sobota, 25 lutego 2017 r.

Jan Wydżga

Był utalentowanym kaznodzieją. Mówił ponoć z wielkim żarem i niezwykle przekonywująco. Nic dziwnego, że król Władysław IV Waza zlecił mu głoszenie kazań dla zadziornej szlachty, która na sejmowe obrady zjeżdżała.

 

Wydżga miał podobno dźwięczny i miły dla ucha głos, który odpowiednio modulował. Największe uznanie słuchaczy budziła jednak staranna forma jego kazań oraz logiczna i nie napastliwa argumentacja, którą przytaczał. Wspomniany już Władysław IV doceniając jego talent oratorski prócz powierzenia mu niełatwego zadania nauczania herbowego audytorium, uczynił go także swoim nadwornym kaznodzieją. To z kolei utorowało mu drogę do najwyższych urzędów i godności w Rzeczypospolitej.

 

Władysław IV lubił otaczać się wykształconymi i utalentowanymi ludźmi. Był wielkim amatorem i mecenasem sztuki, za co wielokrotnie go wyśmiewano i krytykowano. Niemniej to właśnie jemu warszawski Plac Zamkowy zawdzięcza sławną kolumnę wzniesioną na cześć jego ojca Zygmunta III Wazy, a Rzeczypospolita pierwszy w jej dziejach spektakl operowy. Władysław IV nie mógł więc nie dostrzec krasomówczych zdolności młodego Jana Wydżgi, który po powrocie ze studiów teologicznych w Rzymie zainstalował się na jego dworze. Początkowo był jednym z wielu królewskich sekretarzy. Później monarcha awansował go na wspomnianego już nadwornego kaznodzieję. Wydżga zdobył również zaufanie królowej Ludwiki Marii, której był kanclerzem i bliskim współpracownikiem. Po abdykacji Jana Kazimierza roztropnie poparł wybór księcia Michała Korybuta Wiśniowieckiego, po ciuchu jednak opowiadał się za osadzeniem na tronie polskim Francuza. Wydżga miał już wówczas za sobą trzyletnie rządy w biskupstwie łuckim i dziesięcioletnie w biskupstwie warmińskim. Jak się okazało w tym ostatnim miał spędzić kolejnych dziesięć lat.

 

Swoje wyniesienie Wydżga zawdzięczał królowi Janowi Kazimierzowi, który darzył go ogromną sympatią. Wybór okazał się trafny, zwłaszcza dla diecezji warmińskiej, gdzie biskup wiele zdziałał. Przede wszystkim podjął starania o wskrzeszenie seminarium duchownego w Braniewie, które razem z Fromborkiem odzyskał z rąk elektora brandenburskiego. Poza tym wzniósł klasztor Bernardynów w Stoczku oraz dobudował do murów starego zamczyska w Lidzbarku (ówczesnej siedziby biskupów warmińskich) nowy barokowy pałac. Jako kapłan Wydżga był wzorem dla innych. Prowadził życie nieskazitelne i w pełni oddane Bogu i Kościołowi. Po dwudziestu latach aktywnej pracy na Warmii spotkał go niemały zaszczyt. Król Jan III Sobieski – kolejny, który darzył go wielką sympatią – ofiarował mu prymasostwo. Wydżga czekał na zatwierdzenie translacji aż dwa lata. W końcu w 1969 papież Innocenty XI przysłał zgodę i nowy arcybiskup mógł objąć rządy w archidiecezji gnieźnieńskiej. O ile jednak na Warmii wsławił się pracowitością i aktywnością o tyle na nowym, wyższym urzędzie popadł w marazm i apatię.

 

Nowy prymas zamieszkał najpierw w Skierniewicach, a później w Łowiczu. Oszczędna korespondencja, jaką prowadził z kapitułą świadczy o tym, iż w niewielkim stopniu interesował się sprawami powierzonej mu archidiecezji. Tuż po objęciu rządów sporządził testament, w których hojnie obdarzył legatami katedrę gnieźnieńską i kolegiatę łowicką, a także kapituły: gnieźnieńską, łowicką, uniejowską, łęczycką i kaliską. Zarządził także, by jego obszerną bibliotekę podzielić między warszawskich jezuitów, bernardynów i podwarszawskich kamedułów. Zmarł pięć lat później, w 1685 roku, a jego ciało sprowadzono do Gniezna i pochowano w katedrze, w krypcie pod kaplicą zwaną Bogoria. Prymas Wydżga mimo, że jako arcybiskup gnieźnieński nie wykazał się aktywnością, pozostawił po sobie dobre imię jako duchowny i polityk.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

Polecamy