwielbionego Chrystusa.
Prawdziwa – nie koniecznie cudowna – jakościowa przemiana ma się dokonać także w nas. Z grzeszników mamy stać się ludźmi paschalnymi, żyjącymi życiem samego Chrystusa. Właśnie ta przemiana stanowi największe wyzwanie i zobowiązanie dla  całej wspólnoty uczniów Chrystusa i każdego z nas.
Bezpośrednim następstwem przyjęcia Eucharystii powinna być postawa eucharystyczna – postawa dziękczynienia. Przyjmując Miłość samego Boga, sami mamy stać się darem miłości dla innych: dla rodziny, społeczeństwa, narodu, Ojczyzny. Mamy stać się darem  podjętym i ofiarowanym dobrowolnie.
Eucharystia jest także sakramentem jedności. Stąd w sposób szczególny prosimy naszą niebieską Orędowniczkę o dar jedności, tak bardzo podzielonego chrześcijaństwa, społeczeństwa i narodu. Wielorakie zranienia i podziały, a niekiedy wręcz pęknięcia, przebiegają przez nasze serca, rodziny, wspólnoty, instytucje; przebiegają od góry aż do samego dołu. Dlatego jesteśmy wobec świata niewiarogodnymi, fałszywymi świadkami. Przecież Jezus właśnie jedność uczynił istotnym kryterium autentyczności naszej wiary i naszego uczniostwa: Po tym poznają, żeście uczniami moimi, jeżeli miłość mieć będziecie jedni ku drugim (J 13,35).

 

Obraz nowożeńców z Kany przywołuje obraz małżeństwa i rodziny. Obecność Maryi i Jezusa na weselu w Kanie (taką właśnie kolejność podaje Ewangelista!) przypomina Boże, głęboko religijne, znamię tej instytucji ustanowionej przecież przez samego Boga.
Dziś, w obliczu zagrożenia, przed którym staje każde małżeństwo i każda rodzina, trzeba nam z ogromnym naciskiem przypominać Bożą prawdę o małżeństwie i rodzinie. Już  na pierwszych kartach Biblii czytamy: Bóg stworzył mężczyznę i niewiastę i zlecił im: Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną (Rdz 1,27-28).
Jak ongiś na wątpliwości faryzeuszów, tak również dzisiaj na wszystkie zarzuty, wątpliwości i znaki zapytania dotyczące małżeństwa i rodziny, sam Chrystus odpowiada: Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?.... Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela (Mt 19,4-6).
Instytucja małżeństwa, a w następstwie także rodziny, jako trwały związek mężczyzny i kobiety nie jest wymysłem ludzkim ani pomysłem Kościoła. To usankcjonowany przez Stwórcę porządek natury, który przez Chrystusa został podniesiony do znaku sakramentalnego. Mówienie zatem o jakimkolwiek innym małżeństwie, obok tego ustanowionego przez Boga, jako kolebki naturalnego i Bożego życia, jest tragiczną pomyłką. Lekceważenie i wszelkie poprawianie praw ustanowionych przez Boga, niezależnie od tego, czy dotyczą one samego człowieka, czy praw natury, prędzej czy później zwraca się przeciwko samemu człowiekowi i przynosi wręcz tragiczne skutki dla społeczeństwa, narodu i ludzkości. Jako chrześcijanie, jak ongiś Apostołowie Piotr i Jan, mamy obowiązek wyznać: Osądźcie sami, czy bardziej godzi się słuchać ludzi niż Boga? (Dz 4,19).

 

Nasza epoka jest epoką łatwowierności. Wielu porzuca prawdy chrześcijańskie tylko dlatego, że są trudne i zobowiązujące, a uznaje z łatwością za słuszne i prawdziwe różnego rodzaju naiwne wyobrażenia, zabobony a nawet nonsensy. Dziś nierzadko porzuca się prawdziwych proroków, a wierzy się z łatwością wróżkom i tym, którzy schlebiają ludzkim słabościom. Miejmy się zatem na baczności, bo także i u nas nie brak fałszywych głosicieli antyewangelii, która proklamuje życie tanie, łatwe, wygodne jako zadatek rzekomego szczęścia.
Tu, od tronu Jasnogórskiej Maryi – Strażniczki Rodzin, zwracam się ze szczególnym podziękowaniem do rodziców i rodzin wielodzietnych. Do odważnych małżonków, którzy wbrew prawie powszechnie przyjętym standardom okazują, że można żyć i planować inaczej, respektując Prawo Boże także w życiu małżeńskim i rodzinnym. Dziękuję Wam, że uświadamiacie nam podstawową prawdę, że tyle jest miejsca na nowe życie, ile jest w nas prawdziwej miłości.
Zwracam się także z gorącym apelem do Was, chrześcijańscy małżonkowie. Brońcie świętości i trwałości małżeństwa i rodziny. W codziennym życiu bądźcie świadkami, że jedna jest prawdziwa miłość, która ma swoje źródło w Bogu i znajduje swoje przedłużenie, zaczynając właśnie od najbliższych – czyli od małżeństwa i rodziny. Niech Wasze rodziny będą nadal pierwszym małym Kościołem Boga, w którym dzieci Wasze wzrastają w atmosferze wzajemnego zaufania, uczą się wierności, nie tylko tolerancji, ale i poszanowania godności drugiego człowieka – także inaczej myślącego. Niech uczą się w Waszych rodzinach trudnej ale pięknej sztuki życia inspirowanego Ewangelią.  Jest to najlepsze przygotowanie do życia. Bez jasnych kryteriów rozróżnienia dobra i zła oraz motywów pozwalających je urzeczywistniać na co dzień, człowiek jest jak statek bez steru i kompasu, wydany na rozbicie.

 

Z Jasnej Góry Zwycięstwa, gdzie przed wiekami Ojcowie nasi umieścili Twój Cudowny Wizerunek i zawierzyli Ci naszą Ojczyznę, widząc w Tobie przedziwną Pomoc i Obronę na wszystkie czasy, wołamy słowami Ojca Świętego Benedykta XVI:
Tutaj chcemy się z Tobą wciąż spotykać
na drogach naszego codziennego życia,
uczyć się, jak słusznie postępować w swym ludzkim życiu;
uczyć się od Ciebie, jak można znaleźć Boga
i dzięki temu żyć w zgodzie między sobą (…)
Ty w decydującej chwili swego życia powiedziałaś:
„Oto ja, służebnica Pańska” (Łk 1,38),
i całe Twoje życie stało się służbą.
I tak jest nadal
przez kolejne wieki dziejów.
Podobnie jak niegdyś w Kanie
po cichu i dyskretnie
wstawiałaś się za nowożeńcami,
tak i dziś
bierzesz na siebie wszystkie troski ludzi
i idziesz z nimi do Pana,
do Twego Syna.
Twoją mocą jest dobroć.
Twoją mocą jest służba.
Naucz nas
– wielkich i małych, panujących i służących –
w ten sposób wypełniać nasze powinności.
Naucz nas znajdować siłę
potrzebną do pojednania i przebaczenia.
Naucz nas stawać się cierpliwymi i pokornymi,
a zarazem wolnymi i odważnymi,
tak jak Ty w godzinie Krzyża.
Trzymasz na reku Jezusa,
Dzieciątko, które błogosławi,
Dzieciątko, a przecież Pana świata.
W ten sposób, niosąc na reku Tego,
który błogosławi,
sama stałaś się błogosławieństwem.
Błogosław nam,
błogosław naszemu krajowi!
Ukaż nam Jezusa,
błogosławiony owoc Twojego żywota!
Módl się za nami, grzesznymi,
teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen!
(Benedykt XVI, Monachium, 9.09.2006, w: ORP 11(2009)14).

Polecamy