niedziela, 26 lutego 2017 r.

Henryk Firlej

Przez całe życie towarzyszyło mu przeczucie bliskiej śmierci. Ponoć będąc jeszcze w pełni sił kazał zbić dla siebie trumnę, którą często oglądał i wszędzie z sobą woził. Później, już jako prymas, wjeżdżając do Łowicza wyrzekł prorocze słowa, iż zamek ten stanie się dla niego miejscem oczekiwania na śmierć. Miał rację. Zmarł niespodziewanie nie odbywszy nawet ingresu do katedry gnieźnieńskiej.

 

Nikt się tego nie spodziewał, a najmniej kapituła metropolitalna, która przeszło rok czekała na uroczysty wjazd nowego prymasa do Gniezna. Za pierwszym razem ingres odłożono ze względu na chorobę Firleja i szalejącą w Wielkopolsce zarazę. Za drugim razem na przeszkodzie stanęła nagła słabość prymasa i jego niespodziewana śmierć. Zamiast radości były szczere łzy i żal, Henryk Firlej był bowiem nie tylko szanowany, ale i kochany za swoją mądrość, pobożność, łagodność i dobroć.

 

 

Już w dzieciństwie wróżono mu świetną przyszłość. Jego ojcem chrzestnym był król Henryk Walezy, który co prawda skompromitował się później potajemną ucieczką z Polski, niemniej nosił koronę i był potomkiem jednego z najpotężniejszych rodów w Europie. Henryk miał także protektora w osobie papieża Klemensa VIII, który jeszcze jako nuncjusz apostolski w Polsce zaznajomił się z jego rodziną. To właśnie jemu zawdzięczał liczne godności, które otrzymał podczas swojego pobytu w Rzymie. Dzięki jego protekcji otrzymał także, po powrocie do Polski, miejsce w królewskiej kancelarii, gdzie szybko awansował. Powodzenie nie przewróciło jednak Henrykowi w głowie. Gorliwy i pracowity nie uchylał się od licznych obowiązków, pozostając nadal człowiekiem skromnym i niezwykle uprzejmym. W 1616 roku król Zygmunt III Waza nominował go na biskupstwo łuckie. Rok później papież na prośbę monarchy zatwierdził jego translację na biskupstwo płockie. Rządził tam wzorowo przez sześć lat przyświecając – jak pisze Korytkowski – duchowieństwu i wiernym cnót wszelkich przykładem. Sprowadził też do Pułtuska bonifratrów, dla których ufundował szpital i kaplicę. W 1624 roku otrzymał niespodziewanie królewską nominację na arcybiskupstwo gnieźnieńskie. Decyzja monarchy zaskoczyła go tym bardziej, że nigdy o tak wysoką godność nie zabiegał. Przyjął ją jednak z wdzięcznością upatrując w woli króla zamysłu Pana Boga. Na początku 1625 roku Firlej odbył uroczysty wjazd do Łowicza. Później planował urządzić nie mniej okazały ingres do katedry gnieźnieńskiej, ten jednak nigdy nie doszedł do skutku z powodów, o których już wspomniano.

 

Mało kto wie, że ojciec Henryka Firleja był protestantem. Zmarł jednak wcześnie, a wychowaniem syna zajęła się matka, gorliwa katoliczka, która zaszczepiła mu umiłowanie modlitwy i religijną gorliwość. W opinii współczesnych i późniejszych historyków prymas Firlej wszędzie, gdzie się pojawił, zyskiwał szacunek, zaufanie i miłość wiernych. Stanisław Bużeński, kanonik gnieźnieński i krakowski pisał o nim, iż: „posiadał gruntowną naukę, rozum doświadczeniem zbogacony, prawość charakteru tak wielką, że zdawał się pochodzić ze szkoły św. Pawła; zarazem tak był łagodny i umiarkowany w postępowaniu, że go nikt nie widział nigdy gniewem uniesionego. Dla nabycia w cnotach większego postępu i niezbaczania z prawej drogi, często się zajmował czytaniem i rozważaniem najnowszych dzieł duchowych.” Nic dziwnego, że żal po jego śmierci był ogromny. Zmarł w 52 roku życia. Zgodnie z życzeniem został pochowany w kolegiacie łowickiej, gdzie jeszcze za życia przygotował dla siebie grób i postawił nagrobek.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografie pochodzą z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy