środa, 19 lutego 2020 r.

Chodzież: św. Maksymilian jakiego nie znacie

Niedziela 1 lutego upłynęła w parafii pw. Nawiedzenia NMP w Chodzieży pod znakiem spotkania ze św. Maksymilianem Kolbe. W parafii gościli o. Remigiusz Trocki i br. Henryk, franciszkanie z Niepokalanowa, którzy przywieźli z sobą relikwie męczennika.


Większość ludzi kojarzy św. Maksymiliana przede wszystkim z ostatniego, najtrudniejszego etapu życia, kiedy to jako więzień obozu koncentracyjnego Auschwitz poszedł dobrowolnie do głodowej celi zamiast współwięźnia Franciszka Gajowniczka. Miał wówczas 47 lat. Jednak ograniczanie jego świętości wyłącznie do tych faktów – jak mówili w Chodzieży franciszkanie – jest wielkim zaniedbaniem. Całe bowiem życie Maksymiliana Marii Kolbego  nacechowane było „świętym szaleństwem”. Mawiał – jak przypomniał w homilii o. Remigiusz – że wszystkie środki są dobre, aby zbliżyć człowieka do Boga. Jego pragnienie zdobycia świata dla Maryi nie miało granic. W 1922 roku zaczął wydawać „Rycerza Niepokalanej”, które to pismo w krótkim czasie uzyskało nakład miliona egzemplarzy, o jakim dzisiejsze gazety mogą jedynie pomarzyć. W 1927 roku założył klasztor Niepokalanów pod Warszawą. Trzy lata później wyjechał do Japonii, gdzie również – mimo nieznajomości języka – wydawał Rycerza i gdzie założył kolejny klasztor, który nazwał Ogrodem Niepokalanej. To tam spotkał się z tzw. małą radiofonią, czyli stacjami nadawczymi małej mocy zainstalowanymi w wielu punktach kraju, które postanowił założyć także w Polsce.


Św. Maksymilian – jak podkreślił o. Remigiusz – był otwarty na nowe zdobycze techniki i nowatorskie środki przekazu. W 1936 roku pojechał na pierwszy pokaz telewizji do Berlina, by w przyszłości również i tego wynalazku użyć dla szerzenia chwały Bożej. W Niepokalanowie w 1938 roku działała już radiostacja. Powstał też „Mały Dziennik” – katolickie pismo codzienne na całą Polskę drukowane przez braci. Aby ułatwić kolportaż, Maksymilian wysłał kilku zakonników na kurs pilotażu, a w Niepokalanowie zaczął budować lotnisko. Cały ten „rozpęd dla Boga” zatrzymał wybuch wojny. Ojciec Maksymilian przyjął nowe warunki z heroicznym poddaniem się woli Bożej. Otworzył bramy klasztoru dla uciekinierów, rannych, chorych, głodnych, chrześcijan i Żydów.  Niemcy zdawali sobie sprawę z ogromu siły duchowej płynącej z Niepokalanowa. Już we wrześniu wywieźli o. Kolbe wraz z braćmi do obozów w Niemczech. Uwolniony w uroczystość Niepokalanego Poczęcia powrócił do Niepokalanowa. 17 lutego 1941 roku został aresztowany przez gestapo i przewieziony na Pawiak, a 28 maja do Auschwitz. W obozie zachował wiarę i wewnętrzny pokój, umacniając współwięźniów swoją postawą. Pod koniec lipca 1941 roku z obozu uciekł jeden z więźniów. W odwet za tę ucieczkę hitlerowcy wybrali dziesięciu ludzi na śmierć głodową. Jednym z wybranych na śmierć był Franciszek Gajowniczek, który rozpaczał, że zostawi żonę i dzieci. Wtedy z szeregu wyszedł o. Maksymilian i zgłosił się na śmierć za niego. Maksymilian Kolbe zmarł 14 sierpnia 1941 roku dobity zastrzykiem fenolu. Jego ciało zostało spalone w krematorium następnego dnia. Papież Jan Paweł II kanonizował go 10 października 1982 roku. Ogłosił go również Męczennikiem z miłości.

Polecamy