poniedziałek, 11 grudnia 2017 r.

Leon Przyłuski

Nie stał się legendą, jak jego poprzednik i następca. Nie przeprowadził żadnych spektakularnych akcji. Nie podjął decyzji zmieniających bieg historii. Niemniej to właśnie dzięki niemu archidiecezje gnieźnieńska i poznańska pozostały polskie, a młodzi księża potrafili skutecznie oprzeć się kulturkampfowi

 

Leon Przyłuski pochodził z licznej, patriotycznej rodziny pieczętującej się herbem Lubicz. Miał 5 sióstr i 3 braci. Jego ojciec był konfederatem barskim, najstarszy brat walczył w wojnach napoleońskich, a dwaj pozostali oddali życie za sprawę narodową. Leon kształcił się początkowo w szkole wydziałowej w Poznaniu, a później wstąpił do miejscowego seminarium duchownego. Blisko 10 lat po przyjęciu święceń kapłańskich wyjechał na studia do Rzymu. Po powrocie stał się bliskim współpracownikiem abp. Marcina Dunina, a po jego śmierci administratorem archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej. Przeszło 2 lata czekał na prekonizację. W chwili konsekracji liczył sobie 56 lat.

 

Na sercu leżała nowemu arcybiskupowi zwłaszcza kwestia niedoboru księży. Choć trudno dziś w to uwierzyć, ale w połowie XIX wieku w archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej wakowało blisko 140 stanowisk kościelnych, w tym aż 90 probostw. Znikoma była także liczba kleryków. W latach 1845-46 w seminarium poznańskim studiowało zaledwie 32 alumnów. Dzięki staraniom abp. Przyłuskiego niespełna 10 lat później liczba ta się potroiła. Wzrosła także świadomość społeczna przyszłych księży, z których wielu zapisało się do polskich organizacji i stowarzyszeń. Na zwyżkę ilości powołań kapłańskich wpływ miały z całą pewnością alumnaty gimnazjalne, które wychowywały młodzież w duchu polskim i katolickim. Cieszyły się one poparciem i promocją Przyłuskiego, który bardzo zabiegał o ich utrzymanie. Nie udało mu się natomiast sprowadzić do swoich archidiecezji księży z innych zaborów, władza świecka bowiem nie życzyła sobie „obcokrajowców”.

 

Powiodła się za to akcja przywrócenia na terenie archidiecezji gnieźnieńskiej i poznańskiej niektórych zakonów. Arcybiskup Przyłuski sprowadził m.in. urszulanki, i siostry Sacré Coeur, które w 1857 roku rozpoczęły działalność w Poznaniu. W archidiecezjach rozwijał się także ruch ochroniarski, inspirowany przez Edmunda Bojanowskiego. Ponadto Przyłuski zachęcał proboszczów do zakładania w parafiach Towarzystw św. Wincentego à Paulo, które miały nieść pomoc najuboższym. Sam na polu tym dawał najlepszy przykład. Z własnych funduszy finansował dożywianie ludności, a w 1864 roku w oficynie arcybiskupiej rezydencji uruchomił kuchnię dla ubogich. Wszystkie te chwalebne działania nie uchroniły go jednak przed krytyką. Zarzucano mu bierność i ugodową postawę wobec zaborców. Przyłuski faktycznie stronił od polityki i nie pozwalał księżom uczestniczyć w życiu parlamentarnym. Poza tym był przeciwnikiem rozwiązań zbrojnych. Nie znaczy to jednak, że sprawy Ojczyzny były mu obojętne. Wręcz przeciwnie, przyszedł czas, gdy wystąpił jako przywódca narodu.

 

Momentem przełomowym była przedwyborcza odezwa do narodu z listopada 1861 roku, w której Przyłuski bronił obyczajów, języka i historii Polski. Trzy lata później ostro przeciwdziałał planom Bismarcka mającym na celu przeniesienie metropolii gnieźnieńsko-poznańskiej do Berlina. Postawa ta nie podobała się władzom zaborczym. Pojawiła się propozycja przydzielenia Przyłuskiemu koadiutora. Ostatecznie zaproponowano mu jednak godność kardynalską, co oznaczało odwołanie z Gniezna i Poznania i przeniesienie do Rzymu w charakterze papieskiego doradcy ds. polskich. Przyłuski tych przenosin nie doczekał. Zmarł niespodziewanie 12 marca 1965 roku w wieku 76 lat. Został pochowany w katedrze w Poznaniu.

 

Bernadeta Kruszyk
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy