poniedziałek, 17 czerwca 2019 r.

W rocznicę wymiany listów

"Pięćdziesiąt lat temu polscy i niemieccy biskupi wiedzieli, że trzeba zrobić pewien wyłom i byli inspirowani wiarą, ale nawet oni nie przewidzieli konsekwencji tego listu" – mówił abp Henryk Muszyński podczas konferencji zorganizowanej 17 listopada na UKSW z okazji 50. rocznicy podpisania orędzia ze słynną formułą „Udzielamy przebaczenia i prosimy o nie”.
 

Abp Henryk Muszyński był bliskim świadkiem powstania listu. Podczas spotkania z dziennikarzami stwierdził, że widzi dysproporcję między okolicznościami powstawania tego dokumentu, a tym, jakie on daje dziś owoce. - 50 lat temu ta sprawa działa się między biskupami polskimi a niemieckimi. Wiedzieli, że jest to ważne wydarzenie; że trzeba zrobić pewien wyłom i byli inspirowani wiarą. Wiedzieli, że trzeba zrobić pewien gest, symboliczny gest wyciągniętych rąk, ale też okazać gotowość do przebaczenia. Nawet oni jednak nie do końca zdawali sobie sprawę z konsekwencji listu - mówił abp Muszyński. Jego zdaniem krótszej perspektywie najpoważniejszą konsekwencją listu biskupów polskich do niemieckich z 18 listopada 1965 roku był fakt, że hierarchowie obydwu krajów ”w ogóle zaczęli ze sobą rozmawiać”. - Był jeden Kościół, ale nie było bezpośrednich kontaktów – zaznaczył Prymas senior. Sprecyzował, że wzajemne kontakty zaczęły się wprawdzie podczas obrad Soboru Watykańskiego II, ale jedynie „w wymiarze ogólnoeklezjalnym”, w ramach spotkań wszystkich biskupów z różnych krajów. – Natomiast pomiędzy biskupami polskimi a niemieckimi stał mur, wojna i tego nie można było w imię prawdy lekceważyć. Jeżeli chcieliśmy – jako biskupi i Polska – budować lepsze relacje w przyszłości, to Kościół musiał zrobić pewien krok – dodał. Jak zaznaczył, sam nie potrafiłby dziś odpowiedzieć, na ile biskupi zdawali sobie sprawę z dalekosiężnych konsekwencji tego listu. – To było niemożliwe do przewidzenia w tamtych czasach – uznał abp Muszyński. - Wiadomo było, że nastąpi reakcja, ale jak ona będzie wyglądała – tego żaden polityk, ani biskup nie mógł przewidzieć.


Abp Muszyński przypomniał, że zarówno tytuł, jak i treść listu była miała charakter wybitnie duszpasterski, ale z drugiej strony zamiast terminu „list” użyto określenia „orędzie”, oznaczające „ważne oświadczenie władzy publicznej”. Jednak na konkretyzację kontaktów biskupów polskich i niemieckich trzeba było poczekać jeszcze kilka lat. Pierwsza wizyta hierarchów niemieckich w Polsce nastąpiła w 1973 r., rewizyta dopiero w roku 1978, krótko przed wyborem kard. Karola Wojtyły na papieża. Chodziło o to, by nie zaogniać sytuacji ani w Polsce, ani w Niemczech, gdzie – trzeba pamiętać – Kościół był podzielony – wskazywał abp Muszyński. Według emerytowanego metropolity gnieźnieńskiego, dalsze następstwa orędzia dotyczyły przede wszystkim relacji ogólnokościelnych, „takich jakie mieliśmy z innymi episkopatami europejskimi”. – Jeśli chodzi o episkopat niemiecki, zawsze był problem wojny, do którego trzeba było się ustosunkować z jednej i drugiej strony – dodał abp Muszyński. Jego zdaniem proces pojednania polsko-niemieckiego ciągle trwa, wcale się nie zakończył, choć przeżywa on - także obecnie - swoje wzniesienia i załamania. To proces przede wszystkim wewnętrzny: gotowość do przebaczenia, ale musi on obejmować coraz szersze kręgi przede wszystkim ludzi młodych. Odnosząc się do konkretnych powodów do wzajemnego przepraszania, abp Muszyński przypomniał, że mówi o tym pierwszy wspólny list biskupów polskich i niemieckich z 1995 r. („Słowo polskich i niemieckich biskupów z okazji 30. rocznicy pamiętnej wymiany listów z 1965 roku”). Wspomniano w nim o bezmiarze krzywd wyrządzonych przez nazistowskie Niemcy Polakom oraz o krzywdach wyrządzonych przez Polaków szczególnie w okresie wypędzenia.


