piątek, 14 grudnia 2018 r.

Anioły z Pakości (video)

Franciszkanin z Pakości i dominikanin z Krakowa zebrali całkiem pokaźną grupę ludzi i podążają od wsi do wsi ewangelizując – jak mówią – „na zewnątrz i do wewnątrz”. Każdego dnia dzieci, młodzież, rodziny obozują w innym miejscu. Razem z miejscowymi bawią się, modlą i uczą od siebie nawzajem. 


O. Kordian Szwarc z klasztoru franciszkanów w Pakości i o. Tomasz Biłka, dominikanin z Krakowa, poznali się na pielgrzymkach organizowanych przez ks. Andrzeja Szpaka – księdza od hipisów, jak mówią niektórzy. Jego pielgrzymki „młodych różnych dróg” na Jasną Górę obrosły już legendą. Na początku szli w nich tylko hipisi. Później młodzi różnych subkultur, zbuntowani, poszukujący. Dzisiejsza pielgrzymka różni się od tej sprzed lat, ale jedno pozostało niezmienne – spotkania i poszukiwania idących w niej ludzi. I właśnie tą ideę i formułę – z doświadczeniem spotkania, modlitwy, dzielenia się talentami i darami – postanowił przeszczepić na lokalny grunt o. Kordian, dopasowując ją oczywiście do możliwości i okoliczności. W ubiegłym roku skrzyknął ludzi i po raz pierwszy ruszył z Pakości do okolicznych wiosek. W tym roku wędrówkę powtórzył. W poniedziałek ruszyło z nim blisko sto osób – dzieci, młodzież, rodziny, wspólnoty, przyjaciele. W drodze będą do 27 lipca. „Chcemy podzielić się tym co mamy z mieszkańcami okolicznych wsi i jednocześnie samemu wyjść na wędrówkę w stronę drugiego człowieka. To szukanie zaufania, otwartości, ofiarowanie czasu. W przyszłym roku chcielibyśmy w ten sam sposób iść na Światowe Dni Młodzieży. Tam rozbić nasz obóz. Właśnie teraz się do tego przygotowujemy” – tłumaczy franciszkanin.


Uczestnicy „Siedmiu Aniołów” śpią w namiotach. W namiocie, tyle że wojskowym, mieści się też kaplica. Codziennie zwijają obozowisko i ruszają do kolejnej wsi. Na trasie jest ich siedem: Rycerzewko, Rycerzewo, Wielowieś, Łącko, Słaboszewo, Radłowo i Trląg. Dzień zaczyna się modlitwą. Później jest śniadanie, nieśpieszne organizowanie się, pakowanie rzeczy i w drogę. Porannym i wieczornym posiłkiem dzielą się z wędrowcami mieszkańcy wsi. Obiady dofinansowuje kasa urzędu marszałkowskiego województwa kujawsko-pomorskiego. Nie brakuje też życzliwych, którzy przyjdą, pomogą. Pokaźny ekwipunek ciągną traktory, są też przyczepy, lawety. Barwny tabor widać i słychać z daleka. Ludzie idą, jadą. Różnie. Najmłodsi szczęśliwcy mają najwygodniej. Podróżują w wózkach, albo w ramionach rodziców. I tak do kolejnej wsi. Na miejscu rozbicie obozowiska, obiad i już rozpoczyna się część warsztatowo-rekreacyjna. Jest przenośny warsztat garncarski, malowanie, śpiewy, tańce, zabawy, każdemu według upodobań i zdolności. Można nauczyć się chodzić na szczudłach, tańczyć z ogniem, puszczać bańki, można też zrobić gliniane serduszko dla mamy. Codziennie powstaje też jeden anioł – z koronek, brokatów, kolorowych skrawków, uśmiechnięty od ucha do ucha. Dzieci przekazują go później w podzięce i na pamiątkę mieszkańcom wsi, którzy ich goszczą.


O 16.30 obóz się wycisza i zaczyna się spowiedź, choć wyspowiadać się można o każdej porze. Pół godziny później zaczyna się Msza św. przy ołtarzu polowym, a dalej konferencja, którą codziennie głosi inny duchowny. O. Kordianowi i o. Tomaszowi towarzyszą jeszcze: kombonianin, kapucyn, dominikanin i duszpasterz młodzieży z archidiecezji gnieźnieńskiej ks. Wojtek Orzechowski, a właściwie „ksionc”, bo tak stoi na wymalowanym pięknie przez jakiegoś malucha identyfikatorze. „To jest niesamowicie ubogacające doświadczenie  – mówi o. Tomasz Biłka, który do Pakości przyjechał z młodymi ze swojej krakowskiej wspólnoty uwielbieniowej. – Niesamowite jest to, jak ci poszczególni ludzie, te grupy ubogacają się sobą, swoją obecnością. Jak przekonujemy się, że spotkanie z drugim człowiekiem może przemienić. Myślę, że dla wielu tych dzieciaków coś takiego właśnie się tu wydarza, coś otwierającego, naprawdę ważnego”. Wieczór w obozie to występy. Najpierw akrobacje grupy chłopaków z jednej z pobliskich wsi, potem spektakl ewangelizacyjny „Miłosierny Samarytanin” pakoskiego teatru ulicznego Santo Fuego. Później często jest jeszcze dyskoteka. Obóz przez cały dzień jest otwarty. Można przyjść, posiedzieć, pogadać, wypić kubek herbaty, zjeść ciastko. Można też dołączyć – na jeden dzień, albo na wszystkie. I można się pomodlić. Intencje wypisali najmłodsi na kolorowych skrawkach materiału powiewających jak proporczyki na rozpiętej między drzewami lince – o pokój na świecie i o to, żeby każde dziecko miało RODZINĘ. 


BK KAI
Fot. W. Przybysz, B. Kruszyk  

 

video fb Siedem Aniołów KONIECZNIE


  

 

Polecamy