czwartek, 28 maja 2020 r.

Seminarium nie jest niebem na ziemi, ale...

„Seminarium nie jest niebem na ziemi, ale opisywanie życia kleryków bez dostrzeżenia wymiaru duchowego jest nieprawdziwe” – podkreślają w KAI rektorzy seminariów: ks. dr Wojciech Rzeszowski z Gniezna i ks. dr Adam Łuźniak z Wrocławia.

 

Publikujemy tekst wywiadu:

 

KAI: Życie seminaryjne to faktycznie taka gra pozorów jak to niedawno opisała „Gazeta Wyborcza”? Księża rektorzy zapewne czytali artykuł o „życiu intymnym kleryka”? Czy perspektywy przełożonych i alumnów są naprawdę tak odmienne, że wręcz konkurencyjne? Myślałam, że wszyscy grają do jednej bramki…

Ks. Wojciech Rzeszowski (Ks. W.Rz.): - Przeczytałem ten tekst ze smutkiem i zdumieniem. Smutek rodził się z poczucia, jak bardzo można próbować niszczyć kolejny świat wartości, a zdumienie, jak daleko można się posunąć w zamazywaniu prawdy. Posłużę się metaforą. Dziennikarz sportowy udaje się na ważny mecz piłkarski, który chce zobaczyć i opisać. Nie wchodzi jednak na stadion, gdyż zatrzymuje go grupa pseudo-kibiców, którzy się awanturują. Dziennikarz zaczyna z nimi rozmawiać o rozgrywkach i sporcie. Ostatecznie meczu nie widział, nie odczuwał też atmosfery stadionu. Jednak następnego dnia relacjonuje spotkanie opisując wrażenia pseudo-kibiców. Relacja niby z rozgrywek, ale jak się ona ma do dramaturgii meczu, do zaangażowania prawdziwych kibiców? Co ma wspólnego z rzeczywistością?

Ks. Adam Łuźniak (Ks. A.Ł.): - Mnie też ten tekst bardzo zasmucił. W moim odczuciu jako moderatora seminarium znającego realia życia tej wspólnoty „od wewnątrz”, autor czyni wiele, aby pokazać życie w seminarium jako nasączone negatywnymi doświadczeniami, a studentów jako osoby mające poważne problemy z powołaniem i z regulaminem. Jest to tekst w odbiorze osób odpowiedzialnych za formację – a nie jestem w tym odczuciu odosobniony – bardzo tendencyjny i nie mający nic wspólnego z obiektywnym spojrzeniem na przeżycia kleryków na kolejnych latach formacji.

 

KAI: W takim razie w czym wyraża się specyfika życia seminaryjnego?

Ks. A.Ł.: - Cechy charakterystyczne życia seminaryjnego można analizować z wielu punktów widzenia. To, co najbardziej widoczne „od zewnątrz” to charakterystyczne dla formacji seminaryjnej życie wspólne. Pociąga to za sobą wspólną pracę, wspólne przeżywanie czasu wolnego, studiów, wspólną modlitwę i służbę na rzecz braterskiej wspólnoty. Inną cechą charakterystyczną jest duży poziom uporządkowania, zaplanowania wydarzeń codziennych – od pobudki i modlitw w kaplicy, poprzez posiłki i czas na osobiste studium, aż po jasno określony moment rozpoczęcia ciszy nocnej. Najważniejszą cechą charakterystyczną życia seminaryjnego, moim zdaniem, jest akcent położony na formację. Pogłębianie relacji z Panem Jezusem jest centrum całego seminaryjnego wysiłku. Nastawienie formacyjne jest jednocześnie tym, czym różni się seminarium duchowne od innych szkół wyższych czy policealnych. Studenci innych kierunków czy wydziałów przychodzą zdobyć informacje i podstawową wiedzę praktyczną, dla kleryka ważne jest myślenie i ocenianie zgodne z Ewangelią.

Ks. W.Rz. - Formacja to proces bardzo złożony, ma wiele wymiarów wspólnotowych, ale i wiele bardzo osobistych. Seminarium gromadzi ludzi wiary, którzy poczuli się zaproszeni przez Boga, by iść Jego drogą i realizować Jego plany. Często towarzyszy temu niepewność, świadomość, że wezwania są wielkie, a siły małe. To poczucie jest potrzebne, bo może mobilizować do zaangażowania, szukania Boga, zmagania się o głębsze życie. Seminarium nie jest oczywiście niebem na ziemi, bo i tu bywają problemy, gdyż wstępują do niego ludzie młodzi, często jeszcze nieukształtowani, nie zawsze rozumiejący istotę rzeczy, obciążeni czasem różnymi trudnościami. Dlatego też sporo kleryków odchodzi w czasie formacji, widząc, że albo to nie jest ich droga lub, że nie tego szukali. Bywa, że trzeba ich odesłać, gdy ich życie nie licuje z wartościami Ewangelii. Czas seminarium to droga zakorzeniania w doświadczenie pełni człowieczeństwa, życia wiary, sakramentalnego kapłaństwa. Rozwój tego zakorzeniania przebiega różnie, ale u prawie wszystkich kleryków widać dużą determinację i zaangażowanie w ten proces.

