poniedziałek, 1 maja 2017 r.

Wincenty Kot

Zanim został wybrany arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim był nauczycielem i wychowawcą królewskich synów: Władysława i Kazimierza. W swoje wyniesienie początkowo nie uwierzył, a później, jako człowiek niezwykle skromny, nie chciał godności przyjąć.

 

Wincenty Kot zwrócił na siebie uwagę Władysława Jagiełły, gdy gościł u niego na Litwie. Gospodarny, wykształcony, bardzo pobożny spodobał się także żonie leciwego władcy Zofii (Sonce), która zaproponowała, by zajął się edukacją i manierami młodych królewiczów. Kot propozycję przyjął i niedługo potem przeniósł się na Wawel, gdzie małżonka królewska wraz z dziećmi mieszkała. Relacje między nauczycielem i wychowankami musiały układać się dobrze, bo królewicze wychowawcę dobrze wspominali, a i on o nich nie zapomniał.

 

Pod koniec maja 1434 roku Władysław Jagiełło ciężko zachorował. Nabawił się zapalenia płuc słuchając nocnych śpiewów słowików w lasach k. Przemyśla. 1 czerwca zmarł w wieku 83 lat. Dwa lata później za monarchą podążył arcybiskup gnieźnieński Wojciech Jastrzębiec, który potłukł się śmiertelnie spadłszy z konia. Kapituła gnieźnieńska z wyborem następcy nie czekała. W niespełna 2 miesiące po śmierci Jastrzębca nowym prymasem obwołano Wincentego Kota. Skąd ten pośpiech? Otóż prałaci i kanonicy chcieli uwolnić się od nacisków monarchy, który podczas ostatnich elekcji narzucał im swoją wolę. Skorzystali, bo nowy król, 12-letni wówczas Władysław, zwany później Warneńczykiem, nie okrzepł jeszcze na tronie. Obawy o sprzeciw okazały jednak płonne. Decyzja kapituły młodemu królowi bardzo się spodobała, podobnie zresztą jak większości wiernych, którzy – jak pisze Korytkowski – cieszyli się z wyboru „męża znanego powszechnie i wielbionego dla nauki, prawdziwie kapłańskiego ducha i rzadkiej zacności charakteru”. Sam Kot takiego zaszczytu się nie spodziewał i początkowo przyjęcia godności odmawiał, tłumacząc się brakiem odpowiedniego przygotowania. Jego opór szybko jednak stopniał i 4 sierpnia 1436 roku nowy arcybiskup metropolita gnieźnieński odbył uroczysty ingres do katedry gnieźnieńskiej, a miesiąc później został konsekrowany przez ówczesnego biskupa krakowskiego Zbigniewa Oleśnickiego.

 

Prymas Kot zabrał się do pracy w archidiecezji z wielką energią i gorliwością. Konsekwentnie bronił czystości wiary i usilnie pracował nad podniesieniem życia religijnego duchowieństwa i wiernych. Zadbał także o katedrę gnieźnieńską, którą zastał brudną i podniszczoną. W Gnieźnie bywał często. Regularnie uczestniczył w posiedzeniach kapituły i dorocznych uroczystościach ku czci św. Wojciecha. Szczególnie jednak upodobał sobie Łowicz, gdzie zwykle rezydował. Sprawnie prowadził też sprawy finansowe i popierając osadnictwo, powiększył dobra arcybiskupie. Dbał również o tych, którzy w tych dobrach pracowali, zwłaszcza o chłopów, których los szczególnie leżał mu na sercu.

 

Wincenty Kot był mężem stanu wielkiego formatu. Umiejętnie godził obowiązki księcia Kościoła z działalnością polityczną i dyplomatyczną. W 1447 roku koronował swojego młodszego wychowanka Kazimierza Jagiellończyka, sprowadzając na tę okazję z Gniezna najpiękniejsze ornaty. Rok później pojawił się problem pierwszeństwa. Biskup krakowski Oleśnicki otrzymał długo oczekiwany kapelusz kardynalski i rościł sobie prawo do pierwszeństwa przed prymasem. Spór rozstrzygnął trzy lata później zjazd w Piotrkowie przyznając pierwszeństwo prymasowi. Postanowiono również, że obaj hierarchowie będą brali udział w obradach Rady królewskiej na zmianę, by się nie widywać. Była to wielka porażka Oleśnickiego. Prymas Kot sprawował urząd arcybiskupa metropolity gnieźnieńskiego przez 12 lat. Zmarł w Uniejowie, 14 sierpnia 1448 roku, a 19 sierpnia został pochowany w katedrze gnieźnieńskiej. Miał ok. 53 lat. W pamięci współczesnych zapisał się jako człowiek niezwykle roztropny, energiczny i pobożny, cieszący się powszechnym szacunkiem i zaufaniem.

 

Bernadeta Kruszyk

„Arcybiskupi gnieźnieńscy” – J. Korytkowski
,,Słownik biograficzny arcybiskupów gnieźnieńskich i prymasów Polski” – ks. K. Śmigiel
Fotografia pochodzi z książki P. Mrozowskiego „Poczet Arcybiskupów Gnieźnieńskich Prymasów Polski”

 

Polecamy