czwartek, 24 października 2019 r.

"Idźcie i głoście..."

Każdy, kto znajdzie się w takim kraju jak Papua Nowa Gwinea, zrozumie w pełni słowa Jezusa skierowane do apostołów: „Idźcie na cały świat i nauczajcie, głoście Ewangelie, udzielajcie chrztu świętego. Kto uwierzy będzie zbawiony, kto nie uwierzy będzie potępiony”. Relacja ks. Stefana Balcerzaka, proboszcza parafii pw. MB Częstochowskiej z wyprawy misyjnej do Papui-Nowej Gwinei.

 

Wspólnie z moimi kolegami kursowymi: ks. bp. Andrzejem Dziubą i ks. kan. Ryszardem Pruczkowskim podjęliśmy kolejną wyprawę misyjną do Papui Nowej Gwinei. To wyspa położona na Oceanie Spokojnym, odkryta 100 lat temu przez misjonarza irlandzkiego ks. Rossa. Przewodniczył on wyprawie misyjnej składającej się z misjonarzy z Ameryki, Niemiec i Australii. Można sobie wyobrazić jak ludzie tam mieszkający zareagowali widząc po raz pierwszy białego człowieka. Przywitali ich wrogo, z maczetami, dzidami i siekierami. Dwóch misjonarzy przy pierwszym spotkaniu zginęło. Dużo czasu upłynęło zanim tubylcy uwierzyli, że ci biali ludzie przypłynęli do nich, by opowiedzieć im o Bogu i tym, co zdarzyło się przed 2 tysiącami lat w Betlejem.

 

Nasza podróż trwała bardzo długo, bo aż 24 godziny samego lotu. Na miejscu przywitał nas misjonarz o. Paweł Czerwiński pochodzący z Inowrocławia, który w Papui Nowej Gwinei pracuje już 25 lat. Dorastał w parafii pw. Świętego Krzyża. Po ukończeniu Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, 5 czerwca 1982 roku przyjął z rąk kard. Józefa Glempa święcenia kapłańskie. Pracował później w Kołodziejewie, Gromadnie i Bydgoszczy – w parafii Matki Kościoła. W 1987 roku otrzymał zgodę na wyjazd i po rocznym przygotowaniu w Centrum Formacji Misyjnej wyjechał na misje do Papui Nowej Gwinei. Za ks. Pawłem kilka stacji misyjnych: Wurup, Banz, Tupa, Minj, Koibuga, Nondugul i Kuruk.

 

Po przylocie zaraz wyruszyliśmy w dalszą drogę, do części kraju znajdującej się nad oceanem. To właśnie tam w 1885 roku dotarli pierwsi misjonarze. Część tą nazwano Papuą. Drogami pełnymi dziur i błota, pozbawionymi jakichkolwiek znaków drogowych dotarliśmy do parafii o. Marcina pochodzącego z Częstochowy. Tutaj mogliśmy lepiej przyjrzeć się mieszkańcom tego szczególnego zakątka świata: ciemnoskórzy, o kręconych włosach, mężczyźni z długimi brodami, wszyscy boso, otwarci i niezwykle przyjaźni. Nie tylko ich wygląd jest dla Europejczyka egzotyczny, również domy, w których mieszkają, a właściwie chaty z trzciny, czasem z desek, bez okien. Po wizycie u o. Marcina wyruszyliśmy dalej, do  części górzystej wyspy, do której biały człowiek dotarł dopiero w 1935 roku. Tą część wyspy nazwano Nową Gwineą.  To właśnie tam mieszka i pracuje o. Paweł Czerwiński.

 

Wioska nazywa się Kuruku. Kościół przypomina budynek gospodarczy – zniszczone drzwi, w prezbiterium zniszczona wykładzina gumowa, w plebanii bardzo skromne warunki. Mszę św. odprawiamy przy nie zapalonych świecach, gdyż nieustannie padający deszcz zalał zapałki. Praca w  takich warunkach wymaga niezwykłego hartu ducha, poświęcenia i wiary.  Sił dodaje postawa Papuasów, którzy są naprawdę „głodni” Boga. Podczas pobytu w Kuruku braliśmy udział w dwóch podniosłych uroczystościach: w Mszy św. prymicyjnej jednego z lokalnych kapłanów oraz w Mszy św. z okazji 50-lecia kapłaństwa misjonarza pochodzącego z Ameryki. Obie uroczystości zgromadziły wielką liczbę wiernych – przybranych w ozdoby z piór, maski i niesamowicie kolorowo pomalowanych. Reprezentowali oni szereg plemion, na które składają się rodziny wielodzietne, liczące nawet dziesięcioro dzieci. Wielodzietność to z jednej strony wynik wielożeństwa, z drugiej przekonania, że dzieci to skarb, przyszłość i bogactwo.

 

Łącznie w całej Papui Nowej Gwinei pracuje około 200 misjonarzy z Polski, Niemiec, Ameryki, Indii, Indonezji. Niestety wielu z nich odchodzi już na emeryturę, a nowych powołań brak. To bardzo trudny kraj, gdzie zabobony i czary są częścią codziennego życia. Kościół katolicki poprzez swoich misjonarzy czyni tutaj wiele dobra. Zakłada i prowadzi szkoły i szpitale. Tak zresztą rozumieją i odbierają tę pomoc mieszkańcy tej wyspy i potrafią być za tą pomoc wdzięczni.

 

Polecamy