środa, 28 czerwca 2017 r.

Maciej Łubieński

Zanim został biskupem, był zakonnikiem. Odznaczał się wielką pobożnością, niebywałą pracowitością i rzadko spotykaną wrażliwością. Ponoć w chwilach smutku i radości nie mogąc powstrzymać łez, wybuchał niepohamowanym płaczem.

 

Był człowiekiem niewielkiej postury o bladym obliczu i mądrym spojrzeniu. Mimo nienajlepszego zdrowia nie uchylał się od licznych obowiązków, które spełniał gorliwie i z wielką dokładnością. W przeciwieństwie do swojego poprzednika Jana Lipskiego nie był wielkim oratorem, ani dyplomatą. Braki te nadrabiał jednak zaangażowaniem, rzetelnością i ofiarnością w pracy na rzecz Kościoła i kraju. Nie dziw, że w poczcie Prymasów Polski zajmuje jedną z najwyższych pozycji.

 

Podobnie jak poprzednicy Maciej Łubieński kształcił się najpierw w kolegiach jezuickich, a później w Akademii Krakowskiej. Dzięki wsparciu wuja Macieja Pstrokońskiego, późniejszego biskupa przemyskiego, wyjechał także na studia do Włoch, gdzie zgłębiał prawo kanoniczne. Po powrocie hojny krewniak wprowadził go na dwór króla Zygmunta III, którego został sekretarzem. Maciej Łubieński miał wówczas nieco ponad 30 lat i był świeżo po święceniach kapłańskich. Monarcha polubił go na tyle, że w krótkim czasie ofiarował mu bogate probostwo łęczyckie, a później miechowskie, gdzie mieścił się centralny konwent Zakonu Bożogrobców. Łubieński nie poprzestał jednak na czerpaniu dochodów z tego ostatniego nadania. Odbył nowicjat, złożył śluby zakonne i stał się rzeczywistym zakonnikiem. Już wówczas dały o sobie znać cechy, które później miały się jeszcze uwypuklić. Pracowitość, pobożność, hojność, troska o duchową kondycję kapłanów i wiernych, a także o świątynie, klasztory, kaplice. Dostrzegając to król nominował go najpierw na biskupstwo chełmskie, a później poznańskie, które Łubieński objął 1627 roku. Długo tu jednak nie zabawił. Po trzech latach otrzymał królewską nominację do Włocławka, z którego – jak mówiono – wiodła prosta droga do Gniezna i godności Prymasa.

 

Jako biskup Łubieński nie próżnował. Przeprowadził wizytację, konsekrował nowe kościoły, zakładał bractwa i przede wszystkim zajął się odbudową i remontem katedr: spalonej poznańskiej i nadgryzionej zębem czasu włocławskiej. Prace przy tej pierwszej wspierał także po odejściu z diecezji. Nie inaczej było w Gnieźnie. Tuż po ingresie, który odbył w październiku 1642 roku, przedłożył kapitule plan restauracji katedry z zapewnieniem, że własnym sumptem odnowi kaplicę rodzinną. Maciej Łubieński miał wówczas 70 lat i był najstarszym członkiem Episkopatu Polski. Mimo nie zawsze dopisującego zdrowia z energią zabrał się do pracy. Rok po ingresie przewodniczył obradom synodu archidiecezjalnego, którego główne postanowienia dotyczyły reformy kościelnej. Zabiegał o odrodzenie się idei pojednania katolików z protestantami i dużym nakładem środków przeprowadził gruntowny remont katedry, przebudowując jej kaplice i przyozdabiając wnętrze obrazami i marmurowymi portalami. Z jego hojności skorzystały także inne świątynie oraz liczne zakony. Jednym z nich byli paulini w Częstochowie, gdzie prymas ufundował kaplicę dla cudownego obrazu Jasnogórskiej Pani. Zjeżdżał tam potem co roku, dla odbycia kilkudniowych ćwiczeń.

 

Zbliżając się do 80. roku życia prymas Łubieński liczył głosy na sejmie elekcyjnym, który wybrał na króla Polski Jana Kazimierza. Później uroczyście pochował jego przyrodniego brata Władysława IV Wazę. Nałożył też koronę na skroń Jana Kazimierza, a kilka miesięcy później połączył go węzłem małżeńskim z wdową po Władysławie IV, Ludwiką Marią Gonzagą. Prymas Maciej Łubieński zmarł w opinii świętości 28 sierpnia 1652 roku w wieku 80 lat. Całe swoje mienie przekazał na cele kościelne: katedry, przy których był biskupem, kolegiaty i inne kościoły. Został pochowany w katedrze gnieźnieńskiej, w krypcie rodzinnej kaplicy Łubieńskich. W Gnieźnie ma swoją ulicę, na którą w pełni zasłużył.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

 

Polecamy