środa, 23 sierpnia 2017 r.

Michał kard. Radziejowski

Był człowiekiem niezwykle wyniosłym i zarozumiałym. Jako interreks po śmierci Jana III Sobieskiego kazał nosić nad sobą baldachim, a w senacie zajmował miejsce króla. Nigdy nie odwiedził Gniezna i mimo nalegań kapituły przez 17 lat rządów nie odbył ingresu do katedry gnieźnieńskiej.

 

Radziejowskiemu przewróciło się w głowie, gdy w wieku 41 lat otrzymał kapelusz kardynalski. Dostał go trochę przez przypadek. Otóż Jan III Sobieski starał się o nominację kardynalską dla biskupa Jansona Fourbina. Papież Innocenty XI nie mógł jednak spełnić prośby króla. Mimo to chciał sprawić mu przyjemność. Wyniósł więc do godności kardynała spokrewnionego z monarchą Michała Radziejowskiego. Wbrew oczekiwaniom Stolicy Apostolskiej papieski gest tylko rozżalił króla. Słusznie spodziewał się, że nominacja wpłynie negatywnie na układ sił w kraju i podzieli rodzinę.

 

Michał Radziejowski przed swoim wyniesieniem aktywnie i z oddaniem pracował w diecezji warmińskiej, którą objął po translacji do Gniezna bp. Jana Wydżgi. Jak wielu duchownych dostojników karierę polityczną i kościelną zawdzięczał pracy i kontaktom nawiązanym na dworze królewskim. Zaczynał jako jeden z wielu sekretarzy Michała Korybuta Wiśniowieckiego. Gdy na tron wstąpił Jan III Sobieski, awans był tylko kwestią czasu. Radziejowski otrzymał liczne godności kapitulne, by wreszcie w 1677 roku dostać królewską nominację na biskupstwo warmińskie. Spędził tam 10 lat, które na ogół oceniane są przez historyków dobrze. Sytuacja zmieniła się nieco, gdy w 1687 roku król chcąc położyć kres konfliktom prestiżowym wynikającym z nadania Radziejowskiemu purpury, mianował go arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim. Już na początku rządów nowy prymas popadł w konflikt z kapitułą, której zarzucał niegospodarność i nadużycia. Dowodów nie miał i swoim nierozważnym krokiem tylko zraził kanoników, którzy nigdy się do niego nie przekonali.

 

Po śmierci Jana III Sobieskiego popierał osadzenie na tronie polskim Francuza kosztem syna zwycięscy spod Wiednia, Jakuba. Pomylił się jednak w swoich rachubach i zwlekając z liczeniem głosów, przyczynił się do wyboru Augusta II Sasa zwanego Mocnym. Nie mogąc się z tym pogodzić pertraktował jeszcze z elektorem saskim i prosił go, by korony polskiej nie przyjmował. Nic jednak nie wskórał. Później próbował działać przeciwko królowi, kwestionując m.in. szczerość jego nawrócenia na katolicyzm. Wreszcie cel osiągnął. W 1704 roku po wielu zabiegach i pertraktacjach zjazd szlachty w Warszawie ogłosił detronizację Augusta II Mocnego. Prymas zwlekał jednak z ogłoszeniem bezkrólewia. W międzyczasie zmienił orientację polityczną i zdanie, co do tego, kto ma zasiąść na tronie polskim. Później nie stawił się na sejmie elekcyjnym wymawiając się chorobą. Bez jego udziału wybrano wojewodę poznańskiego Stanisława Leszczyńskiego. Prymas złożył mu co prawda przysięgę, ale uczynił to nieszczerze. Tymczasem papież potępił jego działania na rzecz obalenia Sasa, nakazał wierność zdetronizowanemu królowi i wezwał do Rzymu. Radziejowski szukał później zbliżenia z Augustem, ale rozmowy przerwała śmierć prymasa.

 

Michał Radziejowski, jako polityk, był postacią wyrazistą i obdarzoną silną wolą. Chciał mieć wpływ na to, co dzieje się w kraju i nieustępliwie do tego dążył. Zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym przesłanki moralne nie miały dla niego znaczenia. Jego biskupia posługa na Warmii rokowała dobrze na przyszłość, jednak rządy w archidiecezji gnieźnieńskiej zupełnie rozczarowały. Nie zajmował się swoją archidiecezją i niewiele dla niej zrobił. Świadczy o tym choćby kompletny brak zainteresowania podupadłym seminarium duchownym, w którym przetrwało w tym czasie zaledwie dwóch alumnów. Prymas Radziejowski zmarł 13 października 1705 roku w Gdańsku. Zgodnie z ostatnią wolą został pochowany w kościele św. Krzyża w Warszawie, który wybudowano z jego fundacji.

 

Bernadeta Kruszyk
„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy