piątek, 23 czerwca 2017 r.

Krzysztof Szembek

Nazywano go „sancta anima” co znaczy dosłownie święta dusza. Nie gromadził pieniędzy, nie dbał o stroje i wszystko, co miał, rozdał biednym. Gdy zabrakło grosiwa, ofiarował im nawet srebra stołowe. Sam zaś jadał na zwykłej zastawie rozstawionej na okiennicy, która niekiedy służyła mu za stół.

 

Krzysztof Szembek urodził się w szlacheckiej rodzinie, która wydała wielu zasłużonych ludzi. Jego ojciec był kasztelanem krakowskim, jeden ze stryjecznych braci piastował urząd kanclerza koronnego, drugi zaś był najpierw biskupem kujawskim, a później prymasem Polski. To właśnie ten ostatni, Stanisław Szembek utorował swojemu o 17 lat młodszemu kuzynowi drogę do kariery kościelnej. Nie bez znaczenia były tu także polityczne sympatie Krzysztofa, który podobnie jak cała rodzina należał do partii dworskiej. Nigdy jednak aktywnie na polu politycznym nie działał. Wolał pracę duszpasterską i to do tego stopnia, że u progu swojej kariery wziął dobrowolnie probostwo w rodzinnym Szczepanowie, gdzie w krótkim czasie założył szpital dla starców oraz zorganizował szkołę, w której sam uczył.

 

Duszpasterską gorliwością odznaczał się także później, już jako biskup inflancki. Król mianował go na ten urząd w 1710 roku. Diecezja obejmowała całe Inflanty, Estonię oraz sąsiednie tereny i nie miała ściśle określonych granic. Brakowało także oficjalnej siedziby biskupa. Krzysztofa Szmbeka to jednak nie zraziło. W krótkim czasie wybudował rezydencję w miejscowości Lehen i zajął się pracą duszpasterską. Udało mu się m.in. uzyskać zgodę cara Piotra I na osadzenie w nowo założonym Petersburgu duchownego katolickiego. Dobrze zapowiadającą się działalność przerwała misja dyplomatyczna zlecona Szmbekowi przez króla. Musiał wyjechać do Wiednia, a gdy wrócił monarcha miał już wobec niego inne plany. Nominował go na biskupstwo poznańskie, co papież Klemens XI swoją powagą zatwierdził. W Poznaniu Szembek zdążył rozpocząć przygotowania do synodu diecezjalnego, a już August II Mocny mianował go biskupem włocławskim. Translacja została zatwierdzona w 1720 roku. Szembek spędził we Włocławku blisko 20 lat. Własnym sumptem wystawił kościół w Wieńcu, wspierał działalność charytatywną i był hojny dla ubogich. Wydał też specjalny list pasterski, w którym potępił barbarzyńskie procesy o czary, co wówczas było krokiem niezwykle światłym i odważnym.

 

Po śmierci swojego stryjecznego brata prymasa Stanisława Szembeka ofiarował królowi swoją pomoc jako „wiceprymas”. Miał do tego prawo, zwyczajowo bowiem biskupi włocławscy zastępowali prymasa podczas ceremonii koronacyjnych, dotąd jednak żaden z nich nie nazwał siebie „wiceprymasem”. Król przyznał mu tę władzę, jednak na osieroconą stolicę gnieźnieńską nominował Teodora Potockiego. Dopiero po jego śmierci Szembek otrzymał godność prymasa i to tylko dlatego, że inny kandydat zrezygnował z translacji. W chwili objęcia urzędu liczył sobie przeszło 70 lat. I znów nie miał gdzie mieszkać, zamek arcybiskupi w Gnieźnie nie nadawał się bowiem do użytku z powodu zniszczeń. Nowy prymas zatrzymał się więc u jednego z kanoników. Podczas swojego powtórnego pobytu w Gnieźnie w 1742 roku Szembek świętował złoty jubileusz kapłaństwa. Rok później konsekrował nowy kościół cysterski w Lądzie. Był też niezwykle zainteresowany sprawą kanonizacji bł. Bogumiła, którą starała się przyspieszyć. Choć rzadko bywał w swojej stolicy, był na bieżącą, prowadził bowiem regularną korespondencję z kapitułą, która wysoko ceniła swojego arcypasterza.

 

Prymas Szembek kierował archidiecezją gnieźnieńską i Kościołem w Polsce przez blisko 10 lat. Zmarł po długiej chorobie w Łowiczu, w wieku 81 lat. W testamencie cały swój skromny dobytek przekazał na cele charytatywne. W pamięci współczesnych zapisał się jako człowiek świątobliwy, gorliwy i niezwykle czuły na ludzką krzywdę. Nie angażował się w politykę, a jeśli już to wyłącznie z racji pełnionych urzędów i na wyraźną prośbę króla. Z energią i oddaniem poświęcał się za to pracy duszpasterskiej, do której już jako młody kapłan miał wielkie zamiłowanie. Został pochowany w kolegiacie łowickiej. Zgodnie z życzeniem jego serce złożono w kościele pijarów w Łowiczu.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy