poniedziałek, 27 stycznia 2020 r.

Do Brukseli w intencji Europy

Grzegorz Gryniewicz – jeden z trzech Polaków pielgrzymujących pieszo do Brukseli – modlił się 16 lipca u grobu i relikwii św. Wojciecha. Przekazał dla katedry gnieźnieńskiej jedną z Tablic Pokoju, które pątnicy pozostawią także w świątyniach w Berlinie, Paryżu, Londynie i Brukseli.


Pielgrzymi wyruszyli w drogę 11 lipca, w dzień św. Benedykta – patrona Europy, z trzech różnych miejsc Starego Kontynentu. Wojciech wyszedł z włoskiego wzgórza Monte Cassino, Roman z irlandzkiego Knock, a Grzegorz z Głogowca, „z podwórka św. Faustyny Kowalskiej” jak sam stwierdził. Idą w intencji Europy, przypominając w drodze o wezwaniu św. Jana Pawła II, by była wspólnotą ducha budowaną na fundamencie wartości ludzkich i chrześcijańskich.


W drodze pielgrzymi nie planują praktycznie niczego. Jak mówi Grzegorz, krzyż na jego pielgrzymim kosturze, codzienny trud i postawa to najważniejsze świadectwo. „Rozeznałem po prostu, że mam tam iść, że jest to zgodne z wolą Bożą. Potwierdziło to wiele znaków, sytuacji, słów i dobra, które otrzymałem. Bóg dał mi wszystko, choć nie miałem nic” – przyznał pielgrzym.


Gniezno było jednym z ważnych punktów na pątniczym szlaku pielgrzyma. Tutaj przecież – jak tłumaczył – wszystko się zaczęło. U grobu i relikwii św. Wojciecha modlił się wspólnie z bp. Krzysztofem Wętkowskim, który udzielił mu błogosławieństwa na dalszą drogę.


Pątnik przekazał także dla katedry gnieźnieńskiej jedną z Tablic Pokoju, na których wypisane są cztery prymaty cywilizacji miłości Jana Pawła II czyli: „być przed mieć”, „człowiek przed rzeczą”, „etyka przed techniką” i „miłosierdzie przed sprawiedliwością”. Podobną tablicę pozostawi także w Berlinie, a pozostali pielgrzymi w Paryżu, Londynie i u celu, czyli w Brukseli.


Z Gniezna Grzegorz wyruszył w kierunku Poznania. „Trasy szczegółowo nie planuję, znam cel, zakładam, że przejdę jednego dnia konkretną odległość, a o reszcie decyduje Duch Święty. Spotykam ludzi, którzy dają mi jeść, dają mi pić, zapewniają dach nad głową, a jak go nie ma, to śpię w namiocie. Najważniejsza jest sama droga” – przyznał pielgrzym.


BK KAI

Polecamy