Prof. Klaus Ziemer, b. wieloletni dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego w Warszawie, obecnie wykładowca UKSW podkreślił, że przyjęcie orędzia polskich biskupów było po stronie niemieckiej życzliwe. – Zauważono, że to jest inny głos z Polski niż głos partii komunistycznej, ale na opinii publicznej nie zrobiło to takiego wrażenia jak publikacja parę tygodni wcześniej tzw. memorandum Wschodniego Kościoła Ewangelickiego – powiedział prof. Ziemer. Dzisiejsza recepcja orędzia – zaznaczył – jest oczywiście odmienna. Reakcja biskupów niemieckich, czyli tych, którzy byli bezpośrednimi adresatami listu, była bardzo rozczarowująca dla biskupów polskich. Jego zdaniem, biskupi niemieccy nie chcieli kwestionować wewnętrznego układu między sił Kościołem katolickim, chadecją a związkami wypędzonych, które domagały się przeprosin ze strony państwa polskiego za powojenne przesiedlenia. Ponadto Polska nie była priorytetem niemieckiego episkopatu w tamtym czasie, a np. o niemieckiej winie wobec Polaków niemieccy biskupi prawie nic nie wspominali. „Wówczas panował wśród Niemców pogląd, iż wycierpieli oni po wojnie ze strony Polaków znacznie więcej, niż Polacy ze strony Niemców w czasie okupacji. Dziś taki pogląd jest niewyobrażalny, ale biskupi byli też dziećmi tamtego społeczeństwa. Nie wszyscy tak to wiedzieli, ale na pewno większość” – wskazał prof. Ziemer.


Dr Władysław Bułhak, zastępca dyrektora Biura Edukacji Publicznej IPN przedstawił na podstawie dostępnej w archiwach dokumentacji wywiadu PRL reakcje władz komunistycznych na list biskupów polskich do niemieckich. Zaznaczył, że była ona agresywna, co było efektem braku dokładnego rozeznania na temat przygotowania orędzia. – Jeżeli podstawowym obowiązkiem wywiadu jest informowanie władz, to w tym przypadku wywiad kompletnie zawiódł. W jakimś sensie został też świadomie wyprowadzony w pole przez abp. Kominka, który kontaktował się wtedy z przedstawicielem władz PRL, red. Ignacym Krasickim, suflując mu pewne informacje, które spowodowały kompletne uśpienie uwagi – wyjaśniał dr Bułhak. Jego zdaniem, bardzo agresywna reakcja władzy wynikała z tego, że władze poczuły się wystrychnięte na dudka. - Hierarchowie okazali się tu dużo zręczniejszymi politykami, także w sensie najbardziej przyziemnym, taktycznym. Niestety, „czarne owce” tekst tego listu władzom przekazały, ale stało się to już zbyt późno, by władza mogła to wykorzystać – dodał przedstawiciel IPN. Podczas spotkania z dziennikarzami w przerwie konferencji zaprezentowano także przywieziony z Niemiec oryginał listu biskupów polskich do niemieckich.


Organizatorami konferencji naukowej „Pół wieku później. List biskupów polskich do niemieckich z 18 listopada 1965 r.” były IPN, UKSW oraz Fundacja Konrada Adenauera. W 2015 r. przypada 50. rocznica przekazania listu biskupów polskich do niemieckich, który wywarł wpływ na powojenne relacje polsko-niemieckie. Z tej okazji w Polsce, ale też i w Niemczech organizowane są liczne wydarzenia przypominające ideę dialogu między dwoma sąsiadującymi episkopatami. Okolicznościowa "Eucharystia pojednania" odbyła się także w Watykanie. List, nazwany potem orędziem, biskupów polskich do ich niemieckich braci w biskupstwie, ze słynną formułą, „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”, która w istocie brzmi „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” powstał przy okazji zaproszeń do udziału w 1000-leciu Chrztu Polski, jakie polscy biskupi rozsyłali do innych episkopatów. Głównym autorem „Orędzia” był abp Bolesław Kominek, późniejszy kardynał i metropolita wrocławski. W pracach redakcyjnych nad tekstem brali udział: kard. Stefan Wyszyński, abp Karol Wojtyła i bp Kazimierz Kowalski. Wpływ na treść listu wywarł również bp Jerzy Stroba. Niemieckim biskupom list wręczono 18 listopada 1965 r. podczas Soboru Watykańskiego II. Był on pierwszą, historyczną inicjatywą zmierzającą do pojednania i ułożenia w oparciu o uznanie prawdy i wybaczenie stosunków pomiędzy Polakami i Niemcami po II wojnie światowej. Inicjatywa polskich duchownych spotkała się ze zdecydowaną krytyką władz komunistycznych. Władze nazwały list zdradą narodową i m.in. organizowały propagandowe wiece, na których potępiano polskich biskupów.


KAI
Fot. KEP 

 

Polecamy