środa, 22 stycznia 2020 r.

Dziękujemy! (video)

Ks. Mariusz Misiorowski objął w tym roku parafię w Kamerunie. Nie ma kościoła, pod plebanię dopiero co wylano fundamenty, brakuje dosłownie wszystkiego. – Pomyślałem, zorganizuję zbiórkę. Odzew przeszedł najśmielsze oczekiwania. Gdy to wszystko zobaczyłem, chwyciłem się za głowę – mówi ze śmiechem.


Somalomo w miejscowym języku znaczy drzewa chinowca. Rośnie ich tam bardzo dużo. Parafia leży w słabo zaludnionej diecezji Doume Abong Mbang, której ordynariuszem jest polski misjonarz bp Jan Ozga. W tym roku pojechało tam dwóch naszych misjonarzy – ks. Eugeniusz Bednarek i ks. Mariusz Misiorowski. Dla obu to drugie spotkanie z  Kamerunem. Ksiądz Bednarek został proboszczem parafii w Essiengbot. Misję ponad sześćdziesiąt lat temu założyli holenderscy misjonarze. Przed dwoma laty bp. Ozga zdecydował, by wydzielić z niej parafię pw. św. Filipa w Somalomo. Do tego roku wspólnota nie miała kapłana na stałe. Ksiądz Misiorowski jest jej pierwszym proboszczem i wszystko musi budować od podstaw, a wiadomo, że z pustego i Salomon nie naleje.


Prąd na specjalne okazje

W Somalomo nie ma kościoła. Ludzie modlą się w małej glinianej kaplicy, w której udało się położyć posadzkę i do której dobudowaną zakrystię. Za plebanię służy podobna chata kryta blachą, co w tamtych warunkach jest sporym luksusem. Ksiądz Misiorowski wierzy, że uda się wybudować i świątynię i plebanię  murowaną. Póki co brakuje dosłownie wszystkiego – od zwykłej szklanki począwszy, przez naczynia liturgiczne, o takim sprzęcie jak agregat prądotwórczy nie wspominając. Kupić nie bardzo jest za co, bo parafia biedna, mimo, że rozległa. Zajmuje około 400 tysięcy hektarów i mieści w swoich granicach rezerwat przyrody Dja. Ludzie mieszkają w małych wioskach ukrytych w buszu, do których często trzeba dojść piechotą, bo dróg nie ma. Żyją głównie z tego, co wyhodują, zbiorą bądź upolują. Pracę zarobkową w Kamerunie ma niewielu i jeśli już, to najczęściej w miastach. Rytm życia wyznacza tu przyroda. Prąd jest, gdy jest agregat i paliwo do niego. Telefony komórkowe służą miejscowym głównie do ozdoby i podniesienia statusu społecznego, bo zasięgu nie ma, albo jest bardzo ograniczony. Podobnie działa Internet.  – Odwiedziłem niedawno jedną z wiosek w mojej parafii. Sołtys włączył agregat, oświetlił całe podwórko. Zeszła się cała wioska. Tańczyli, śpiewali. Zrobiło się prawdziwe święto. Nie widzieli księdza od czterech lat – opowiada ks. Misiorowski.

 

Bogu dzięki i wam też!

Misjonarz przyjechał do Polski w czerwcu. Jakiś czas wcześniej dostał mail od dominikanki s. Tadeuszy Frąckowiak, która kiedyś posługiwała w archidiecezji gnieźnieńskiej, a teraz jest na misjach w Kamerunie, że będzie transport konteneru z kraju do Afryki. – Jak coś masz, to jest okazja – pisała. Pomyślałem, że może rzeczywiście warto to wykorzystać. Najpierw umieściłem ogłoszenie na facebooku, że organizuję zbiórkę dla mojej parafii, że przyda się wszystko. Potem wysłałem je też do publikacji na stronie archidiecezjalnej, no i się zaczęło. Ludzie dzwonili, pytali, organizowali się. Przyznam szczerze, że takiego odzewu się nie spodziewałem. Myślałem, że zbiorę parę rzeczy, oby najpotrzebniejszych. A tu uzbierało się dobra na dwa kontenery, a kto wie, czy i trzeci nie będzie potrzebny. Jak to wszystko zobaczyłem, to chwyciłem się za głowę, a potem pomyślałem, dzięki Bogu – mówi ks. Misiorowski