 

KAI: Jaka jest w tym procesie rola wychowawców seminaryjnych 

Ks. A.Ł: - Przełożeni seminaryjni z jednej strony – i to jest bardzo istotne w służbie przełożonego – są przykładem kapłańskiego życia dla kleryków. Z tego też tytułu mają obowiązek mieszkać w seminarium. Z drugiej zaś - mają za zadanie moderować formację czyli kierować ją tak, aby umożliwiała kandydatom zdobycie właściwych kwalifikacji ludzkich i duchowych potrzebnych do służby.

Ks. W.Rz.- Po prostu pomagają im w dojrzewaniu ludzkim i duchowym.

Ks. A.Ł – Wspierają kleryków w rozwijaniu ich dobrych cech osobowości, szczególnie tych, które mogą się okazać cenne w pracy duszpasterskiej. Czasem moderator musi skonfrontować kleryka z jego niespójnym zachowaniem, to znaczy pomóc mu odkryć błąd, zrozumieć wadę, nad którą trzeba pracować, czy pogłębić motywację.

Ks. W.Rz. - Zasadniczą rolę odgrywają ojcowie duchowni i spowiednicy, którzy mają dostęp do najbardziej osobistych tajemnic alumna. Oni kształtują ich osobowość, pomagają wzrastać duchowo i wchodzić w głębsze doświadczenie wiary, przekraczać napotykane trudności, uczą pracy nad sobą i współpracy z łaską. Ostatecznie formacja ma prowadzić do autoformacji, pierwszym przewodnikiem duchowym jest sam Bóg, a pierwszym odpowiedzialnym za rozwój sam kleryk. Ważną rolę odgrywa też rektor, który koordynuje pracę seminarium i nadaje jej określony styl, ale pomocna jest też posługa innych formatorów, którzy kierują studiami, organizują bieżące życie, pomagają modelować właściwy rytm życia wspólnego.

Przełożeni powinni być wychowawcami i zazwyczaj takimi się stają, choć w poszczególnych środowiskach spotykamy różne tradycje i modele układu: moderator-kleryk. Może się zdarzyć, że ze względu na styl osobowości nie każdy przełożony może w pełni stawać się wychowawcą, ale zazwyczaj zostają nimi ludzie, często wcześniej przygotowywani do tej posługi, stąd, choć nie idealnie, to jednak na miarę swoich możliwości ją pełnią.

 

KAI: Czy w seminariach zdarzają się przypadki ekstremalne?

Ks. W.Rz. - Jak w każdym środowisku, tak i w seminarium bywają osoby, które z różnych powodów nie nadają się do kapłaństwa. Wstępne rozeznanie powołania kandydatów i badania psychologiczne pozwalają często uniknąć sytuacji skrajnych, ale bywa, że w seminarium znajdą się osoby, które mają zupełnie odmienny świat wartości, nie są w stanie zaangażować się w proces formacji lub mają problemy osobowościowe. Tacy najczęściej się wycofują, albo są odsyłani. Nic nie stoi na przeszkodzie, by po czasie dojrzewania dobrze przeżyli swoje życie na innej drodze.

Ks. A.Ł. - Kandydaci z zaburzonymi pragnieniami czy motywacjami życiowymi owszem zdarzają się, ale rzadko. Czynienie z przypadków skrajnych podstawowego tematu wypowiedzi byłoby dużą niesprawiedliwością względem całej wspólnoty seminaryjnej. Zdecydowana większość kleryków uczciwie przeżywa swoją formację mimo niekiedy pojawiających się trudności w pracy nad sobą, a nawet kryzysów. Jednak przeżyte kryzysy i trudności pozwalają na zdobywanie dojrzałości, która później owocuje w dialogu z ludźmi na parafii.

 

KAI: Czy w formacji do kapłaństwa poruszane są również trudne tematy egzystencjalne?

