środa, 24 maja 2017 r.

Kazimierz Florian Czartoryski

Słynął z przykładnego życia, pacyfistycznego nastawienia i kuriozalnych wręcz pomysłów. W 1669 roku w czasie elekcji po abdykacji Jana Kazimierza zaproponował, by nowego króla wybrać w drodze… losowania.

 

Koncept Czartoryskiego, wówczas jeszcze biskupa włocławskiego, był zadziwiająco prosty. Nazwisko przyszłego monarchy miało wyciągnąć z kielicha trzyletnie dziecko. Pomysł oczywiście nie zyskał akceptacji, a króla wybrano tradycyjnie w drodze głosowania. Niemniej wynik zadowolił przyszłego arcybiskupa gnieźnieńskiego. Michał Korybut Wiśniowiecki był jedynym Polakiem wśród „kandydatów” i miał poparcie szlachty. Wbrew negatywnemu stosunkowi ówczesnego prymasa Prażmowskiego Czartoryski stanął po jego stronie i uczestniczył w obrzędzie koronacyjnym w Krakowie. Poparcie to mogło budzić zdziwienie, Czartoryski bowiem wywodził się z magnackiego rodu, a te były nowemu królowi raczej mało przychylne.

 


Kazimierza Florian był najstarszym synem Mikołaja Jerzego Czartoryskiego herbu Pogoń Litewska i Izabeli z Korneckich. Jak wielu jemu współczesnych edukację rozpoczął w domu rodzinnym. Później został wysłany do kolegium jezuickiego w Łucku, a potem na wyższe studia także do jezuitów do Rzymu. Sympatia do Towarzystwa Jezusowego przetrwała lata. Czartoryski do końca darzył to zgromadzenie szczególną łaskawością, dając temu niejednokrotnie wyraz. Jako biskup poznański chętnie gościł w ich domu i udzielał święceń alumnom. Czartoryski objął diecezję poznańską z nominacji króla Jana Kazimierza w 1651 roku. Jego rządy trwały zaledwie cztery lata, monarcha zdecydował bowiem o przeniesieniu go na biskupstwo włocławskie. Papież Aleksander VII zatwierdził translację w pamiętnym 1655 roku, kiedy to zaczął się tzw. Potop szwedzki. Czartoryski schronił się najpierw w swojej rezydencji w Wolborzu, a później po wielu perturbacjach wyjechał na Śląsk dzieląc wygnanie z rodziną królewską. Po powrocie do kraju udał się do Częstochowy, gdzie odprawiał nabożeństwa. Po podpisaniu pokoju w Oliwie w 1660 roku wrócił do diecezji włocławskiej i energicznie zabrał się do pracy. Priorytetem było odbudowanie administracji, przywrócenie do życia seminarium oraz doprowadzenie do ładu zrujnowanych dóbr biskupich.

 


Czartoryski prowadził przykładne życie i gorliwie spełniał powierzone mu obowiązki pasterskie. Dużo wymagał od siebie i od innych. Z wielkim upodobaniem czytywał św. Augustyna i by ułatwić sobie znalezienie właściwego cytatu sporządził alfabetyczny zbiór myśli i zdań wielkiego doktora Kościoła. Również jako dyplomata i mąż stanu Czartoryski wywiązywał się ze swoich obowiązków bardzo dobrze. Zasłużył się zwłaszcza jako pacyfikator i mediator w sporach między skłóconymi ugrupowaniami polskimi. Sprzeciwiał się abdykacji Jana Kazimierza i usilnie, acz bezskutecznie próbował odwieść go od tej decyzji. Obawiał się, że po odejściu ostatniego z Wazów skończy się świetność Rzeczypospolitej. Mimo to wybór Korybuta Wiśniowieckiego – jak już wyżej powiedziano – przyjął pozytywnie. Kilka lat później, po śmierci prymasa Prażmowskiego, król nominował go nowym arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim. Decyzja nikogo nie zdziwiła. Nowy prymas cieszył się bardzo dobrą opinią. Niestety urzędu nie sprawował długo. Kilka miesięcy po objęciu arcybiskupstwa, w maju 1674 roku zmarł mając zaledwie 54 lata. Zgodnie z ostatnią wolą został pochowany w kościele jezuitów w Warszawie.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy