niedziela, 23 lutego 2020 r.

Człowiek myśli, a Pan Bóg… wie lepiej

20 maja minie dokładnie 50 lat od chwili, gdy w katedrze gnieźnieńskiej otrzymał Ksiądz Biskup święcenia kapłańskie z rąk Prymasa Tysiąclecia kard. Stefana Wyszyńskiego. Jakie uczucia towarzyszą Księdzu Biskupowi, gdy wraca myślą do tych chwil?


Czuję przede wszystkim ogromną wdzięczność wobec Pana Boga za ten wielki i niezasłużony dar, jakim jest powołanie do kapłaństwa. Jestem wdzięczny także moim rodzicom za ich trud i poświęcenie. To z domu rodzinnego wyniosłem umiłowanie tradycji i szacunek dla Kościoła. Mieliśmy w rodzinie siostrę zakonną i dwóch księży. Jeden z nich wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie zbudował kościół, plebanię, dom dla sióstr i sierociniec. Przez wiele lat nam pomagał. Rodzice często o nim opowiadali. Odwiedziłem kiedyś jego parafię. Do dziś otaczany jest tam wielkim szacunkiem i wdzięcznością. Z perspektywy tych pięćdziesięciu lat widzę wyraźnie, jak Pan Bóg człowieka prowadzi. Na bieżąco trudno to dostrzec. Bywa, że człowiek się buntuje przeciw planom Bożym. Ale Pan Bóg wie lepiej. Doświadczyłem tego w swoim życiu wielokrotnie.

 

 

Wspomniał Ksiądz Biskup o rodzinie. Czy już wtedy myślał Ksiądz Biskup o kapłaństwie?


Ta myśl pojawiła się pod koniec szkoły podstawowej. Moja rodzina była bardzo religijna. Nie było mowy o niedzieli bez Mszy św. W maju chodziliśmy na majowe, w październiku na różaniec. Byłem ministrantem i bardzo się do tej służby przykładałem. Któregoś dnia ksiądz proboszcz powiedział do mnie: „Ty chyba powinieneś zostać księdzem”. Nigdy więcej tego nie powtórzył, ale mi te słowa nie dawały spokoju. Ojciec radził, bym poszedł do Technikum Elektrycznego, ale ja wybrałem Liceum Ogólnokształcące, bo słyszałem, że po nim łatwiej w seminarium. W liceum myśl o kapłaństwie przypływała i odpływała. Był nawet moment, że chciałem iść na historię. Ostatecznie po rozmowie z księdzem prefektem złożyłem papiery w gnieźnieńskim seminarium duchownym.

Kiedyś myślałem, że to moje powołanie jest takie zwyczajne, takie mało efektowne. Słyszałem, że inni przeżywają jakieś nagłe olśnienia, gwałtowne nawrócenia. A ja tak krok po kroku, powoli dojrzewałem do kapłaństwa. Aż kiedyś przeczytałem wspomnienia obecnego papieża i okazało się, że jego droga była podobna. Dziś dostrzegam w tym wielkość Boga, że potrafi prowadzić człowieka do celu bardzo różnymi ścieżkami.

 

 

Jak wspomina Ksiądz Biskup pierwszą parafię?


Z wielkim sentymentem i serdecznością. Po święceniach rodzice przeprowadzili się do Bydgoszczy i ja, chcąc być bliżej, prosiłem w duchu, by właśnie tam mnie skierowano, albo chociaż do parafii w jakimś większym miasteczku. A tu czytam Czeszewo-Orzechowo. Nie wiedziałem gdzie to jest! Przyznam, że poczułem ukłucie rozczarowania. Koledzy szli do Jarocina, Wrześni, a ja na wieś. Jak się okazało ta parafia była dla mnie wielkim błogosławieństwem. Jej proboszczem był ks. Tadeusz Błażejewski człowiek wielkie kultury i wiedzy. Miał wspaniałą bibliotekę i niemal zawsze widywałem go z książką. To on rozmiłował mnie w teologii. Nauczył też doceniać piękno poezji i muzyki, których był wielkim miłośnikiem. Do dziś pamiętam jego wspaniałe kazania, w których przemycał cytaty naszych wieszczów. Można powiedzieć, że po formacji seminaryjnej otrzymałem jeszcze jedną, pogłębioną, jaką był przykład jego kapłańskiego życia.

 

 

Które z zadań na kapłańskiej drodze najbardziej Księdza Biskupa zaskoczyło?


Tak naprawdę zaskoczony byłem dwukrotnie. Najpierw, gdy zostałem rektorem seminarium duchownego. Nie spodziewałem się tej nominacji i uważałem, że jest wielu odpowiedniejszych kandydatów na to miejsce. Drugi moment to było powołanie mnie na biskupa pomocniczego archidiecezji gnieźnieńskiej. Do dziś zadaję sobie pytanie, dlaczego Pan Bóg wybrał właśnie mnie. Mam jednak wielką ufność w Bożą Opatrzność i jestem przekonany, że nawet jeśli czasem nie rozumiemy wyroków Pana Boga, to w konsekwencji okazują się one dla nas najlepsze. Często powtarzam sobie i innym: zrób wszystko, co możesz, a resztę oddaj Bogu, On będzie działał, nawet jeśli ty straciłeś nadzieję.

 

Bp Bogdan Wojtuś urodził się 4 lipca 1937 roku w Łąsku Wielkim k. Bydgoszczy. Jego ojciec był rzemieślnikiem, matka – osoba niezwykle religijna – zajmowała się prowadzeniem domu. W dzieciństwie przyszły gnieźnieński biskup pomocniczy był ministrantem. Jak przyznaje, pierwsza myśl o kapłaństwie pojawiła się pod koniec Szkoły Podstawowej. Święcenia kapłańskie Bogdan Wojtuś przyjął 20 maja 1961 w katedrze gnieźnieńskiej z rąk Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego. Po święceniach został skierowany do pracy w parafii pw. św Mikołaja w Czeszewie. Później posługiwał w parafii pw. św. Marcina w Jarocinie. Po trzech latach został wysłany na studia specjalistyczne z zakresu teologii moralnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdzie w 1972 roku uzyskał tytuł doktora. Rok wcześnie Prymas Stefan Wyszyński mianował go archidiecezjalnym duszpasterzem rodzin. W 1982 roku ks. Wojtuś został mianowany rektorem gnieźnieńskiego seminarium duchownego. Powierzono mu odpowiedzialne zadanie rozbudowy uczelni. Dzięki ofiarności mieszkańców archidiecezji gnieźnieńskiej i darczyńców stanął nowy gmach. Jak mówi jubilat, w tamtych trudnych czasach był on jednak nie tylko nowym budynkiem seminarium, ale także znakiem, że Kościół trwa i nie dał się zastraszyć. Tuż po zakończeniu prac budowlanych do Gniezna przyszła decyzja papieża Jana Pawła II o mianowaniu ks. rektora Bogdana Wojtusia biskupem pomocniczym archidiecezji gnieźnieńskiej. Bp Wojtuś jest doktorem teologii, wikariuszem generalnym i przewodniczącym wydziału duszpasterstw specjalistycznych Kurii Metropolitalnej w Gnieźnie oraz profesorem teologii moralnej PWSD w Gnieźnie. Przez wiele lat był zaangażowany w działalność na rzecz rodziny także w strukturach Konferencji Episkopatu Polski.

 

Polecamy