środa, 16 października 2019 r.

Świadek niezłomny

Ks. Antoni Świadek pochodził z Pobiedzisk i od czasów gimnazjalnych miał wielką pasję: harcerstwo. Najpierw jako harcerz, potem kapelan harcerski jeździł na obozy i zajmował się kształtowaniem charakterów i sumień młodzieży.

 

Wśród seminaryjnych kolegów wybijał się pracowitością, męską i poważną pobożnością, silnym charakterem. Był bardzo wymagający wobec siebie, zawsze nieustępliwie opowiadał się po stronie dobra. Po święceniach kapłańskich pracował w bydgoskiej farze, przed aresztowaniem zdążył jeszcze rozpocząć organizowanie nowej parafii na Siernieczku w Bydgoszczy. Jako wikariusz pracował właściwie nieustannie. W ramach Krucjaty Eucharystycznej zebrał aż półtora tysiąca dzieci. Z dziećmi i dla dzieci urządzał przedstawienia teatralne. Kiedy wybuchła wojna, zgłosił się jako kapelan wojskowy do jednego z polskich oddziałów, pracował też z szpitalu dla polskich jeńców. Wbrew zakazom okupanta posługiwał się językiem polskim podczas nabożeństw. Potajemnie przygotowywał dzieci do Pierwszej Komunii św., spotykał się z młodzieżą, opiekował się rodzinami z małymi dziećmi, własnej matce zabrał kawałek mydła, by zanieść je potrzebującym. W 1942 na skutek donosu został aresztowany. Przetrzymywano go najpierw w więzieniu w Bydgoszczy, gdzie zmuszano go do ciężkiej pracy. Tam zachorował na przepuklinę. W połowie lipca 1942 roku trafił do obozu w Dachau.

 

Śmierć i znów tyfus

W Dachau ks. Świadek spotkał swojego przyjaciela, ks. Wacława Kamińskiego, który przeżył wojnę i pozostawił relację z ich obozowego życia. Dzięki znajomemu tłumaczowi z kancelari obozowej ks. Świadek otrzymał w Dachau stosunkowo nietrudną pracę przy sortowaniu materiałów odzieżowych, dzięki czemu mógł zaopatrywać potrzebujących kolegów w bieliznę. Jednak już w grudniu 1942 r. w obozie wybuchła epidemia tyfusu brzusznego i rozeszła się wiadomość o śmierci ks. Świadka. Obóz chorych odizolowano tak, by nie mieli oni żadnego kontaktu ze zdrowymi. Za duszę ks. Świadka modlono się w obozie dla zdrowych.

Kiedy dwa miesiące później zachorował również ks. Kamiński, w obozie dla chorych spotkał – ks. Świadka! Okazało się, że ten, choć wymęczony chorobą, wciąż żyje. Dzięki paczkom nadsyłanym z wolności obaj wrócili do zdrowia. Ks. Świadek z sortowni odzieży trafił do pracy do składnicy materiałów odzieżowych i skór, następnie do zwożenia wikliny. Kiedy front wschodni odciął dopływ paczek, w obozie brakowało bielizny i środków dezynfekujących i znów pojawiła się epidemia tyfusu.

 

Ostatnie dni

8 stycznia 1945 roku ks. Świadek z zapaleniem płuc został zaniesiony do rewiru dla chorych. Z dnia na dzień temperatura rosła, chory był niespokojny, trzeba było go przywiązywać do łóżka – wreszcie lekarze stwierdzili tyfus. Obozowi koledzy wystarali się dla przyjaciela o zastrzyki cebionu, przynosili mu cukier gronowy, a nawet kompot i ciasto. I chociaż w dzień wydawało się, że organizm zdrowieje, nocami koszmar choroby powracał. Ks. Antoni zmarł w czwartek, 25 stycznia 1945 roku około południa, spokojnie odmawiając różaniec. Jego ciała nie spalono w krematorium, ale pochowano we wspólnej mogile poza obozem, w pobliżu wsi Deutenhofen. Podczas Mszy św. za śp. ks. Świadka, odprawianej w obozowej kaplicy ks. Ziółkowski mówił: - Na godzinę wyrwaliśmy się z własnej męki obozowego życia, by requiem aeternam wymodlić dla tego, który tej męki ostatnią wypił już kroplę. Czyny człowieka stają się prawdziwie wielkie dopiero wtedy, gdy źródłem ich są szlachetne pobudki i intencje. A właśnie wielkość Zmarłego leżała w nim samym. Niezłomny kapłan, bo niezłomna płonęła w jego duszy wiara. Gorący Polak, w którym palił się znicz wiary i nadziei w sprawiedliwość dziejową i którego ożywiała niezmierna tęsknota za pracą na niwie ojczystej, jak i w Winnicy Pańskiej; prawdziwie dobry człowiek o czułym i niezmiernie uczynnym sercu i pogodnym umyśle; tkliwy i wdzięczny syn, który matkę miał za najcenniejszy skarb na świecie. Nie byłem tym, któremu Zmarły pozwolił zaglądać w swoje sumienie, a jednak nie waham się powiedzieć: zaprawdę, chciałbym kiedyś jak on zgasnąć i z takim jak on sumieniem stanąć przed Sędzią i z takich, jak jego wina, być sądzonym.

 

Monika Białkowska "Przewodnik Katolicki"

Polecamy