czwartek, 27 czerwca 2019 r.

Korona ze złota i ptaków

Markowic nikomu przedstawiać nie trzeba. Dziś wstępują do niego przejeżdżający drogą z Inowrocławia do Gniezna. Pięćdziesiąt lat temu do małej wsi ciągnęły tysiące pielgrzymów.


Dokładnie 50 lat temu, 27 czerwca 1965 r. podczas wielkiej uroczystości prymas Stefan Wyszyński nałożył na słynącą łaskami figurę Matki Bożej Markowickiej złote korony. W przyszłym tygodniu, 4 i 5 lipca Markowice znów zapełnią się pielgrzymami. Sanktuarium świętować będzie jubileusz koronacji Pani Kujaw.


W konspiracji

Przygotowania do koronacji rozpoczęły się już rok wcześniej. Dwa nazwiska ojców oblatów, które powracają w opowieściach pamiętających to wydarzenie mieszkańców Markowic, to o. Kazimierz Łabiński, ówczesny proboszcz i koordynator całości wydarzenia oraz o. Alfons Kupka, odpowiedzialny za techniczną stronę wydarzenia. - Byliśmy świadomi, że sytuacja polityczna jest dla Kościoła niesprzyjająca, jednak o. Łabiński umiał otwierać zamknięte drzwi – wspomina Kazimierz Kuczma, w 1965 r. kierownik szkoły podstawowej w Kruszy Duchownej. – Władze jak mogły, tak utrudniały mu przygotowania do uroczystości, nie zastawiał w biurach umówionych urzędników, czasem nie chciano go nawet wysłuchać. A jemu jednak się udało. Był człowiekiem naprawdę wyjątkowym, wojennym pułkownikiem Wojska Polskiego, współpracującym z Armią Krajową. Tu również podjął się zadania i wiedział, że musi je wypełnić, choć czasem mówił, że przypominają mu się czasy wojny, tyle trzeba było robić w konspiracji. O. Kupka zaprojektował między innymi wysoki na 16 metrów ołtarz w kształcie połączonych liter M, który stanął na placu koronacji.


I przyszła burza


Parafia na koronację została przygotowana trzydniowymi misjami. Materiały na temat sanktuarium i cudownej figury rozesłano do okolicznych parafii. Ojcowie jeździli również po okolicy, zapraszając wiernych innych parafii do udziału w uroczystościach. Marian Przybylski miał wówczas 13 lat i był ministrantem w Strzelnie. Pamięta ojca Łabińskiego, który przyjechał opowiedzieć o historii cudownej figury. – Pamiętam towarzyszących proboszczowi seminarzystów i obrazki, jakie wówczas rozdawali – mówi pan Marian. – Bardzo skromne były, proste, czarno-białe. Na wieży markowickiego sanktuarium zapłonęła świetlna korona, żeby cała okolica mogła widzieć, że zbliża się wielkie święto. Ludzie ozdabiali przydrożne figury, swoje domy i płoty. – Tata ustawił w ogrodzie obraz Matki Bożej, udekorował go kwiatami i chorągiewkami. Pamiętałam, że pytałam go, po co to wszystko – wspomina Ewa Nawrocka, która w 1965 r. szła do Pierwszej Komunii św. – Mieszkańcy Kruszy udekorowali też figurę, wieszali napisy. Mieszkały tu panie z prawdziwym zmysłem artystycznym, piękne dzieła dzięki nim powstały. Niestety, większość dekoracji do uroczystości nie doczekała – wielka nawałnica w noc przed koronacją zniszczyła wszystko. Trudności piętrzyła jednak nie tylko pogoda. – O. Łabiński zezwolenie na uroczystości otrzymał dopiero dzień przed koronacją – wspomina Marian Przybylski. – Wprawdzie wiedział, że prędzej czy później je otrzyma, ale władze Bydgoszczy przykazały mogileńskim urzędnikom, żeby wstrzymali się z jego wydaniem do ostatniej chwili. Liczyli na to, że bez zezwolenia przygotowania będą mniej intensywne. W dzień uroczystości w Markowicach zorganizowano wielkie otwarcie kąpieliska w Przyjezierzu licząc, że to odciągnie pielgrzymów od sanktuarium. Nie udało się…


„Włożono złotą koronę”


Wrażenia uczestnika koronacji, nie wymienionego z imienia i nazwiska, zanotowano w kronice markowickiej parafii. „Od trzeciej w nocy szosa z Inowrocławia była zatłoczona ludźmi. Płynęli bez przerwy, przeważnie pieszo. Od strony Strzelna przyjechały wozy, powózki, rowery, motocykle, a następnie falami szli piesi. Szli też liczni pielgrzymi. Konfesjonały rozstawione w kościele i na cmentarzu były stale oblegane, dwudziestu księży stale słuchało. Przy ołtarzy komunijnym, wybudowanym przy kościele, dwóch księży stale rozdawało Komunię św. Obliczono, że do Stołu Pańskiego przystąpiło 16500 wiernych. Starałem się wszędzie zajrzeć i wszystko, co możliwe, utrwalić na taśmie filmowej. Ołtarz okazale wyglądający, biały z purpurowym baldachimem, znajdował się na środku pola, za parkiem klasztornym. Feretron, na którym niesiono statuę, był zrobiony na wzór ołtarza koronacyjnego. Wykonał go kowalskim sposobem p. Aleksander, kowal z Kruszy Zamkowej według projektu O. Kupki. Matkę Bożą prowadziła ładna procesja. Przodem szły delegacje parafialne za sztandarami i emblematami. Bliżej feretronu szły długie szeregi dzieci w bieli i z niebieskimi szarfami. Chłopcy równiutko ubrani nieśli na rękach kielichy pełne kwiatów. Księża utworzyli długi dwuszereg. Było ich chyba z 250-300 osób. Kanonicy, prałaci i biskupi szli przed figurą Matki Najświętszej, którą nieśli misjonarze oblaci. Lud śpiewał pieśni maryjne, którym wtórowała orkiestra. Łaskami słynącą figurę Matki Boskiej ustawiono na ołtarzu w feretronie o purpurowym daszku. Koronacji dokonał J.E. ks. Kard. Wyszyński Prymas Polski w asyście ks. Biskupów, prałatów, kanoników i licznej rzeszy duchowieństwa diecezjalnego i zakonnego. Włożono złotą koronę Dzieciątku Jezus i Matce Najświętszej”. – Kiedy Prymas nałożył korony na głowę Maryi i Dzieciątka, nagle nie wiadomo skąd pojawiła się chmara ćwierkających ptaków, która przez dłuższą chwilę śpiewając unosiła się nad ołtarzem – wspomina Anna Fordońska. – Wiem, że to może brzmieć nieprawdopodobnie, ale tak było, wracaliśmy potem do tego już w domu, przy rodzinnym stole po uroczystościach, mówiąc o tym, jak o cudzie…


M. Białkowska "Przewodnik Katolicki"
Fot. Arch. parafia w Markowicach  

Polecamy