piątek, 28 lutego 2020 r.

Zabici za Krzyż

Ubrali ich w pomarańczowe kombinezony. Zabrali na plażę. Wzięli noże i odcięli głowy bezbronnym, pojmanym mężczyznom. Sfilmowali i straszny film wrzucili do Internetu. Zabici to chrześcijanie. 21 Koptów z Egiptu. Zginęli za Wiarę, której się nie wyrzekli. Mordercy to muzułmanie z Państwa Islamskiego. W najbliższą niedzielę u kapucynów w Mogilnie modlitwa za prześladowanych i prześladowców.

 

 

 

O losie Koptów mówi w rozmowie ze Sławomirem Dynkiem Ashraf Benyamin, katolicki Kopt, który wiele lat temu wyemigrował do Polski z Egiptu. Publikujemy wywiad jaki ukazał się na łamach portalu Stacja7

 

 

Czy widział Pan ten film?

Tak.


Oglądał Pan cały film?!

Cały, cały! W wersji oryginalnej.


Dał Pan radę?

Ja jestem Koptem! Niech Pan o tym nie zapomni... I jestem przyzwyczajony... Napadają na nas z nożami, rzucają kamieniami.


Widziałem na wielu ich filmach, jak islamiści zabijają nożem. W Europie mówi się o tym eufemistycznie "ścięcie głowy", ale to nie jest szybkie ścięcie głowy. Człowiek czuje, myśli, żyje... To jest potężna tortura przed śmiercią tych ludzi.

Tak. To jest rytualne zabijanie.


Chodzi o to, że Europejczycy mają w wyobraźni szybką egzekucję, np. mieczem, toporem czy gilotyną.  Ale w  tym przypadku, to jest śmierć w męczarniach. Oderżnięcie głowy nożem nie jest błyskawiczne...

Kto powiedział, że to ma być błyskawiczne? To nie ma nic wspólnego z humanitaryzmem.


Mordowani mają cierpieć? Takie jest założenie?

Dla mnie to nie jest takim zaskoczeniem, jak dla Pana. Cała nasza koptyjska historia pokazuje, że tak ma być. To jest islam, to jest rytualne zabijanie niewiernych. Jeśli przyjdą do Polski - też tak będą robić.


Widziałem wiele filmów z egzekucji. Islamiści są niezwykle okrutni. Nie potrafię zrozumieć i pewnie większość Europejczyków nie potrafi, dlaczego niewinni ludzie zabijani są w tak bestialski sposób.

Co ja mogę powiedzieć... Pytanie, które Pan zadaje to jest nasze życie. My nie zadajemy tych pytań.  Pytamy tylko "W imię czego?" W imię Tego, który umarł za nas, w którego wierzymy i który daje nam łaskę wytrzymania całej sytuacji. Ostatnie słowa, które można usłyszeć od zamordowanych Koptów to wołanie: "Jezusie! Panie". I to tłumaczy, dlaczego umierali tak spokojnie.


W ostatnich chwilach odwołali się do Jezusa?

Tak. Słychać to w oryginalnym filmie. Gdy zostali rzuceni na ziemię, słychać było jęk, ale ktoś krzyknął "Jezusie! Panie!". Zostali tak okrutnie zabici, bo nie chcieli przejść na islam. Teraz zaczynają dziać się różne ważne rzeczy. Przede wszystkim nie wierzymy, że ta śmierć idzie na marne. To jest silne przesłanie dla każdego z nas. To jest także przesłanie dla ludzi, którzy łatwo zmieniają wiarę, którzy zastanawiają się, dlaczego ci Koptowie nie przeszli na islam i nie uratowali życia. Na pewno jest w tym coś ważnego. Ostatnie słowa... "Jezusie, Panie"... Na filmie pokazującym egzekucję widać, że jeden z Koptów się modli. Modlitwę można wyczytać z jego ust. Modli się w ostatnich chwilach i wszyscy na niego patrzą. Potem ich oczy skierowane są ku górze. I ten spokój - po ludzku zupełnie niemożliwy w tak dramatycznej sytuacji. Nie było ucieczki, nie było  błagania o litość. Oni poszli na śmierć z podniesioną głową. I dokonało się.


