środa, 21 sierpnia 2019 r.

Miłość przekracza granice śmierci

Abp Wojciech Polak przewodniczył 7 stycznia uroczystościom pogrzebowym swojego ojca śp. Stanisława Polaka. Zmarłego żegnali najbliżsi, przyjaciele, wierni z rodzinnej parafii, biskupi i kilkuset kapłanów.


Ksiądz Prymas przewodnicząc liturgii, nawiązał w słowie wstępnym do niedawnego Bożego Narodzenia. Podkreślił, że przyjściu Chrystusa na świat towarzyszyła nie tylko radość, ale i ludzkie łzy, strach i ból. Dodał, że podobnie jest i dziś, a my „smutek i ból po śmierci naszego ojca Stanisława przynosimy do Jezusa, ufając, że wszyscy, którzy umierają wraz z Nim, zmartwychwstaną do życia”.


W homilii bp Krzysztof Wętkowski powiedział, że „jak długo jesteśmy pielgrzymami na ziemi, tak długo nie możemy oglądać Boga twarzą w twarz. Dopiero po śmierci następuje takie właśnie spotkanie, które dziś stało się udziałem śp. Stanisława Polaka”. Dodał, że możemy dziękować Bogu za „długie, dobre i spełnione, niemal 89-letnie życie ojca Księdza Prymasa”. Wyjaśnił, że „siły do swej ziemskiej pielgrzymki śp. Stanisław czerpał z wiary i modlitwy. Codziennie modlił się za pomocą brewiarza, a modlitwa przenikała całe jego życie”. Przypomniał, że Stanisław Polak urodził się w 1930 r. w pobliskiej Suchatówce, jako najmłodszy syn w wielodzietnej rodzinie, a całe jego życie związane było z tym miejscem. Podczas wojny musiał ciężko przymusowo pracować w gospodarstwie rolnym należącym do Niemców. Po wojnie skończył liceum ogólnokształcące w Toruniu, to samo zresztą, które później ukończył jego syn Wojciech, dzisiejszy metropolita gnieźnieński. Poślubił Marię, z którą dane mu było spędzić 55 lat w małżeństwie. Mieli czworo dzieci, którym starali się zapewnić dobrą edukację. "Atmosferę ich domu rodzinnego – podkreślił kaznodzieja - charakteryzowała silna religijność, prostota i otwartość na każdego potrzebującego, co umożliwiło zrodzenie się na tym gruncie dwóch powołań kapłańskich, synów Wojciecha i Mieczysława".


Bp Wętkowski dodał, że choć śp. Stanisław kochał ziemię, to posiadał jedynie małe przyzagrodowe gospodarstwo, a całe swe zawodowe życie poświęcił na pracę w pobliskiej cukrowni. Jednocześnie angażował się w życie lokalnej społeczności, przede wszystkim parafii. Był członkiem rady parafialnej przy parafii pw. św. Mikołaja w Gniewkowie oraz budowniczym kaplicy filialnej w należącej do tej samej parafii rodzinnej Suchatówce. Zawsze też był chętny do pomocy ludziom. Biskup przypomniał, że kiedy po nominacji jego syna Wojciecha na metropolitę gnieźnieńskiego zapytano go, co ten fakt zmieni w jego życiu, pan Stanisława odpowiedział, że „pewnie syn będzie odwiedzać go rzadziej, ale za to on będzie nieustannie się modlić za niego, aby Bóg pomagał mu w tej niełatwej służbie”. „Panie Stanisławie, dobre czyny idą za Tobą, żyj w pokoju!” – zakończył bp Wętkowski.


Po Eucharystii kondukt złożony z kilkuset samochodów przejechał na położony kilka kilometrów dalej miejscowy cmentarz. W uroczystościach wzięli udział liczni biskupi m.in. prymas-senior abp Henryk Muszyński, bp Artur Miziński, sekretarz generalny KEP, bp Wiesław Lechowicz, delegat Episkopatu ds. duszpasterstwa Polonii, bp Damian Bryl z Poznania, bp Józef Szamocki z Torunia, bp senior Bogdan Wojtuś oraz przedstawiciele Kancelarii Prezydenta RP, wojewoda i marszałek województwa kujawsko-pomorskiego, przedstawiciele władz samorządowych, kilkuset duchownych z archidiecezji gnieźnieńskiej i z całej Polski, przedstawiciele Sekretariatu Konferencji Episkopatu Polski, delegacje i rektorzy seminariów z Gniezna i Poznania. Specjalne słowo nadesłał nuncjusz apostolski w Polsce abp Salvatore Pennacchio. Kondolencje w imieniu Konferencji Episkopatu Polski przesłał także przewodniczący KEP abp Stanisław Gądecki. Jak napisał, każda śmierć, zwłaszcza osoby tak bliskiej, pozostawia pustkę i smutek, bo przerywa ona w gwałtowny sposób doczesną historię miłości, wspólnych spraw i planów. Miłość, której – wraz z wiarą – pierwszym nauczycielem Księdza Arcybiskupa Prymasa był właśnie tato, przekracza jednak doczesność i przekracza granice śmierci, trwając wiecznie.

za M. Przeciszewski KAI

Polecamy