poniedziałek, 27 stycznia 2020 r.

Pokolenie on-line wkracza do seminariów

„Do seminariów zgłosiło się więcej kandydatów niż w zeszłym roku. To budzi nadzieję” – mówi w wywiadzie dla KAI ks. dr Wojciech Rzeszowski, rektor Prymasowskiego Wyższego Seminarium Duchownego w Gnieźnie, nowy sekretarz Konferencji Rektorów Seminariów Duchownych Diecezjalnych i Zakonnych.

 

KAI: Co się dzieje w seminariach? Już kolejny raz rektorzy na swym zjeździe zajmują się „trudnymi przestrzeniami w formacji seminaryjnej?

Ks. Wojciech Rzeszowski: - Zakończyliśmy kolejną konferencję rektorów wyższych seminariów duchownych w Polsce. Ponieważ ostatnia konferencja poświęcona była właśnie trudnym obszarom formacji, a zostawiła w uczestnikach wiele otwartych pytań, postanowiliśmy kontynuować taki właśnie kierunek rozważań. Tam, gdzie są ludzie, tam są i problemy. Młodzież, która przychodzi do seminariów ma wielki potencjał, ale nosi też w sobie różnorodne konsekwencje świata, w jakim żyje. On odciska na nich swoje piętno, którego następstwa wymagają czasem poważniejszej troski wychowawczej. Nic więc dziwnego, że posługa seminaryjnych wychowawców wymaga ciągłej refleksji i odnowy, poszukiwania głębszego rozumienia problemów i adekwatnych narzędzi wychowawczych.

Problemów nie unikniemy, one były, są i będą. Zawsze znajdą się klerycy, którzy dobrze się zapowiadają i dobrze pracują, bywają i tacy, którym bardzo trudno podjęć propozycje formacyjne, czasem dobrze zaczynają, ale ich rozwój nagle się zatrzymuje lub słabnie; bywają klerycy, którzy na początku wydają się słabi, a potem się okazuje, że wyrastają na dobrych duszpasterzy. Klerycy noszą w sobie zarówno dobre, jak i złe owoce przemian współczesnego świata, a formacja jest procesem złożonym i wielowątkowym, którego przebieg i owoce mogą być nieprzewidywalne. Stąd posługa formatorów musi być związana z ciągłą refleksją, która dotyczy naszych wychowanków, procesu formacji, ale i samych wychowawców.

Niewątpliwie seminarium pozostawia trwały ślad w dalszym kapłańskim życiu i powinno w nie wnieść jak najwięcej. Nie można jednak zapominać, że najwięcej zależy od danego człowieka. Pierwszym odpowiedzialnym za własny rozwój jestem ja sam, można by powiedzieć, że każdy jest formatorem samego siebie. Seminarium powinno ten proces zainicjować i pogłębić, dać odpowiednie „narzędzia”, żeby każdy umiał i chciał pracować nad sobą. Formacja seminaryjna, która z natury jest czasowa, powinna prowadzić do auto-formacji, którą każdy będzie podejmował już osobiście i w sposób permanentny. Formacja trwa do końca życia, seminarium buduje jej podwaliny i otwiera przestrzeń współpracy z łaską. Natomiast za jakość i trwałość tej współpracy każdy odpowiedzialny jest już osobiście: na ile chce i potrafi, no i oczywiście, na ile był do tego przygotowany.

W tym kontekście na konferencji omawiane były różne problemy formacyjne. Na początku podjęliśmy refleksję wokół problematyki dojrzałości psychoseksualnej kandydatów do kapłaństwa, zwłaszcza w kontekście przygotowywanego przez Konferencje Episkopatu Polski dokumentu dotyczącego nadużyć seksualnych. Tematów w tej materii jest wiele, dlatego planujemy, by w przyszłości, gdy będzie już dokument zatwierdzony wraz z załącznikami dotyczącymi kandydatów do kapłaństwa, do tej tematyki powrócić. Chodzi nam o bardziej dogłębne poznanie problemów, ujednolicenie procedur w naszych seminariach, właściwą diagnostykę kandydatów, a potem ich odpowiednią edukacje czy ewentualną pomoc. Kościół musi w tej materii dojrzewać, żeby umieć sobie radzić z problemami, które spotyka, musi sam się oczyszczać i nawracać – po prostu dojrzewać.