Wiem, że to pytanie może się wydać trywialne - jest pan chrześcijaninem, Koptem. Pana współbracia giną straszą śmiercią. Co się dzieje w Pańskim sercu? Czy czuje Pan żal, gniew, nienawiść, chęć zemsty?

Pierwsza rzecz, która przyszła mi do głowy to wyobrażenie bólu, który czują ich rodziny. Proszę wybaczyć, że będę to powtarzał, ale Pan patrzy na to z perspektywy innego świata. A nasze spojrzenie jest inne. Pan być może myśli o śmierci w starości, w wieku na przykład 90 lat. A my od dzieciństwa wiemy, że możemy umrzeć w taki tragiczny sposób.


Dlaczego jesteście tak znienawidzeni?

Już Jezus powiedział, że będziemy prześladowani. Muzułmanie zabijają nas i myślą, że robią coś dobrego dla Boga. Ten, który uważa się za Kopta musi to zagrożenie wkalkulować w swoje życie. Kościół nikogo nie przywiązuje do siebie łańcuchami. Chcesz odejść? Proszę bardzo. Ale my trwamy i wierzymy, że potem, po śmierci otrzymamy wielką nagrodę.


Jako katolik, Europejczyk, który żyje w czasach względnego spokoju, bez ciągłego zagrożenia życia - zadaję sobie pytanie - co macie w sercach, że to wszystko znosicie? Tu potrzeba wielkiej wiary.

To prawda. Nasz kalendarz koptyjski oparty jest na męczennikach. Nazywa się nawet kalendarzem męczenników. Codziennie wspominamy tych, którzy zginęli danego dnia, słyszymy o nich na mszach , czytamy ich życiorysy i pamiętamy ich. Tego dnia, kiedy zostali zamordowani nasi bracia, w Kościele wspominaliśmy św. Pawła, któremu ścięto głowę w taki sam sposób. To był niesamowity znak od Boga. I jeszcze jedna ważna rzecz - pytał Pan, co czuję... Nie czuję nienawiści. Brat jednego z męczenników powiedział, że jest dumny z jego śmierci. A najważniejsze pytanie jest takie: jeśli ten, który zabił, który trzymał nóż - nagle poznał Jezusa, to przyjmujemy go czy nie? Kiedyś Kościół przyjął Pawła Apostoła, więc przyjmiemy i tego nawróconego. W sercu oczywiście jest ból, ale nie ma nienawiści. Ja tak zostałem wychowany - jestem "wizytówką" Pana Jezusa. Nie mogę inaczej. Kiedyś spalono nam w Egipcie 64 kościoły. Nie reagowaliśmy. Uznaliśmy, że to jest ofiara, ofiara za ludzi Egiptu. Co się potem stało? 2 miliony ludzi - muzułmanów - zmieniły wiarę. Milion konwertowało z islamu na chrześcijaństwo, a milion zostało ateistami.


Modli się Pan o miłosierdzie Boże dla islamistów, którzy zamordowali Pana współbraci?

Potrafię się modlić, ale jeszcze tego nie robiłem. Na razie modliłem się o miłosierdzie dla siebie, bo sam nie wiem, co bym zrobił, jak bym zareagował, gdybym był w sytuacji zagrożenia życia. Chociaż wielokrotnie byłem w sytuacjach, które w rozumieniu europejskim można uznać za zagrożenie i potrafiłem modlić się za tych, którzy mnie krzywdzili. Dzisiaj modlę się za dusze tych, którzy odeszli. Jeśli Pan, Panie redaktorze chce, żebym się pomodlił za morderców, to mogę to zrobić, nie znajduję w sobie nienawiści.


Rozmawiał Sławomir Dynek (Stacja7)
Fot. kadr z filmu


 

Polecamy