poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

bł. Bogumił

Stryjeczny prawnuk św. Wojciecha? Cysters? Arcybiskup i eremita? Fakty i daty pomieszał czas, ale pamięć o jego świętości przetrwała. I tak powinno być. 


Duży jest kłopot z bł. Bogumiłem, bo nie dość, że wiarygodnych informacji na jego temat brakuje, to jeszcze bywa mylony lub utożsamiany z dwoma innymi arcybiskupami, którzy urząd metropolity gnieźnieńskiego piastowali i to w niezbyt odległym czasie. Uściślijmy więc. Chodzi o późniejszego pustelnika i błogosławionego, który na tablicy upamiętniającej arcybiskupów gnieźnieńskich u wejścia do podziemi katedry gnieźnieńskiej, widnieje na pozycji trzynastej, jako Beatus Bogumilus,1167-1170, sep. Dobrów. Według tej datacji mija właśnie 850 lat odkąd objął pierwszą i najstarszą metropolię na ziemiach polskich.


Poraj czy Leszczyc?


W spisanym w XVII wieku na potrzeby procesu kanonizacyjnego „Żywocie św. Bogumiła”  ks. Stefan Damalewicz utrzymuje, że pochodził on z rodu Porajów, a więc był krewnym św. Wojciecha, Poraj był bowiem starszym bratem biskupa-męczennika, mającym się osiedlić na terenach ówczesnej Polski. Według tej koncepcji Bogumił był stryjecznym prawnukiem św. Wojciecha. Urodził się ok. 1116 roku jako syn Mikołaja, kasztelana gnieźnieńskiego i Katarzyny z Jaksów herbu Gryf, siostry arcybiskupa gnieźnieńskiego Janika. Edukację rozpoczął w przykatedralnej szkole, kontynuując ją później w Paryżu. Po powrocie przyjął święcenia kapłańskie i stopniowo awansował, najpierw na kanclerza, potem dziekana kapituły i wreszcie na następcę swojego wuja abp. Janika. Jako biskup odznaczał się wielką pokorą, gorliwością i hojnością. Jak czytamy „dźwigał podupadłych ludzi, ratował ubogich jako też wielu kleryków swoim kosztem utrzymywał, do nauk przysposabiał i w dobrych obyczajach zaprawiał”. Taki też biogram bł. Bogumiła zatwierdziła i do lekcji brewiarzowych wpisała Kongregacja Świętych Obrzędów, która w 1925 roku uznała go za błogosławionego.


Ale są i inne hipotezy łączące Bogumiła z rodem Leszczyców i utożsamiające go z nieco późniejszym arcybiskupem gnieźnieńskim o imieniu Piotr. Zamieszanie z imionami wzięło się stąd, że według powyższej hipotezy – powstałej zresztą po II wojnie światowej – Bogumił, podobnie jak jego brat Bogufał, miał wstąpić do zakonu cystersów i tam przyjąć imię Piotr. I zamieszanie to było na tyle duże, że na rzecz tej właśnie hipotezy skorygowano wcześniej cytowaną lekcję brewiarzową z 1925 roku. Jest jeszcze jedna hipoteza (nie ostatnia) zbieżna częściowo z żywotem ks. Damalewicza, która powstała w oparciu o akta procesu kanonizacyjnego. Nieżyjący już historyk prof. Gerard Labuda właśnie na nią wskazywał, jako na najpełniejszą. Według tej koncepcji brat Bogumiła, Bogufał był mnichem klasztoru w Łeknie, sam zaś błogosławiony był z tym miejscem niezwykle związany. Jak czytamy: „po objęciu arcybiskupstwa gnieźnieńskiego zachował kontemplacyjny styl życia, oparty na nocnych czuwaniach i postach, a ze swego skupienia czerpał materiał do głoszenia Słowa Bożego. Okazał się prawdziwym ojcem ubogich, obrońcą wdów oraz opiekunem sierot. Jednak widząc bezowocność swych trzyletnich starań o przywrócenie karności kościelnej, która mimo wizytacji zaczęła upadać (…) a także rabunek dóbr kościelnych przez stan rycerski, postanowił zrezygnować z rządów diecezją. (...) Wzorem swego krewnego świętego Wojciecha oraz za zezwoleniem papieża usunął się po trzech latach do pustelni, leżącej w okolicach Dobrowa, by tam spędzić życie w samotności i kontemplacji”. I ten fakt uznają zgodnie wszystkie hipotezy, choć różne podają daty i okoliczności ustąpienia.


Jak drugi Jan Chrzciciel


Dlaczego Bogumił zrezygnował? Tu znów nie ma zgody. Mogły go do tego zmusić warunki polityczne, a może nie chciał dać zgody i legitymizować okrutnych rządów Mieszka Starego? W Litanii Pielgrzymstwa Narodu Polskiego przy jego imieniu widnieje wezwanie: „pokutujący za błądzących wyznawców Chrystusa”. Dla niektórych oznacza to, że usunął się do pustelni, by pokutować za tych, co go słuchać nie chcieli. A może – jak czytamy w „Żywotach Świętych Pańskich na wszystkie dni roku” z 1937 roku „umiłowanie z lat dawnych samotności obrzydziło mu pobyt w mieście, dość, że po trzech latach pasterskiego urzędu wyzuł się z niego i ustąpił na pustynię niedaleko Dobrowa. Jest tam wyspa dębiną zarosła, z trzech stron Wartą, a z czwartej Nerem oblana; tam przez lat dwanaście Bogumił prowadził żywot dziwnie ostry, na ustawicznej bogomyślności, trudząc ciało swoje postami, niespaniem i rozmaitym umartwieniem (…) jak drugi Jan Chrzciciel, nauczał lud, tęskniący do swego dawnego pasterza, a przychodzący do niego w dni świąteczne (…) A gdy czas przyszedł przeniesienia jego na lepszy żywot, przybyła do niego z nieba Najświętsza Bogarodzica Panna, trzymając na ręku Dziecinę Pana Jezusa, otoczonego chórem aniołów. Był przy nich św. Wojciech i Pięciu Braci Pustelników, których obecnością pocieszony Bogumił, wzdychając do ich towarzystwa i ojczyzny niebieskiej, tak do obecnego Zbawiciela mówił: Panie Jezu, Synu Boży i Maryi Panny, racz proszę łaskawie przyjąć duszę moją, co wyrzekłszy, oddał ją wesoło w ręce Jego”.

Bogumił zmarł najprawdopodobniej w 1182 roku w opinii świętości. I choć w Wielkopolsce pamięć o nim i kult nigdy nie ustały, oficjalne starania o beatyfikację rozpoczęły się dopiero w połowie XVII wieku za sprawą prymasa Macieja Łubieńskiego. Zostały one jednak wstrzymane, gdyż specjalna księga ze spisywanymi cudami i interwencjami błogosławionego spłonęła. Dopiero w dwudziestoleciu międzywojennym starania podjęto na nowo. W 1925 Stolica Apostolska udzieliła urzędowo potwierdzenia, że arcybiskupa Bogumiła należy uznawać i czcić jako błogosławionego w całym Kościele.  Za pontyfikatu papieża Pawła VI został on wraz z bł. Jolentą ogłoszony patronem archidiecezji gnieźnieńskiej. 


Bernadeta Kruszyk "Przewodnik Katolicki"

Polecamy