Ks. W.Rz. - Oczywiście, przynosi je samo życie. Formacja jest dziś znacznie bardziej zindywidualizowana, co oznacza znacznie większy kontakt z klerykami, głębszy poziom dialogu i konieczność konfrontacji z problemami, jakie oni przynoszą ze świata. Klerycy mają doświadczenie wiary i wynikający z niej system wartości, ale są też dziećmi współczesnego świata, w którym wzrastali. Ich trudności mogą dotyczyć życia w świecie multimedialnym, problemów emocjonalnych, dojrzewania do życia w miłości i przeżywania własnej seksualności, radzenia sobie z panującym dziś duchem konsumpcji, itp. Poza rutynową pracą na poszczególnych etapach formacji, a jest ich wiele, w wielu seminariach prowadzi się specjalne programy przygotowujące do podejmowana tych problemów, zarówno od strony teoretycznej, jak i praktycznej. Trzeba oczywiście pamiętać, że nie da się człowieka przygotować do wszystkiego i każdy etap życia będzie przynosił własne wyzwania i trudności, ale można nauczyć odpowiedzialnej i dobrej troski za życie.

 

KAI: Jak klerycy angażują się we własną formację? 

Ks. W.Rz. - Generalnie trzeba przyznać, że klerycy są mocno zaangażowani w proces formacji. Są ludźmi poszukującymi, zmagającymi się i pracującymi nad sobą, widać to szczególnie w kierownictwie duchowym. Stopień i postępy w tego rozwoju są oczywiście różne, bo i oni są na różnym poziomie, jest to zawsze droga mająca charakter bardzo indywidualny. Ze względu na poszanowanie tajemnicy nie mogę mówić więcej, ale mogę zapewnić, że zdecydowana większość kleryków jest mocno zaangażowana. Ci, którzy nie potrafią lub z różnych powodów nie mogą się zaangażować, najczęściej sami odchodzą z seminarium.

 

KAI: Na ile fakt bycia powołanym kształtuje i zmienia życie tych młodych ludzi?

Ks. A.Ł: - Powołanie jest doświadczeniem indywidualnym każdego z kleryków, współpraca z tym wezwaniem jest także zależna od osobistej otwartości kandydata do kapłaństwa. Można jednak powiedzieć, że pobyt, życie w seminarium i uczciwe przyjęcie proponowanej pracy przynosi zwykle przemianę w myśleniu młodych ludzi. Opuszczają seminarium w dniu święceń kapłańskich nie tylko wyposażeni w łaskę i władzę sakramentu święceń, ale także z nawróconym sercem.

Ks. W.Rz – Powołanie na pewnym etapie się odkrywa, ale dorasta się do niego właściwie całe życie. Seminarium bardzo w tym pomaga, zwłaszcza w oczyszczeniu motywacji od świadomych i nieświadomych czynników ludzkich, bo te zawsze towarzyszą ludzkim decyzjom. Ta zmiana jest połączona z całościową pracą nad sobą, głębią swego człowieczeństwa i życia wiary. Ostatecznie chodzi bowiem o głęboką reorientację, bym nie ja stał w centrum życia, ale Bóg. Dorastanie do tej prawdy stopniowo zmienia ukierunkowanie życia i podporządkowuje je służbie Bogu i ludziom. Kleryk wiele czasu poświęca na życie duchowe, na które składa się codzienna osobista modlitwa, rozważanie słowa Bożego, Eucharystia, adoracja Najświętszego Sakramentu, częsta spowiedź. To w sumie tysiące godzin na przestrzeni sześciu lat formacji. Czy można udawać lub być w tym „na niby”? Może tak, ale jak długo? Czy można opowiadać o życiu w seminarium nie dostrzegając tego najważniejszego wymiaru formacji? Wspominany artykuł sugeruje, że tak, ale jednocześnie sam się demaskuje, jak bardzo jest on odrealniony, powierzchowny, po prostu nieprawdziwy.

 

KAI: Czyli to, co najważniejsze jest niewidoczne dla oczu? 

Ks. W.Rz. – Przygotowanie do kapłaństwa jest wielowymiarowe, a Jan Paweł II nazwał powołanie „darem i tajemnicą”. Choć przygotowanie jest przeżywane w konkretnej rzeczywistości zawiera znacznie więcej treści, które często są nieuchwytne dla oka. Kto chciałby opisywać powołanie tylko „od zewnątrz”, koncentrując się na fragmentarycznym lub negatywnym opisie, będzie się poruszał trochę jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany. Najprawdopodobniej niewiele zobaczy, a wiele po drodze będzie niszczył. To, co w seminarium najważniejsze jest dyskretne i nie można tego zrozumieć bez głębszego poznania i spojrzenia wiary.


KAI
Fot. www.kazimierzklasztor.pl

Polecamy