niedziela, 16 czerwca 2019 r.

Janikowo: grusza bł. Karoliny

Młodzież oazowa zasadziła na terenie ośrodka rekolekcyjnego w Janikowie gruszę bł. Karoliny Kózkówny. Sadzonka podarowana przez sanktuarium w Zabawie jest szczepem ponad dwustuletniej gruszy, pod którą katechizowała błogosławiona.


Grusza przywieziona została z Wał-Rudy rodzinnej miejscowości bł. Karoliny. Podobne sadzonki przygotowane przez sanktuarium w Zabawie trafiły także do innych miejsc w Polsce. W Janikowie grusza bł. Karoliny zasadzona została 18 listopada, w obecności ks. Marka Siwki, proboszcza parafii pw. św. Jana Chrzciciela, na terenie której ośrodek działa.


Sadzonka jest szczepem liczącej ponad dwustuletniej gruszy pamiętającej czasy, w których żyła bł. Karolina Kózkówna. To właśnie przy niej, nieopodal swojego domu, dziewczyna gromadziła okoliczne dzieci i rówieśników, tłumacząc im prawdy wiary i przygotowując do sakramentów. Spotkania te nazywano powszechnie „katechezami pod gruszą”. Przekazywane przez sanktuarium w Zabawie drzewka są symbolem krzewienia wartości, którymi żyła i za które życie oddała błogosławiona.


Karolina Kózkówna
urodziła się 2 sierpnia 1898 roku w oddalonej o 20 kilometrów od Tarnowa niewielkiej wsi Wał-Ruda. Jej trzynastoosobowa rodzina nie należała do zamożnych, cechowała ją za to głęboka pobożność – dom Kózków nazywany był przez okolicznych mieszkańców Betlejemką. Karolina wraz z wujem Franciszkiem Borzęckim prowadziła bibliotekę. Była zdolna i pracowita. Korzystając z dostępności książek religijnych, zdobytą wiedzę przekazywała dzieciom i rówieśnikom podczas wspominanych „katechez pod gruszą”. Pomagała też biednym i chorym. Świadkowie jej życia wspominają, że nieustannie się modliła. Po wybuchu I wojny światowej wioskę zajęły wojska rosyjskie. 18 listopada 1914 roku wraz z ojcem została wywleczona przez rosyjskiego żołnierza. Zdążyła założyć tylko drewniaki i narzucić na ramiona kurtkę brata. Rosjanin pognał ich w stronę pobliskiego lasu, tam sterroryzował ojca i odprawił go mimo rozpaczliwego błagania córki, by jej nie zostawiał. Tragedia rozegrała się w lesie, dość blisko domu Kózków. Chłopcy ze wsi, pilnujący ukrytych przed rabunkiem koni, widzieli, jak Karolina ucieka. Mimo strachu rozumowała logicznie. Próbowała uciec napastnikowi i ukryć się w chaszczach. Ale był listopad, trudno było się schować wśród bezlistnych drzew i krzewów, teren był podmokły, a ona w chodakach. Zgubiła kurtkę, potem chodaki, biegła boso przez chaszcze. Jej zmasakrowane ciało znaleziono dopiero dwa tygodnie po tragedii, 4 grudnia. Napastnik zadał jej „szaszką” (szablą) kilka ran i ostatni, śmiertelny cios, którym przeciął tętnicę szyjną. Uciekł, a dziewczyna zmarła w skutek wykrwawienia. Sekcja zwłok wykazała, że do gwałtu nie doszło. W krótkim czasie na grób dziewczyny zaczęli przybywać pielgrzymi z okolic, później z całej Polski. Już trzy lata po jej śmierci bp Leon Wałęga polecił, by przenieść szczątki Karoliny i pochować na przykościelnym placu. Jej kult ożywił się po II wojnie światowej. Została beatyfikowana przez Jana Pawła II 10 czerwca 1987 roku w Tarnowie.


Więcej o bł. Karolinie TUTAJ


BK
Fot. Arch. A. Fedde

Polecamy