 

Parafialne ruszenie

Na apel misjonarza odpowiedzieli pojedynczy ludzie, szkoły, ulice, księża, parafie nie tylko z archidiecezji gnieźnieńskiej. Dary zbierano w Inowrocławiu, Gnieźnie, Wrześni, Raczynie, Żninie, Złotnikach Kujawskich, Solcu Kujawskim, Wągrowcu, Bydgoszczy, Gniewkowie, Budzisławiu Kościelnym i Mielżynie, gdzie miejscowy proboszcz osobiście zajął się transportem darów. Składowano je w Gozdowie, gdzie ks. Misiorowski był proboszczem przed wyjazdem do Kamerunu. I tu znowu wielka pomoc. Byli parafianie pomogli zebrane rzeczy segregować i pakować. W sąsiednim Kaczanowie dyrektor miejscowej szkoły wydrukował kilkaset ulotek i rozdawał uczniom w swojej szkole i w szkołach wrzesińskich. – W Wągrowcu pewna pani przyszła do organizatorów zbiórki, pytając, co mogłaby kupić, bo bardzo chciałaby pomóc, ale nie ma za dużo pieniędzy, zaledwie 10 złotych. Poproszono, by kupiła kredki. I przyniosła kredki, nowe, zapakowane. Dla jakiegoś dziecka w Kamerunie będzie to prawdziwy skarb – mówi ks. Misiorowski. I dodaje: – Pierwszy kontener już powinien być w Kamerunie. Miał przypłynąć do portu Douala 21 lipca. Drugi kontener ma wypłynąć w grudniu. Akcją kieruje s. Tadeusza, a logistyką zajmuje się fundacja „Serce dla Afryki”.

 

Rodzinny serwis i agregaty

Dzięki ofiarności i sercu wielu ludzi do Kamerunu pojedzie 20 rowerów, 3 silniki do maszyn stolarskich, piec gazowy, rodzinne serwisy obiadowe, obrusy, makatki, naczynia kuchenne, ornaty, kielichy, narzędzia, buty, mnóstwo odzieży, artykułów szkolnych, zabawek i wiele innych rzeczy. Za sprawą abp. Wojciecha Polaka misja w Somalomo będzie miała swój samochód, a proboszcz m.in. komplet ornatów. Do parafii pojadą też organy elektryczne i trzy agregaty prądotwórcze. – Przy tej okazji wyszło, że muszę popracować nad zaufaniem Bożej Opatrzności – śmieje się misjonarz. – Jakoś pod koniec zbiórki, chyba nawet w ostatni dzień, przeglądaliśmy i segregowaliśmy te wszystkie rzeczy, no i okazało się, że nie ma agregatu, a to na misji rzecz pierwszej potrzeby. Myślę więc, nie ma rady, muszę kupić i kupiłem. Wracam z tym agregatem, a tu dzwoni proboszcz z Wągrowca. Słuchaj, mam dla ciebie agregat – słyszę. Za chwile przyjeżdża proboszcz z sąsiedniej parafii i mówi. Ty chciałeś agregat, ja mam jeden taki. Tak więc jadę do Kamerunu z trzema agregatami. Potrzebowałem też kadzielnicę i znów myślę – kupię, no bo jak bez kadzielnicy. I znów telefon. Dzwonią gnieźnieńscy franciszkanie – mamy kadzielnicę dla ciebie. Było wiele takich sympatycznych sytuacji, wielu ludzi się zaangażowało. Wszystkim i każdemu z osobna pragnę z serca podziękować. Bóg zapłać!


Koszt transportu kontenerów do Kamerunu ks. Misiorowski może pokryć w ratach. Póki co zapłacił 10 500 zł. Do tego dochodzą jeszcze koszty cła i transportu z portu do Somalomo. Gdyby ktoś chciał i mógł pomóc podajemy numer konta: 
50 1020 5558 1111 1062 0970 0077 z dopiskiem: „Transport darów do Kamerunu”


Bernadeta Kruszyk "Przewodnik Katolicki" 


Tak się modlą parafianie ks. Misiorowskiego i ks. Bednarka

 


Polecamy