 

KAI: Jakie są więc te „trudne przestrzenie” i czy coś się zmienia w polskich seminariach?

Klerycy i księża wzrastają i żyją w świecie mocno nastawionym na posiadanie i używanie, w świecie nastawionym na konsumpcję, dlatego w tym roku poruszyliśmy temat wolności od konsumpcjonizmu, a w tym kontekście problem wolności w posiadaniu i użytkowaniu różnego rodzaju dóbr. Była to próba nie tylko diagnozowania problemu wśród alumnów: jak jest i dlaczego, ale też refleksja i wymiana doświadczeń, jak wychowawczo podejmować to zagadnienie. Wszyscy jesteśmy przekonani, że rozwiązaniem problemów nie będzie system nakazowo-zakazowy, ale wychowanie do mądrego i roztropnego używania dóbr. Ważnym przesłaniem w tej materii jest dla nas również styl życia, jaki ukazuje nam papież Franciszek oraz jego pragnienie „Kościoła ubogich dla ubogich”.

Drugim ważnym obszarem refleksji było zagadnienie kształtowania zdolność do życia w milczeniu i ciszy - zwłaszcza w kontekście współczesnego hałasu, rozbiegania, wszechobecnych multimediów. Współczesna młodzież często jest bardzo rozproszona wewnętrznie, żyje jakby poza sobą, ma problem z dłuższym skupieniem, wyciszeniem. Do seminariów zaczyna wchodzić pokolenie, które telefon komórkowy i komputer zna od dzieciństwa, a to niesie za sobą różne konsekwencje, które czasem utrudniają rozwój życia wewnętrznego. Poszczególne seminaria żyją ponadto w określonych kontekstach lokalnych, które nie zawsze wspierają tak właściwy dla formacji wymiar „życia ukrytego”, w różny sposób owocuje też współpraca z wydziałami teologicznymi, a sami klerycy podejmują dziś wiele form aktywności pastoralnej, co z jednej strony ich wzbogaca, ale z drugiej, dodatkowo rozprasza. Potrzeba więc szukania mądrego kompromisu, który z jednej strony umożliwi im podejmowanie ważnych i twórczych form aktywności duszpasterskiej we współczesnym świecie, a z drugiej, nie pozwoli się im zagubić w nadmiarze różnorodnych zajęć.

Zdolność do życia w ciszy nie jest celem samym w sobie, ale środkiem prowadzącym do głębszego życia wewnętrznego, do modlitwy, słuchania i głoszenia słowa Bożego. Stąd trzeci temat spotkania koncentrował się wokół tematu słuchania i dialogu, zarówno wśród samych alumnów, jak i w całym środowisku formacyjnym.

 

KAI: W tym roku na zjazd przyjechało wielu nowych rektorów. Czy to zmiana pokoleniowa?

Rzeczywiście, w tym roku jest ich wyjątkowo dużo, pewno około 20 nowych rektorów uczestniczyło w zjeździe. To dosyć duża grupa, gdyż dotąd każdego roku wymieniało się około 5-10 rektorów.

W pewnych przypadkach to faktycznie wymiana pokoleniowa, bo odeszli rektorzy, którzy pełnili tę funkcję przez 13-15 lat, więc naturalnym wydaje się, że tu następuje zmiana. W niektórych sytuacjach powodem zmian były kłopoty zdrowotne czy potrzeby danej diecezji, a w przypadku seminariów zakonnych rektorzy na ogół pełnią swą funkcję przez określoną kadencję, co z natury wymusza zmiany.

Za rok czeka nas 50. jubileuszowa konferencja rektorów seminaryjnych. Zjazdy te mają długą tradycję, a ich kształt i forma ciągle ewoluują. Wyraźny przełom nastąpił w zeszłym roku, kiedy przeszliśmy od stylu bardziej „nauczającego” w stronę grup dzielenia, wspólnych poszukiwań i tworzenia środowiska wychowawczego wśród rektorów. Obecnie konferencje rektorów mają charakter spotkań panelowych, które nastawione są na świadectwo i dialog. Każdy temat przygotowuje 3 prelegentów: w tym przynajmniej jeden albo dwóch to rektorzy pełniący funkcję. Ich zadaniem jest nakreślić dany problem na poziomie aktualnej praktyki seminaryjnej. Po części wprowadzającej w problematykę podejmujemy dyskusję i dzielenie się własnymi doświadczeniami. Zapraszamy też gości, którzy są doświadczonymi praktykami, a zarazem teoretykami, mają stąd wiele do powiedzenia w danej materii.

Przyznam, że wielu księży rektorów było bardzo poruszonych spotkaniem, wielu mówiło o wyraźnej zmianie klimatu, gdyż podczas spotkania panowała atmosfera dużego otwarcia i zaufania, głębokiego dzielenia się przeżywanymi radościami i problemami. Być może jest to związane z tym, że sporo jest rektorów młodszych, a młodsze pokolenie inaczej podchodzi do rzeczywistości, inaczej też mówi o problemach w seminariach i Kościele.

Dzielenie się tym, co się udaje oraz tym, co nie zawsze wychodzi było bardzo twórcze. Wielu z nas zobaczyło stare problemy w nowym świetle, czasem byliśmy zmuszeni do rachunku sumienia lub konfrontacji z nowymi wyzwaniami. Wymiana doświadczeń, klimat dzielenia i poszukiwania nowych rozwiązań – były chyba jednym z najważniejszych, najbardziej twórczych elementów tego spotkania, tym bardziej, że poruszane tematy były bardzo żywe.

Ostatnie spotkania pozwoliły odkryć i uruchomić bogactwo, które środowisko rektorów nosi w sobie, wielu z nich to bowiem ludzie wykształceni i noszący doświadczenie różnych obszarów życia Kościoła, piękne jest to, że możemy tym bogactwem się dzielić i wzajemnie umacniać w podejmowanej posłudze.

 

KAI: Zjazd rektorów zwykle jest okazją do wstępnego policzenia się. Ilu w tym roku kandydatów zgłosiło się do seminariów

Precyzyjnych danych nie mogę jeszcze podać, gdyż w niektórych seminariach połączonych z wydziałami teologicznymi nabór nadal trwa, przynajmniej do połowy września, ale dane cząstkowe, które już posiadamy, były dla nas miłym zaskoczeniem. Obawialiśmy się, że w czasach niżu demograficznego może nastąpić tendencja spadkowa powołań, ale okazuje się, że całościowa liczba kleryków będzie bardzo podobna do ubiegłorocznej, a nawet od niej większa. Wprawdzie odchodzą z seminariów najliczniejsze roczniki, ale nabór na I rok ma tendencję wzrostową. Prawdopodobnie będzie więcej kleryków niż w zeszłym roku. Na dziś jest ich wszystkich około 4 tys. Ta wiadomość jest dla nas bardzo optymistyczna i radosna.

Różna jest oczywiście „mapa” powołań. Podobnie jak w zeszłym roku były takie miejsca, które - nie wiadomo dlaczego - odnotowały wzrost liczby kandydatów, podczas gdy inne – spadek. Powołanie, jak pisał Jan Paweł II, jest zawsze „darem i tajemnicą” stąd pewno trudno będzie nam wszystko logicznie wytłumaczyć. Najważniejsze jest jednak to, że całościowa liczba powołań jest stabilna, a jeśli chodzi o kandydatów na I rok to nawet widać tendencję wzrostową w stosunku do zeszłego roku. To budzi nadzieję.

 

KAI: Czy to „efekt Franciszka”?

Media tak mówią – o „efekcie Franciszka”. Myślę, że nie jest to bez znaczenia, natomiast powołanie zawsze jest tajemnicą. Być może ten nowy powiew - związany z osobowością papieża Franciszka – przynosi takie owoce. Jest to pewno jeden z „elementów” powołaniowych, który wraz z innymi czynnikami prowadzi do tego, że ktoś podejmuje decyzję o wstąpieniu do seminarium.

 

KAI: A co słychać w kwestii okresu propedeutycznego? Jakie są jego owoce?

Mamy tu dopiero doświadczenia pierwszych lat, więc za dużo jeszcze nie można o nich powiedzieć. Jeśli dobrze pamiętam 3 lub 4 seminaria wprowadziły pełny okres propedeutyczny inne mają cząstkowy. Z tego, co mówią rektorzy tych seminariów, etap ten jest bardzo pomocny w przechodzeniu kandydatów ze świata pełnego hałasu, muzyki, różnych mediów oraz rozproszenia wewnętrznego, do skupienia i wejścia w świat bardziej wewnętrzny, otwarty na kontakt z Bogiem i z drugim człowiekiem.

Po roku propedeutycznym klerycy mają już za sobą etap głębszego poznania siebie, większe wyciszenie, wejście na drogę modlitwy wewnętrznej, bardziej osobistego doświadczenia życia wiary. W rezultacie może to rokować, że dalsza formacja w seminarium będzie dla nich bardziej owocna. A na ile owocna i w jakim stopniu, to dopiero będzie można powiedzieć po upływie kilku lat.

Myślimy już o tym, by na jednej z kolejnych konferencji temat ten wywołać i przyjrzeć się dokładniej, jakie są owoce czasu propedeutycznego; chcemy dostrzec to, co dobre i tym się dzielić z innymi oraz skuteczniej omijać ewentualne przeszkody. Wielu rektorów jest tym tematem zainteresowanych.

 

KAI: Czy w Polsce można się spodziewać łączenia seminariów?

Obecnie w Polsce jest około 90 seminariów diecezjalnych i zakonnych. Problem łączenia seminariów jest bardziej złożony niż się wydaje. Owszem, wspomina się o tym z różnych perspektyw: m.in. związanych ze współpracą z wydziałami teologicznymi, z perspektywy mniejszej ilości alumnów, dosyć istotna jest też kwestia finansowa, bo wiadomo, że koszty życia ciągle rosną. Na dziś wielkich działań w kierunku łączenia seminariów nie ma. Temat dojrzewa i z pewnością będzie stawał się coraz ważniejszy.

Każdy z rektorów ma poczucie, że seminarium jest ważnym ogniwem, które tworzy kulturę i duchowe środowisko danej diecezji. Ma też swoistą ‘siłę ciążenia’, większą czy mniejszą, ale jednak ma. Stąd nawet seminaria małe przyjmują zasadę „póki się da, trwajmy i pracujmy”, bo to buduje środowisko kapłańskie. Nie jest też bez znaczenia fakt, że dziś potrzeba głównie formacji personalnej - zindywidualizowanej, a nie masowej i strukturalnej, a temu sprzyjają właśnie seminaria o mniejszej ilości kleryków. Inny problem, to baza kadrowa, współpraca z wydziałami teologicznymi, uwarunkowania tradycji i charyzmatu danej diecezji czy zakonu. Jeśli seminarium, tak jak np. w Gnieźnie, istnieje już ponad 400 lat, to trudno będzie zrezygnować z tak długiej i pięknej tradycji. I nie chodzi tu tylko o historyczną tradycję, ale bardziej o duchowe oraz intelektualne środowisko, które kształtuje Kościół lokalny. Łączenie seminariów wiąże się też z różnymi problemami, bo jeżeli np. seminarium ma ogromne gmachy, a ma być połączone z innym, to rodzą się pytania: kto do kogo ma przejść i co zrobić z tymi obiektami? Temat jest więc bardzo złożony, aczkolwiek myślę, że będzie on z czasem dojrzewał. Ważne, by problem obserwować i przygotowywać dobre rozwiązania na przyszłość, żeby potem nie robić czegoś w sposób nieprzemyślany. Moim zdaniem zmiany te będą z czasem następować, być może wymusi je samo życie, ale ufam, że będą się odbywać stopniowo i ewolucyjnie.

 

A. Wojtas KAI

Polecamy